Konflikt dyplomatyczny Polski z Ukrainą? Rosja tylko na to czeka – Polityka

Odwołana premiera “Hrabiny” Opery Bałtyckiej; opera, opera bałtycka, gdańsk, hrabina, kunc
14 listopada 2017
Pogrzeb Piotra Szczęsnego. Samospalenie pod PKiN w Warszawie – Społeczeństwo
14 listopada 2017
Pokaż wszystko

Konflikt dyplomatyczny Polski z Ukrainą? Rosja tylko na to czeka – Polityka


W relacjach z Ukrainą mamy samonakręcającą się i ciągnącą nas w dół spiralę i zapaść. Owszem, kwitnie współpraca wojskowa i są próby inicjatyw w przemyśle zbrojeniowym. Niedługo na Ukrainę pojedzie Andrzej Duda. Spotkania Petra Poroszenki z polskim prezydentem również są stosunkowo częste (choć nie tak częste, jakby można się było spodziewać od strategicznych partnerów). Tylko co z tego, skoro na Ukrainie już niemal wszystkie media mówią, że Polska przestała być adwokatem Kijowa. A te słowa były przecież do tej pory równie kanoniczne, co nie do końca prawdziwe. W Polsce z kolei mówi się, że Kijów rozczarował, bo jak na partnera i przyjaciela zachowuje się nieuczciwie. Niestety realizuje się najgorszy scenariusz. Taki, który wygląda jak wprost skopiowany z kremlowskich strategii wobec naszej części Europy.

Godnościowe wzmożenie nad Wisłą i Dnieprem

Jednym słowem polityka godnościowa i historyczna zdominowała nasze relacje z Ukrainą. Przy czym bohaterowie w scenariuszu prowadzącym do wielkiej polsko-ukraińskiej kłótni grają swoje role po obu stronach. W Polsce. I na Ukrainie. Ostatnio swoją partię odegrał Witold Waszczykowski. Szef MSZ pochwalił się listą ukraińskich „persona non grata” w Polsce. Nie ujawnił nazwisk, a media spekulują, czy nie chodzi m.in. o szefa ukraińskiego IPN, Wołodymyra Wiatrowycza.

Wcześniej Waszczykowski wielokrotnie sugerował, że nie podoba mu się polityka historyczna Ukrainy, forsowany nad Dnieprem kult Stepana Bandery i gloryfikacja UPA, a także problemy, jakie ukraińskie władze różnego szczebla czynią np. przy pracach ekshumacyjnych polskich miejsc pochówku, pracach polskich badaczy i historyków na Ukrainie i w kwestiach zwrotów kościołów lwowskim Polakom. Na liście osób z zakazem wjazdu mają się znaleźć również ukraińscy urzędnicy stwarzający problemy polskim badaczom i Polakom na Ukrainie. Minister tupnął nóżką. Podkreślił, że nie ma mowy, byśmy wpuszczali do Polski ludzi, którzy paradują w mundurach SS Galizien. Chodzi tu zapewne o jakiś ukraińskich działaczy nacjonalistycznych, raczej tych z ukraińskiej diaspory, którzy przy okazji tzw. marszów UPA w Kijowie i Lwowie, rzeczywiście zakładają takie mundury. Albo o młodych aktywistów związanych z nacjonalistycznym Korpusem Narodowym lub partią Swoboda. Oni również lubią pokazać swoje faszystowskie poglądy.

Wypada tutaj spytać ministra Waszczykowskiego, czy trzymając się zasad pewnej sprawiedliwości, sporządził podobne listy z zakazem wjazdu dla np. rosyjskich urzędników robiących problemy polskim badaczom w Katyniu, czy Smoleńsku? Czy, poza nagłośnioną historią z „Nocnymi Wilkami”, zakazem wjazdu objęci są np. Rosjanie paradujący w mundurach NKWD przy okazji różnych parad i imprez nacjonalistycznych? Słynny Igor Girkin ps. Striełkow, dowódca separatystów ze Słowiańska, lubił zakładać mundury NKWD i przyjeżdżał ongiś do Polski na zjazdy rekonstruktorów. Ma dziś zakaz wjazdu on i jemu podobni? A rosyjscy urzędnicy jawnie fałszujący historię II wojny światowej? Albo ci, którzy blokują zwrot wraku smoleńskiego? Idąc typ tropem wypada się zapytać także o litewskich i łotewskich aktywistów nacjonalistycznych i ich marsze w mundurach nazistowskich formacji.

Cienki lód pod Poroszenką

Rzecz w tym, że kiedy Witold Waszczykowski mówi, że skończyła się cierpliwość wobec Ukrainy, musi się spodziewać, że za chwilę równym brakiem cierpliwości wykaże się ktoś z tamtej strony. Oczywiście polski prezydent i rząd będą zapewniać o wspaniałych i strategicznych relacjach z Ukrainą. To samo będzie robił ukraiński prezydent Petro Poroszenko i premier Wołodymyr Hrojsman. Oni traktują politykę znacznie bardziej pragmatycznie, a mniej godnościowo.

Dla Poroszenki wejście na grunt polityki historycznej jest niewygodne. Okazało się to, już po ubiegłorocznym, grudniowym spotkaniu ukraińskiego prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim. Wówczas prezes PiS przez większą część czasu rozmowy w cztery oczy atakował Poroszenkę za politykę historyczną i drążył kwestię zwrotu polskich kościołów we Lwowie. Ukraiński prezydent po tym spotkaniu postawił na Polsce krzyżyk. Uznał, że Warszawa nie jest poważnym partnerem. I zostawił politykę historyczną harcownikom. Takim, jak Wołodymyr Wiatrowycz. To oczywiście błąd Poroszenki. Być może wynikający z kiepskiej oceny sytuacji w Polsce przez głównego doradcę ukraińskiego prezydenta od spraw polskich, Igora Gryniwa. Ale Poroszenko zrobił to całkowicie świadomie.

Poroszenko stąpa w Kijowie po cienkim lodzie, walczy o przetrwanie w warunkach słabnącej popularności i ostrych ataków opozycji, ale także rządowej koalicji. Kokietuje zatem środowiska nacjonalistyczne. Mniej więcej podobnie, jak robi to PiS w Polsce. Ukraińscy nacjonaliści są podzieleni i znajdują się pod wpływami różnych polityków. Np.bardzo wpływowy wśród nich jest minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, który prowadzi cichą wojnę z prezydentem. Poroszenko jest więc zakładnikiem polityki wewnętrznej. I jak mantrę powtarza, że kult Bandery nie jest wymierzony w Polskę, tylko Rosję i ma być sposobem na budowanie nowej, ukraińskiej tożsamości. Tyle, że Polsce odbieramy to słusznie z bólem. Tym bardziej, że jest obudowane takimi, niepotrzebnymi problemami, jak kwestia ekshumacji. Tyle, że w ten sposób kłótnia się nakręca.

Oby nie było za późno

Na razie znajduje się jeszcze na poziomie problemów z dogadaniem się kilku urzędników i polityków. Jest jeszcze czas, by ją wyhamować. Jeśli tego nie zrobimy, dobre, a nawet bardzo dobre postrzeganie Polaków na Ukrainie i Ukraińców w Polsce (nie zmieniają tego na razie incydenty z marszów niepodległości i marszów UPA oraz nienawistne tyrady harcowników różnych obozów narodowych i prorosyjskich) może się zmienić, zatrute jadem niezrozumienia. Główny problem polega bowiem na tym, że zarówno PiS, jak i Poroszenko rozgrywają politykę godnościową instrumentalnie i wewnętrznie. Do tego mają złą ocenę sytuacji. Jarosław Kaczyński myśli, że uda mu się „nacisnąć” Poroszenkę i połajać polityką historyczną. Tymoszenko myśli, że rosyjskie zagrożenie scementuje polsko-ukraińską przyjaźń nawet ponad historycznymi i godnościowymi animozjami. Obaj się grubo mylą.

Nie mylą się natomiast kremlowscy stratedzy. Wbrew temu co często przy okazji polsko-ukraińskich kłótni piszą media, w Moskwie wcale nie strzelają korki od szampana. Rosjanie nie piją szampana, tylko ciężko i cierpliwie pracują nad tym, żeby Ukraina nie miała w Polsce przyjaciela, a Polska była otoczona samymi wrogami.

Link do źródła artykułu