Nuta nostalgii

dbd321a435ba64f430467ff61ec.jpg__600x400_q85_crop_subject_location-1341742_subsampling-2_upscale.jpg

Nuta nostalgii

Czy Polskę słychać w muzyce? Jaka ona jest? Czy są cechy w muzyce typowo polskie?

Tak, są. Rodzimy się w pewnym kręgu kulturowym, kręgu tradycji, która łączy pokolenia niezależnie od kontekstu. Gdy weźmiemy utwory Mikołaja Gomółki, Fryderyka Chopina, Mieczysława Karłowicza, Karola Szymanowskiego, Stanisława Moniuszki czy Ignacego J. Paderewskiego to słyszymy pewien charakterystyczny rys wspólny. To inspiracje związane z polską muzyką ludową. Mazurki, oberki, krakowiaki, kujawiaki, polonezy, muzyka góralska … To wszystko funkcjonuje w sferze muzyki, która została przeniesiona poprzez stylizacje, wyrafinowane działania kompozytorskie, jak u Chopina czy Moniuszki, w sferę muzyki artystycznej. To jest wspólny nurt. I w tym wspólnym nurcie jest ten element nostalgii. Główna linia naszego dziedzictwa to tradycja polskiego folkloru, który łączy i spaja różne czasy i twórców.

Jak wygląda życie laureata amerykańskiej nagrody Grammy? Dużo Pan koncertuje nie tylko na wielkich imprezach, ale też w mniejszych miejscowościach. Chce się Pan dzielić swoją muzyką ze wszystkimi.

Okoliczności i dobrodziejstwo tej nagrody sprawiły, że mam taką możliwość, że mogę się podzielić moją muzyką z bardzo szerokim spektrum publiczności od koneserów jazzu po ludzi, którzy nie traktowali jazzu do tej pory jako coś istotnego. Dzięki nagrodzie Grammy ludzie zaczęli się interesować nie tylko mną, moją muzyką, ale też szerzej jazzem jako zjawiskiem muzycznym i bardzo się z tego cieszę. To jest niesamowite.

Tworzenie muzyki to świadome odseparowanie się od okoliczności, które wprowadzają zamęt w życiu i wejście w odrębny wewnętrzny świat, wymagający skupienia, ciszy i samotności. To nie jest wcale proste, bo wymaga świadomej rezygnacji z kontaktów z otoczeniem. Bardziej kojarzy się z zakonem, czyli z kontemplacją. Może są tacy kompozytorzy, którzy siedząc przy kawiarnianym stoliku, wśród gwaru, hałasu są w stanie w tym samym czasie komponować muzykę. Ja tak nie potrafię. Gdy zabieram się za komponowanie bywa, że nie widuję nikogo poza żoną, wyłączam telefon. Z tego życia, które jest pełne pokus i szumu medialnego, wchodzę w inny świat, wewnętrznych przeżyć, emocji, nastrojów. Skupiam się na sobie. Wtedy mogę coś skomponować. Zdarza się też, że nagle jakiś motyw, jakaś fraza zaczyna mi chodzić po głowie i jest na tyle dojmująca, jak taki cień, który gdzieś się osadza głęboko, że w pewnym momencie stwierdzam, no tak, to trzeba zapisać. To jest to. Ja jestem intuicjonistą.  Często jest to moment wyłapywania czegoś, co dla kogoś innego nie ma żadnego znaczenia. Ale z drugiej strony  zamówienia kompozytorskie narzucają pewien obowiązek wywiązania się jak z każdej umowy, na termin. Wtedy wiem, że wena musi przyjść  i koniec.

IMG_1710 ok.jpg Mój problem, a może raczej szczęście, polega na tym, że ja nie jestem wyłącznie kompozytorem. W  XX wieku wprowadzono na uczelniach muzycznych taki element rozgraniczenia, że jak ktoś jest kompozytorem to już niekoniecznie  wykonawcą. Ze szkodą dla nich samych. Lubię grać swoją muzykę, bo dla mnie jest to naturalne. Tworzę tu i teraz, w gruncie rzeczy dla siebie, to jest moja propozycja spojrzenia na świat, na otaczającą rzeczywistość. W momentach koncertowego spiętrzenia odkładam na półkę wszystkie kompozycje i zajmuję się tylko koncertowaniem. To wypracowana przez lata samodyscyplina, umiejętność przekładania tych dwóch światów. To nie jest wcale proste. Koncertowanie jest bardzo emocjonalne. To wyjście do ludzi ze wszystkimi bardzo pięknymi aspektami relacji  między muzykiem a słuchaczem. Nie ukrywam, że nie ma nic wspanialszego niż ten cudowny, abstrakcyjny dialog ze słuchaczami w czasie i… po koncercie, kiedy wszyscy jesteśmy uśmiechnięci, nie wiemy co się zdarzyło, ale wiemy, że coś fajnego, stajemy się taką wspólnotą, bez żadnych warunków wstępnych. Ja jestem przekaźnikiem miedzy tym co się dzieje w sferze muzyki a publicznością. To są cudowne chwile. To Magia Muzyki. Ale jednak przychodzi moment kiedy mówię „to nie wszystko” i muszę znaleźć czas na komponowanie. Mniej więcej na 3-4 miesiące w roku świadomie rezygnuję z koncertowania i poświęcam się pisaniu muzyki.

Źródło artykułu

%d bloggers like this: