Więcej niż kicz
25 lipca 2016
Jej Love Story
8 września 2016

Robert Piaskowski: Uczyłem się odwagi w eksperymentowaniu [wywiad]


– Słyszałem, że Filharmonicy Nowojorscy mówią z dumą „nigdy nie zagramy Philipa Glassa”. Nie uważasz, że to jest skandal jakiś? Przecież Glass przecierał szlaki dla muzyki minimalizmu, wraz ze Stevem Reichem, z Michaelem Nymanem. Odbieram to jako przejaw niezrozumiałego konserwatyzmu i pychy. – mówi z przekonaniem Robert Piaskowski, dyrektor artystyczny krakowskiego Festiwalu Muzyki Filmowej. Nasza rozmowa jest niecodzienna. Udało nam się wyciągnąć Roberta Piaskowskiego z samego epicentrum 9. FMFu na całą godzinę. To był moment, gdy czas nam się zatrzymał. Uczestniczki warsztatów krytyki muzycznej* chłonęły – to najlepsze słowo – każde zdanie dyrektora artystycznego FMF. Dzięki temu powstał wywiad-rzeka. Publikuję go w całości, bo nieczęsto się zdarza, móc poznać kulisy powstawania wielkiego festiwalu. Zwykle szczegóły, także te trudne i smutne, te niby nieistotne, nie mają szans ujrzeć światła dziennego. Zrób sobie kawę, usiądź wygodnie, zanurz się z naszym gościem w historię FMF i sprawdź, jak to jest możliwe, że wszystko jest muzyką filmową, że to ona jest testamentem muzycznym naszych czasów.

*Program Instytutu Muzyki i Tańca „Krytyka muzyczna 2.0 – muzyka filmowa” – relacja z całości warsztatów – niebawem na portalu!

Robert Piaskowski: Nie pamiętam już wszystkich tekstów, które pisałyście podczas rekrutacji do warsztatów, ale pamiętam, że byłem pod ich wrażeniem. Miałem poczucie, że takich tekstów jest stanowczo za mało w krytyce muzycznej. Zamiera jej etos, potrzeba czytania, zmienił się odbiór rzeczywistości i paradoksalnie nawet tak wielkie wydarzenie muzyczne, jakim jest Festiwal Muzyki Filmowej czy inne festiwale muzyczne organizowane przez Krakowskie Biuro Festiwalowe, np. Misteria Paschalia, Sacrum Profanum, nie pozwalają tej krytyce istnieć. Może dlatego, że ma sięczęsto poczucie, że to głos wołającego na pustyni, że nikt już tego nie czyta… A rzeczywistość jest taka, że jest niewielu krytyków, którzy jednocześnie są osobowościami, którzy poprzez swoją percepcję muzyki mają wpływ na rozwój życia muzycznego, kariery artystów, ocenę wydarzeń. Dobrzy krytycy zawsze będą w cenie. Tym bardziej cieszę się, że widzicie też w tym swój potencjał do rozwoju i że przyjechałyście dzielić się z nami swoimi wrażeniami, że po prostu macie takie ambicje, by pisać o muzyce profesjonalnie.

Kinga A. Wojciechowska: Ambicje mają, to prawda. Już nawet wiem jak zatytułuję moją refleksję po tych warsztatach: „bez taryfy ulgowej”, bo ani ja im taryfy ulgowej nie dałam, ani one mnie. Wszystkie pięć dziewczyn pracowało przez te wszystkie dni fantastycznie!
To bardzo dobrze! To tylko ja tutaj jestem najsłabszym ogniwem, dając sobie taryfę ulgową i się spóźniając na nasze spotkanie [śmiech], ale w kuchni festiwalowej co chwilę coś się dzieje, trudno być wszędzie jednocześnie. No dobrze, ale skoro jesteśmy w gronie profesjonalistów najwyższej próby, to ja się oddaję w pełni w wasze ręce.



Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz