Mateusz Morawiecki: kim wicepremier jest w partii PiS? – Polityka

Gdzie Polacy oglądają treści wideo na czele YouTube, Cda.pl, Ipla
7 grudnia 2017
raz, dwa, trzy, osiemdziesiąt pięć
raz, dwa, trzy, osiemdziesiąt pięć
7 grudnia 2017
Pokaż wszystko

Mateusz Morawiecki: kim wicepremier jest w partii PiS? – Polityka


Znajomy wicepremiera: Mateusz Morawiecki jest ugrzeczniony. Ale ojca będzie bronił do upadłego.

Na uwagę Sebastiana, że Polska to nie nazistowskie Niemcy, odparł, że nie tylko prawo jest ważne, ważna jest też sprawiedliwość. Twierdził, że przez ostatnie ćwierć wieku tej sprawiedliwości było u nas za mało. W ustach człowieka, który dorobił się milionów, pracując u zagranicznych właścicieli polskiego banku, zabrzmiało to fałszywie.

Wicepremier zapewnia, że porównania do nazistowskich Niemiec nie żałuje. „Bezrefleksyjne podejście prawnicze, oderwane od wartości, którym prawo powinno służyć, jest drogą donikąd” – przekonuje w e-mailu, bo z „Newsweekiem” spotkać się nie chce.

To pierwszy minister finansów po 1989 r., którego bardziej obchodzą ideologiczne debaty niż stan gospodarki. Ale szefowej Kancelarii Premiera Beacie Kempie to nie przeszkadza: – Mówi to, co myśli. To wielki patriota. Kocha Polskę. Sam fakt, że przeszedł do rządu z biznesu, gdzie osiągnął wielki sukces, o tym świadczy.

Dekomunizator finansowy

Podobnie jak Jarosław Kaczyński, Morawiecki uważa, że postkomuniści wciąż mają w Polsce zbyt wielkie wpływy – także w administracji rządowej. Żeby przewietrzyć kadry w Ministerstwie Finansów, doprowadził do powołania Krajowej Administracji Skarbowej. Od 1 marca zastępuje ona służby podatkowe, służby kontroli skarbowej i służbę celną. Celem reformy ma być poprawa ściągalności podatku VAT, jednak w resorcie wszyscy są przekonani, że chodzi głównie o pretekst do czystek.

Z ministerstwa już musiał odejść zatrudniony za czasów PiS wiceminister Wiesław Jasiński, odpowiedzialny za ściągalność podatków, bo okazało się, że miał milicyjną przeszłość. Ustawa o KAS wyklucza z pełnienia funkcji w administracji skarbowej osoby z przeszłością w MO i służbach PRL. Stanowiska stracili też dyrektorzy departamentów podatkowych.

Pracownicy KAS czują się zastraszeni. Wiedzą, że będą nowe umowy i zwolnienia – administracja podatkowa ma zostać odchudzona o 15 procent. Pracownik ministerstwa: – Morawiecki rzadko bywa w resorcie. Całą reformę nadzoruje wiceminister Marian Banaś. Już na starcie powiedział, że nie udało mu się przewietrzyć ministerstwa za pierwszych rządów PiS, więc teraz to zrobi.

– Operacji towarzyszy chaos. Nikt nie wie, na jakim stanowisku będzie pracować ani jaki będzie miał zakres obowiązków – opowiada urzędnik resortu finansów, przeniesiony właśnie do nowego Urzędu Celno-Skarbowego. – Wszystko odbywa się w okresie rozliczania PIT-ów, a my musimy szukać biurek i krzeseł po całym mieście, bo nie mamy na czym usiąść. Urzędy są sparaliżowane.

W ubiegłym tygodniu Morawiecki uroczyście nadał sztandar Krajowej Administracji Skarbowej. W pełnym patosu przemówieniu porównał KAS do szabli, o której mowa w hymnie Polski – że za jej pomocą odbierzemy, „co nam obca przemoc wzięła”. Przestrzegał, że nowa instytucja będzie „silna dla tych, którzy próbują przemocą, sprytem, oszustwem wziąć to, co należy do państwa polskiego, i to, co należy do narodu polskiego”.

– Sztandar został poświęcony, były msza, błogosławieństwo, a wszystko inne leży – podsumowują w resorcie finansów.

Jak w Hiszpanii generała Franco

Pozycja Morawieckiego w PiS bierze się stąd, że prezes Kaczyński uwierzył w jego Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Kaczyński na gospodarce się nie zna, ale lubi wielkie projekty. A Morawiecki mu je przedstawia podczas cotygodniowych spotkań w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. Na razie plan jest tylko na papierze i wielu ekspertów uważa, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli tak pozostanie.

– Może się pani śmiać, ale jest tak jak w „Uchu Prezesa”. Morawiecki wchodzi i roztacza przed Kaczyńskim wizje, jak to odbuduje narodową gospodarkę, a prezes to kupuje – opowiada polityk z władz PiS.

Wszystko polane jest odpowiednim sosem propagandowym. Sektor stoczniowy ma rozruszać program „Batory”, a program budowy dronów nosi nazwę „Żwirko i Wigura”. Wicepremier wyjaśnia, że nazwy te nawiązują do czasu II Rzeczypospolitej, której historia powinna być dla nas źródłem inspiracji. „MS Batory był najsłynniejszym polskim transatlantykiem – wodowany w 1936 roku brał później udział w działaniach wojennych. Żwirko i Wigura to z kolei prawdziwe legendy polskiego lotnictwa, zwyciężali w międzynarodowych zawodach. PRL zerwał ciągłość z tamtą Polską, a to w tym okresie powinniśmy szukać wzorców dla działań, które mogą przywrócić polskiemu państwu moce sprawcze” – informuje „Newsweek”.

Ekonomiści nie zostawiają na planie Morawieckiego suchej nitki.

Źródło: Reporter

– To jest zasadnicze odejście od gospodarki rynkowej, w którą wchodziliśmy od 1989 roku, gdzie prywatne podmioty dążą do wprowadzania innowacji. Morawiecki zastępuje to koncepcją, w której to podmioty sterowane przez państwo miałyby nadawać kierunek rozwoju – tłumaczy prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Czy to jest powrót do socjalizmu? – Raczej nazwałbym to centralistycznym etatyzmem, w którym państwo wytycza kierunki rozwoju – mówi ekonomista. – Tego typu próby były podejmowane ponad pół wieku temu przez gen. Franco w Hiszpanii. Wszystko w tamtych czasach było w Hiszpanii narodowe, każde przedsiębiorstwo. Ale nie przyniosło to krajowi rozwoju i Hiszpania zaczęła odchodzić od tej koncepcji na rzecz wolnego rynku. A teraz my próbujemy do tej starej rzeki wchodzić – irytuje się prof. Filar. Podkreśla, że mało kto zdaje sobie sprawę, jak głęboka zmiana gospodarcza jest przeprowadzana w Polsce.

Morawiecki obiecuje bilion złotych na inwestycje, które mają przyspieszyć rozwój gospodarczy naszego kraju. Skąd te gigantyczne sumy? Mają pochodzić przede wszystkim z funduszy unijnych, a także… z inwestycji prywatnych przedsiębiorstw. Tyle że przedsiębiorcy wstrzymują inwestycje, bojąc się, co też jeszcze wymyśli PiS. – Jeśli przedsiębiorcy będą mieli poczucie pewności i bezpieczeństwa, to nie będą musieli tworzyć poduszek finansowych, żeby przetrwać – mówi Filar.

Morawiecki obiecuje bilion złotych na inwestycje, które mają przyspieszyć rozwój gospodarczy naszego kraju. Skąd te gigantyczne sumy? Mają pochodzić przede wszystkim z funduszy unijnych, a także… z inwestycji prywatnych przedsiębiorstw. Tyle że przedsiębiorcy wstrzymują inwestycje, bojąc się, co też jeszcze wymyśli PiS.

W PiS twierdzą, że Kaczyński dogaduje się z Morawieckim o wiele lepiej niż z Beatą Szydło. Dlatego zrobił go superpremierem, powierzając mu dwa ważne resorty – rozwoju i finansów. Wicepremier idealnie wpasował się w wizję Kaczyńskiego, który od lat mówi o potrzebie „repolonizacji” gospodarki. Po odkupieniu udziałów banku Pekao SA od włoskiego UniCredit zamierza teraz dla odmiany zabrać się za zakłady energetyczne należące do francuskiego EDF.

Wielu rozmówców uważa, że wicepremier za kilka lat może zastąpić Kaczyńskiego na czele prawicy. – Prezes dobiega siedemdziesiątki. Porządzi jeszcze kilka lat i będzie musiał przekazać komuś partię. Brudziński i Szydło nie mają charyzmy, Gowin jest niestrawny dla twardego elektoratu, a Ziobro już raz zdradził i prezes mu nie ufa. Morawiecki to wymarzony sukcesor. Myśli tak jak Kaczyński, ma charyzmę i dobrą prezencję – wylicza osoba z władz PiS.

Szydło i Ziobro kontra Morawiecki

Ale rosnące wpływy Morawieckiego nie wszystkim w PiS się podobają. Premier Beata Szydło zawarła nieformalny sojusz przeciw niemu z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Pilnują, żeby Morawiecki za bardzo nie urósł. Szydło przez kilka miesięcy odkładała przyjęcie planu Morawieckiego przez rząd, twierdząc, że jest on źle zredagowany. Przyjęto go dopiero w połowie lutego, gdy premier po wypadku była w szpitalu.

Ziobro blokował pomysł Morawieckiego, by złagodzić kary dla przedsiębiorców. Twierdził, że byłaby to zachęta do łamania prawa. Wsparty przez Szydło przeforsował zaostrzenie do 25 lat więzienia kar za wyłudzenia podatku VAT. Kolejną batalię z Ziobrą – o obsadę Giełdy Papierów Wartościowych – Morawiecki właśnie przegrywa. Wicepremier chciał, by prezesem Giełdy został znany ekonomista Rafał Antczak. Decyzję zaakceptował prezes Kaczyński, a w styczniu walne zgromadzenie akcjonariuszy. Jednak Ziobro znalazł przepis, zgodnie z którym prezes GPW musi mieć trzy lata stażu w instytucjach finansowych, a Antczakowi brakuje kilku miesięcy. I teraz Komisja Nadzoru Finansowego nie chce zaakceptować jego kandydatury.

– Ziobro nie może zapomnieć Antczakowi, że był współautorem programu Platformy Obywatelskiej, a wcześniej współpracował z Balcerowiczem i jego żoną. No i chciał utrzeć nosa Morawieckiemu – opowiada rozmówca z Nowogrodzkiej.

Chociaż Morawiecki na każdym kroku podkreśla, jak ważne jest zaangażowanie państwa w gospodarkę, to dla części polityków Prawa i Sprawiedliwości wciąż pozostaje „banksterem”. Nadal ma zresztą akcje BZ WBK warte około 4 mln zł. Nawet w PiS przyznają, że rodzi to konflikt interesów, bo decyzje ministra finansów wpływają na sytuację na rynku kapitałowym. W partii mówią, że to Morawiecki namówił Kaczyńskiego do powiedzenia, że frankowicze powinni sami sobie radzić i szukać pomocy w sądach. Po tych słowach akcje banków skoczyły w górę. Morawiecki mógł na tym nieźle zarobić.

Chociaż Morawiecki na każdym kroku podkreśla, jak ważne jest zaangażowanie państwa w gospodarkę, to dla części polityków Prawa i Sprawiedliwości wciąż pozostaje „banksterem”.

Sam wicepremier przekonuje, że żadnego konfliktu interesów nie ma. – Nie wykonuję żadnych działań związanych z obrotem akcjami, bez względu na wzrosty lub spadki kursu – zapewnia.

W oświadczeniu majątkowym Morawieckiego jest pewna niejasność. Otóż w ciągu 11 lat pracy w banku zarobił 33,5 mln złotych brutto, tymczasem z oświadczenia majątkowego wynika, że ma tylko 3 mln zł oszczędności, papiery wartościowe warte blisko 4 mln zł i kilka nieruchomości. Co się stało z resztą pieniędzy? Morawiecki mówi, że podane sumy wynagrodzeń to kwoty brutto, a kwoty netto wynoszą około 60 procent z tego. Jednak na co wydał pieniądze, nie odpowiada.

Przekaz dla twardego elektoratu

Wicepremier konsekwentnie buduje swoją pozycję w PiS. Zaczął nawet bywać u ojca Rydzyka. Na początku lutego gości na konferencji gospodarczej w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu podczas inauguracji Instytutu im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”. Na sali prezes Kaczyński i reprezentujący premier Beatę Szydło szef komitetu stałego RM Henryk Kowalczyk. Morawiecki podkreśla, jak potrzebne jest zaangażowanie państwa w gospodarkę. Chociaż u Rydzyka gości pierwszy raz, to czuje się bardzo swobodnie. – Niech wisząca tu Matka Boska Nieustającej Pomocy wspiera nas i stoi przy nas w naszych działaniach – mówi, a sala nagradza go brawami.

– Myślałem, że z krzesła spadnę, jak to usłyszałem. Morawiecki miał być centrową twarzą rządu, a składa hołd Matce Boskiej u Rydzyka! – kpi ważny polityk PiS.

Ale współpracownicy wicepremiera zapewniają, że to przemyślana strategia obliczona na to, by bardziej się osadzić w twardym elektoracie PiS. Gdy Morawiecki wchodził do rządu, mówił wśród znajomych, że będzie walczył o najwyższą stawkę. Ale na razie stał się zakładnikiem swojego planu.

Tekst pochodzi z marcowego wydania Newsweeka 

Link do źródła artykułu