Piękno muzyki sprzed wieków [relacja z Festiwalu Misteria Paschalia]
20 kwietnia 2019
Darmowe wejście na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego
4 maja 2019

Nieme Kino do nas gra


NIEME KINO DO NAS GRA

16. Święto Niemego Kina nie zawiodło swoich fanów. W tym roku zrekonstruowane filmy (wspólny projekt San Francisco Silent Film Festiwal i FINA) były nie lada gratką nie tylko dla fanów niemego kina, ale i dla fanów… Sherlocka Holmesa.

Jednak to, co szczególnie zachwyciło, to zróżnicowana oprawa muzyczna wszystkich prezentowanych filmów w czasie trwania festiwalu, a podczas gali otwarcia niezwykle interesująca dyskusja panelowa, której moderatorem był Michał Oleszczyk (wśród zaproszonych gości znaleźli się specjaliści z branży w Polsce i na świecie: Serge Bromberg – popularyzator kina niemego i założyciel Lobster Films, Robert Byrne – prezes zarządu SFSFF, specjalista w zakresie restauracji filmów niemych, prof. Russell Merritt – wykładowca historii filmu na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zaangażowany w prace nad restauracją „Psa Baskerville’ów”, Michael Seeber – kolekcjoner filmów i producent muzyki do filmów niemych, założyciel Seeber Film Verlag oraz dr Elżbieta Wysocka – kuratorka programowa ŚNK i kierownik Działu digitalizacji i opracowań zbiorów FINA). „Co się dzieje, gdy kupujesz gazetę? – pytał retorycznie w rozmowie Serge Bromberg – Czytasz ją, a potem wyrzucasz. Przez 35 lat wytwórnie filmowe robiły dokładnie tak samo. Pokazywały filmy, a potem je wyrzucały. Gdy nadeszła era dźwięku wszystkie filmy nieme stały się bezużyteczne, więc producenci je wyrzucili. Było też kilka przypadków wielkich pożarów, bo filmy na podłożu nitro są łatwopalne. Pod koniec 1937 roku wybuchł pożar w studio Foxa. Wówczas wszystkie nieme filmy tej wytwórni zniknęły. Universal natomiast uznał, że utrzymanie filmów niemych kosztuje za dużo i z zimną krwią nakazał ich zniszczenie. Dlatego dziś jedynie 50% amerykańskich filmów stworzonych w erze kina niemego przetrwało”.

Dlatego odnalezienie w 2009 roku w sosnowieckiej piwnicy kopii 35 mm filmu otwarcia „Pies Baskerville’ów” było unikatowym wydarzeniem, które w świecie archiwów filmowych zdarza się niezwykle rzadko. Poza tym ciekawostkę stanowi fakt, że jest to niemiecki film, odnaleziony w Polsce z czeskimi tablicami, a inna kopia we francuskim opracowaniu została pozyskana z Austri, w ten sposób tworząc rekonstrukcję. Podczas Święta Niemego Kina za oprawę muzyczną do tego obrazu odpowiadali: pochodzący z Gdańska kompozytor i skrzypek Stefan Wesołowski (pianino, skrzypce, instrumenty elektroniczne), Anna Pašić (harfa), Oliwier Andruszczenko (basklarnet) i Hubert Zemler (instrumenty perkusyjne). Całość zabrzmiała wprost brawurowo, a sam film mógł niektórych uwieść specyficznym poczuciem humoru.

Oczywiście, nieme kino nie musi być dla każdego. Niektórych znuży na pozór mało dynamiczna akcja, skróty fabularne, luki wypełniane fotosami z planu, prawdziwym wyzwaniem jest też stworzenie muzyki, która wciągnie w ekranową opowieść, a nie od niej widza oderwie. Jednak podczas tegorocznego Święta Niemego Kina dla wielu doznania były wprost fascynujące… Dla naszej redakcji niezapomnianym przeżyciem okazał się seans „Za drzwiami” (reż. Irvin Willat, USA, 1919 r.) z psychodeliczną wizją muzyczną autorstwa Michała Jacaszka, emocji nie zabrakło także podczas zabawnej projekcji ➡️ „Zagadka nadmuchiwanej ryby” (reż. John Emerson, Christy Cabanne, USA, 1916 r.) z towarzyszeniem przebojowego duetu Diomede oraz „Porwania bankiera Fuxa” (reż. Karl Anton, Czechosłowacja, 1923 r.), choć tu interpretacja zespołu tęskno była tak urzekająca, że aż chciało się… zamknąć oczy!

A jakie są opinie widzów? „Interpretacja Miłosza Pękali i Magdaleny Kordylasińskiej-Pękali należała do najciekawszych na tegorocznym festiwalu – mówi jedna z perspektywy odbiorcy Agnieszka Cieślak – Już w prologu do filmu muzycy wciągnęli publiczność do świata przedstawionego, opatrując dźwiękami wydobywanymi z rozmaitych perkusjonaliów każdy ruch na ekranie – stukanie butów, płacz dziecka, szczekanie psa, odgłosy szalejącej za oknem burzy czy strzały z pistoletu. Miało się wrażenie, że postaci na ekranie zaraz do nas przemówią! Artyści do samego końca bawili się w imitatorów dźwięku (tzw. foley artists), jednak właściwa część filmu była utrzymana w konwencji… gry komputerowej. Muzyka elektroniczna rodem z platformówki Super Mario Bros. towarzyszyła nam począwszy od prześmiesznej sekwencji podróży głównego bohatera koleją, poprzez serię gagów związanych z chęcią dopełnienia krwawej wendety, skończywszy na wymuszonej zgodzie pomiędzy zwaśnionymi rodami. Dołączmy do tego barwne tematy wykonywane na ksylofonie czy marimbie, a otrzymamy pełny obraz dźwiękowy filmu „Rozkosze Gościnności” Bustera Keatona, który zyskał nowe życie po niemalże stu latach od premiery!”. Z kolei Joanna Pietrzak zachwyciła się „Znakiem czterech”, ujmując krótko i treściwie: „Było meeeegaaa! Cudownie zagrali, bardzo fajne doświadzenie!”, zaś Robert Siwczyk, miłośnik kina niemego i Sherloca Holmesa podsumował całą imprezę ze szczerym uznaniem: „Absolutnie magiczne doświadczenie. Już przy wejściu do Kina Iluzjon przeżyłem szok: w czwartkowe otwarcie zobaczyłem kolejkę sięgającą poza budynek, a mającą swój początek przy wejściu na salę Stolica. Nie sądziłem, że tak wielu ludzi traktuje nieme kino jako coś więcej niż ciekawostkę dla filmowych geeków. Każdy z seansów wyświetlany był z muzyką na żywo, a do każdego z filmów akompaniowali inny muzycy. Takie pokazy są prawie jak odcisk palca — i jeśli wg szacunków jeden na 64 miliardy istnień możliwe jest powtórzenie tego samego układu linii papilarnych, tak kombinacja muzyki na żywo i wyświetlania filmów jednocześnie czyni doświadczenie unikalnym.”

Cóż, to prawdziwa sztuka zaintrygować widzów tego rodzajem kina, a FINIE po raz kolejny się to udało!

(MB)

 

(SergeBromberg©PatriceSterraz)

 

 

 

 

 

 



Źródło: Prosto o Muzyce