W czyjej pamięci chciałbyś zamieszkać, jeśli nie na zawsze, to na pewno od święta? [Mikołajkowa playlista]
6 grudnia 2019
Włoski sentyment, znak czasu i silne emocje [finałowy koncert Dni Góreckiego]
19 grudnia 2019

Joanna d’Arc na stosie. Kim jest bałwan? [relacja]


Granatowy grudniowy wieczór, Opera Krakowska czerwona. Scena szara i pełna dymu. Czy stos już spłonął, czy dopiero jest rozpalany? Bo to „Joanna d’Arc na stosie”, oratorium dramatyczne Arthura Honeggera w reżyserii Moniki Strzępki.

Zaczyna się ciekawie, pełną trąbek uwerturą. Mgła powoli opada i wyłania się napis „Winter is coming”. Ogarnia nas smutek zimowej, bezśnieżnej szarugi – śnieżą tylko umieszczone na scenie telewizory (kto to jeszcze pamięta lub wie, o co chodzi?). Tak przygotowany nastrój pozwala na właściwy odbiór arii, zaśpiewanych doskonale w kolejnych scenach przez Osła i Wieprza. Wywoływani do roli sędziów Tygrys, Lis i Wąż nie chcą przyczynić się do skazania niewinnej Joanny. Trybunał zwierząt nie podniesie ręki na tę, którą wybrał Bóg. I tak oto Wieprz, Baran i Osioł wydają wyrok na Joannę d’Arc. 30 maja 1431 r. zostaje spalona na stosie.

Monika Strzępka, reżyserując operę po raz pierwszy, stanęła przed bardzo trudnym zadaniem przełożenia niezbyt spójnego libretta Paula Claudela, gorliwego katolika, znawcy Pisma Świętego, na współczesny język operowy. Tym bardziej że to nie opera, lecz oratorium, w którym przeważają role mówione. Claudel zrezygnował z rekonstruowania historii Dziewicy Orleańskiej, a opowieść rozpoczął od dnia jej stracenia. Pani reżyser, by lepiej poznać Joannę, otuliła się nią dookoła, biorąc między innymi na warsztat w pracy ze studentami „Św. Joannę” Bernarda Shawa. Jej Joanna jest psychotyczna, przeżywane przez nią wizje nie przypominają zjawisk iluminacji doznawanych przez świętych. Czyli nie o świętości tu mowa. Może o tym, co się dzieje z naszym światem? O umieraniu sztuki, religii? Nie rozumiem śniegu i zimy, ale na pewno ma to swoje głębokie uzasadnienie. Wspaniały jest strój Joanny. Wiemy, że walcząc z Anglikami, nosiła zbroję (podobno była biała) i męski ubiór. Już samo to było herezją i mogło się przyczynić do skazania jej na śmierć.

W wieku 13 lat Joanna złożyła ślub dziewictwa. Otrzymała głębokie wychowanie religijne. Była nadzwyczaj pobożnym i ponad swój wiek poważnym dzieckiem. Myślę, że dlatego na scenie jest ubrana w biały strój. Ale czy to na pewno jest strój? To metafora zarówno jej czystości, świętości (po 500 latach została kanonizowana!), jak i zgody na pójście na stos w stroju kobiecym. Gdy po raz pierwszy została skazana, być może poszła w samej bieliźnie, bo podobno ukradziono jej suknię. Ubranie-nieubranie – świetne połączenie kobiecej bielizny i białej zbroi doskonale sprawdza się na scenie. Tym bardziej że nosząca go, grająca Joannę d’Arc młoda aktorka Marianna Linde również dobrze sobie radzi. Nie tylko wspaniale ogrywa swój kostium, ale dodaje też grające włosy, które jak sznury oplatają jej twarz i ciało, wirują, wiją się przy każdym jej ruchu. A rusza się doskonale. I jest piękna.

Świetnie w swoją rolę wcielił się Krzysztof Zawadzki. Tak jak prawdziwy Ojciec Dominik starał się zrozumieć Joannę, przygotowując ją do śmierci. Aktor z każdym pojawieniem się na scenie przejmował kontrolę nad toczącym się spektaklem – fantastyczna, potężna siła talentu! A wytatuowany na piersi krucyfiks? Czy to nie przypomnienie ostatniego widoku Joanny przed śmiercią? A może to znak, że tylko on był z Joanną naprawdę?

Ujmująca i bardzo pięknie śpiewająca była Joanna jako dziecko, grana przez dziewczynkę – Maję Affeltowicz. W ogóle dzieci w tym spektaklu były niezwykłe. Doskonale przygotowane wokalnie i aktorsko. Na długo pozostanie mi w pamięci scena malowania przez dzieci krzyżyków na ciele Joanny. Czy to symbol podpisania przez analfabetkę Joannę krzyżem skazującego ją dekretu?

Zapowiadanego skandalu nie było. Dobrze czy źle?

A co robił na scenie bałwan? Czy to cytat ze współczesności?

Dorota Pietrzyk



Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz