Rozwój muzyki klasycznej (II) …
21 lipca 2015
”Moonlight Sonata” by Ludwig Van Beethoven
30 października 2015

Nuta nostalgii

Czy Polskę słychać w muzyce? Jaka ona jest? Czy są cechy w muzyce typowo polskie?

Tak, są. Rodzimy się w pewnym kręgu kulturowym, kręgu tradycji, która łączy pokolenia niezależnie od kontekstu. Gdy weźmiemy utwory Mikołaja Gomółki, Fryderyka Chopina, Mieczysława Karłowicza, Karola Szymanowskiego, Stanisława Moniuszki czy Ignacego J. Paderewskiego to słyszymy pewien charakterystyczny rys wspólny. To inspiracje związane z polską muzyką ludową. Mazurki, oberki, krakowiaki, kujawiaki, polonezy, muzyka góralska … To wszystko funkcjonuje w sferze muzyki, która została przeniesiona poprzez stylizacje, wyrafinowane działania kompozytorskie, jak u Chopina czy Moniuszki, w sferę muzyki artystycznej. To jest wspólny nurt. I w tym wspólnym nurcie jest ten element nostalgii. Główna linia naszego dziedzictwa to tradycja polskiego folkloru, który łączy i spaja różne czasy i twórców.

Jak wygląda życie laureata amerykańskiej nagrody Grammy? Dużo Pan koncertuje nie tylko na wielkich imprezach, ale też w mniejszych miejscowościach. Chce się Pan dzielić swoją muzyką ze wszystkimi.

Okoliczności i dobrodziejstwo tej nagrody sprawiły, że mam taką możliwość, że mogę się podzielić moją muzyką z bardzo szerokim spektrum publiczności od koneserów jazzu po ludzi, którzy nie traktowali jazzu do tej pory jako coś istotnego. Dzięki nagrodzie Grammy ludzie zaczęli się interesować nie tylko mną, moją muzyką, ale też szerzej jazzem jako zjawiskiem muzycznym i bardzo się z tego cieszę. To jest niesamowite.

Tworzenie muzyki to świadome odseparowanie się od okoliczności, które wprowadzają zamęt w życiu i wejście w odrębny wewnętrzny świat, wymagający skupienia, ciszy i samotności. To nie jest wcale proste, bo wymaga świadomej rezygnacji z kontaktów z otoczeniem. Bardziej kojarzy się z zakonem, czyli z kontemplacją. Może są tacy kompozytorzy, którzy siedząc przy kawiarnianym stoliku, wśród gwaru, hałasu są w stanie w tym samym czasie komponować muzykę. Ja tak nie potrafię. Gdy zabieram się za komponowanie bywa, że nie widuję nikogo poza żoną, wyłączam telefon. Z tego życia, które jest pełne pokus i szumu medialnego, wchodzę w inny świat, wewnętrznych przeżyć, emocji, nastrojów. Skupiam się na sobie. Wtedy mogę coś skomponować. Zdarza się też, że nagle jakiś motyw, jakaś fraza zaczyna mi chodzić po głowie i jest na tyle dojmująca, jak taki cień, który gdzieś się osadza głęboko, że w pewnym momencie stwierdzam, no tak, to trzeba zapisać. To jest to. Ja jestem intuicjonistą.  Często jest to moment wyłapywania czegoś, co dla kogoś innego nie ma żadnego znaczenia. Ale z drugiej strony  zamówienia kompozytorskie narzucają pewien obowiązek wywiązania się jak z każdej umowy, na termin. Wtedy wiem, że wena musi przyjść  i koniec.

Źródło artykułu