Krzysztof Herdzin: najtrudniejsze wyzwanie
7 lipca 2016
Uwaga! Odnaleziono „Kwintet na pianino” Szostakowicza!
20 lipca 2016

Ryszard Kubiak: Sztuka otwiera każdego z nas [wywiad]


Plan jest taki: spotykamy się i rozmawiamy o rozpoczynającym się w Warszawie w piątek 15 lipca festiwalu Ogrody Muzyczne. Plan weryfikujemy już w pierwszym zdaniu.
– Niech Pani o Strefie Ciszy napisze. To jest ciekawy festiwal – sugeruje mój rozmówca, Ryszard Kubiak, dyrektor Ogrodów i pomysłodawca Strefy w Łazienkach Królewskich.
– Dobrze, o Strefie też porozmawiajmy – zgadzam się natychmiast.
– Ludzie mówią o koncertach w Łazienkach: „Boże, jak tu cicho. Nic nie ryczy, nic nie warczy”. Jak deszcz pada, to jest lekka dezorganizacja. Wtedy przenosimy koncert do pałacu, ale to już nie to samo.
Każda z inicjatyw ma innego odbiorcę, inny entourage i w ogóle inny schemat działania. Podczas Ogrodów – pod namiotem na dziedzińcu Zamku Królewskiego siedzimy na krzesełkach, w skupieniu słuchamy najpierw rozmowy z gościem wieczoru, potem oglądamy projekcję filmu muzycznego (o muzyce lub o muzyku) albo spektaklu. W Łazienkach podczas festiwalu Strefa Ciszy – zajmujemy wygodne leżaki lub kładziemy się na trawie, a na jednej z kilku scen pod baldachimami chroniącymi od słońca i deszczu grają lub śpiewają dla nas przeróżni artyści. Idea tego festiwalu jest bliższa idei Presto, więc zaczynam rozmowę od Strefy.

Kinga A. Wojciechowska: Tytuł Festiwalu jest dość przewrotny.
Ryszard Kubiak:
O to chodziło. Żeby się wyróżniał od setek festiwali, podczas których chodzi tylko o to, aby głośniej i aby piwo było.

No to jak się wymyśla festiwal inny niż wszystkie?
To jest śmieszna historia. Chyba z pięć lat temu Tadeusz Zielniewicz, wtedy nowy dyrektor Łazienek, zamarzył sobie, żeby zrobić mu Ogrody Muzyczne w Łazienkach, bo je znał, chodził ze swoją matką na koncerty. Interesowała go ta nazwa. Powołał więc grupę roboczą. Mieliśmy budować  nowe struktury, namioty. Mnie się to nie podobało. Powiedziałem mu wtedy: „Dyrektorze, tak nie może być. Proszę mi dać pół roku i jak coś wymyślę, to sam do Pana przyjdę.” No i minęło to pół roku, przyszedłem i mówię: „Chyba mam.” Opowiadam mu o tym pomyśle. On słucha. W końcu mówi: „Ryszard, to jest tak proste, że aż genialne.” Ale to nie koniec. Zaprosiłem do projektu Piotra Łabanowa i Tomka Pokrzywińskiego – wiolonczelistę, który świetnie gra na dawnych instrumentach. No i zaczęliśmy działać. Tak się narodziła Strefa Ciszy. Ale znów przewrotnie. Bo dyrektor chciał nazwy: Ogrody Muzyczne. Tłumaczę mu, że to bez sensu, bo Ogrody już są.



Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz