Joanna d’Arc na stosie. Kim jest bałwan? [relacja]
13 grudnia 2019
Trio: Sudnik&Kowalski&Baczynska wystąpi w Składzie Butelek
27 grudnia 2019

Włoski sentyment, znak czasu i silne emocje [finałowy koncert Dni Góreckiego]


Finał 7. Międzynarodowych Dni Henryka Mikołaja Góreckiego w Katowicach trafnie podsumował cały festiwal. Było różnorodnie, podniośle, z duchem patrona, międzynarodowo, tradycyjnie, nowocześnie, sentymentalnie.

Podczas jednego wieczoru zestawiono utwory trzech muzycznych indywidualności – Zygmunta Noskowskiego, H.M. Góreckiego i Nina Roty. Zestawienie odważne, bo twórcy pochodzą z różnych, odmiennych epok, posługiwali się innymi językami muzycznymi. Do tego obie polskie kompozycje były przeznaczone do wykonania koncertowego, tymczasem suita Roty początkowo służyła ilustracji muzycznej dramatu Federica Felliniego. Czyli – na finał festiwalu – muzyka filmowa. Znak czasu?

„Step” Noskowskiego to według źródeł pierwszy polski poemat symfoniczny. Utwór pisany – jak to w epoce romantyzmu (ale przede wszystkim w czasach zaborów) – ku pokrzepieniu serc. Jest więc emocjonalny, lecz także nostalgiczny – z wyraźnym nawiązaniem do kresowego folkloru. Ale jak na dobrą, wyprzedzającą swoją epokę kompozycję przystało – „Step” łatwy wykonawczo nie jest, czego jednak nie było słychać, bo filharmonicy śląscy pod wodzą Massimiliana Caldiego poradzili sobie wyśmienicie. Zamknąwszy oczy, można było sobie nawet wyobrażać sceny z „Ogniem i mieczem”, i to nawiązanie z pewnością spodobałoby się Noskowskiemu, bo Trylogia Henryka Sienkiewicza była bliską mu lekturą.

Przeskok do współczesności i dedykacja dyrygenta ofiarom tragedii w Szczyrku, a muzycznie – skok właściwie do mniej odległej przeszłości. Do polskiej orkiestry dołącza rodak dyrygenta Raffaele Trevisani, niosąc dwa flety – srebrny altowy i sopranowy z 14-karatowego złota. „Concerto cantata” jest śpiewną refleksją, medytacją, której służy transowy, ostinatowy charakter utworu. Dialog między orkiestrą i solistą jest wręcz namacalny. Czasem mamy wrażenie, że mówią jednym głosem, choć niekoniecznie są zgodni. Flet niekiedy gubi się w wolumenie dźwięków, ale czuć, że jego opowieść jest tu ważna. Napięcie utrzymane do końca, który, w kontraście do finałowego, żywiołowego niby-tańca, subtelnie zamiera i wtapia się w ciszę. Spektrum emocji, kontrastów, dysonansów (od początkowego trytonu, który najczęściej pojawia się i w dalszej części) wymagało przerwy po utworze Góreckiego i publiczność ją dostała.


fot. Krzysztof Lisiak

Finał finału poprzedziła krótka wypowiedź dyrygenta, który, choć jest Włochem, całkiem nieźle mówi po polsku. Przyczyna jest istotna. Caldi często występuje w naszym kraju. W 1999 r. wygrał najważniejszy polski konkurs dyrygencki – im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach. Jest I dyrygentem Filharmonii Podkarpackiej i gościnnie występuje w filharmonii w Gdańsku. Z orkiestrą Filharmonii Śląskiej występuje nie po raz pierwszy. Prowadził także inne znakomite polskie zespoły, jak choćby Sinfonię Varsovię, NOSPR, Sinfonię Iuventus czy Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej. Przed „Suitą” Nina Roty usprawiedliwił program i gości wieczoru: a to stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Włochami, a to 86. urodziny H.M. Góreckiego, które przypadły dokładnie w dniu koncertu – 6 grudnia, a to mija 20 lat pracy artystycznej samego dyrygenta, z których całkiem sporo artysta spędził w Polsce i pięknie, emocjonalnie wyznał, że bardzo wiele naszemu krajowi zawdzięcza.

Po krótkiej, konkretnej przemowie – muzyka filmowa. Nino Rota bezwzględnie podporządkowywał swoje partytury oczekiwaniom Felliniego. „La Strada” była trzecim filmem tego niezwykłego duetu, którego współpracę przerwała śmierć kompozytora. Dramat powstał w 1954 r. i opisuje niezbyt szczęśliwe relacje między artystami objazdowego cyrku. Muzyka oddaje miłosne zawody, upokorzenia Gelsominy, których dziewczyna doznaje ze strony Zompana, oraz próby pocieszenia jej przez linoskoczka zwanego Szalonym. Wreszcie – aż ciarki przechodzą, gdy dochodzi do tragicznego finału. Nawet nie znając filmu, czujemy wszystkie emocje bohaterów i możemy sobie wyobrazić akcję, zdarzenia związane z ich ekranową działalnością. Muzyka głęboka, momentami figlarna, momentami patetyczna, godna zakończenia festiwalu. I dobre otwarcie na rok przyszły, bo obserwując działania Filharmonii Śląskiej, nie mam wątpliwości, że atrakcji dla melomanów w niej nie zabraknie, a ich poziom będzie niezmiennie bardzo wysoki. Publiczność zresztą już to docenia. Pełne sale, zorganizowane (oddolnie) wycieczki nawet z odległych miast Śląska i spoza regionu – to najlepszy dowód, że skromny budynek przy ulicy Sokolskiej 2 w Katowicach jest ważnym centrum kultury.

{Kinga Wojciechowska}



Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz