Świat to za mało! [Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy zaprasza do wirtualnej rzeczywistości]
13 kwietnia 2020
Rozmawiamy o filmie, rozmawiamy o sobie [Filmoteka Szkolna]
14 kwietnia 2020

Mustelide: Maszyny śpiewają każdym rodzajem głosu

Mustelide to Natallia Kunitskaya, białoruska artystka – wokalistka, producentka muzyczna i – jak sama siebie określa na Instagramie – sound designerka. Dlaczego tak? Bo Mustelide projektuje i tworzy dźwięki od podstaw. O tym właśnie opowiada nam w wywiadzie, ale nie tylko o tym.

Urodzona w Mińsku, krążyła pomiędzy nim i Berlinem, w końca osiadła w tym ostatnim. Natallia występuje w wielu krajach, także w Polsce. Jest z natury urodzoną eksperymentatorką. Muzyka do jej ostatniego albumu, „Ginseng Woman”, została stworzona z dźwięków, przetworzonych i uzupełnionych za pomocą różnych, stosowanych przez nią technik – dźwięków, które zostały nagrane w USA poprzez Symphony for a Broken Orchestra, absolutnie niezwykły projekt muzyczny. Polegał on na tym, że wyszkoleni muzycy grali na wadliwych, uszkodzonych, często połamanych instrumentach, pochodzących z różnych szkół muzycznych. Miało to zwrócić uwagę opinii publicznej na los tych instrumentów i zgromadzić fundusze na naprawę przynajmniej części z nich, a potem ich zwrot do szkół. Zapraszam do świata Mustelide.

Władysław Rokiciński: Mustelide. Czy wybrany przez Ciebie pseudonim artystyczny ma jakieś szczególne znaczenie?

Natallia Kunitskaya: Mustelide – to ma podwójne znaczenie. Pierwsze to nazwa rodziny ssaków mięsożernych (z łaciny: Mustelidae – łasicowate), obejmującej kuny, moje zwierzęta totemiczne, ukryte w moim nazwisku, po rosyjsku. Drugie znaczenie to „must elide”, możesz to przetłumaczyć różnie, ale ja miałam tu na myśli „musi się ukryć”. Ja naprawdę lubię ukryte znaczenia.

Twoja strona na Instagramie określa Cię dwoma terminami: music producer/sound designer. Chciałbym zatrzymać się przy tym drugim określeniu: dźwięki się projektuje? Myślałem, że dźwięki można wywoływać, ale – projektować? Jak to rozumieć? Czy to jest określenie charakterystyczne właśnie dla muzyki elektronicznej?

Wywoływanie dźwięków może być procesem dość złożonym i zbliżonym do sztuki. Według mnie nie chodzi tylko o muzykę jako taką. Wywoływanie dźwięków, które są materiałem muzycznym, może być procesem bardzo ekscytującym. Staram się budować każdy dźwięk od podstaw, używając analogowych syntezatorów albo wszelkich nagranych dźwięków otoczenia, buduję moje dźwięki bardzo ostrożnie, dodając im smaku i koloru, dopasowując je wszystkie do siebie. Staram się ozdabiać moją muzykę zadziwiającymi i rzadkimi perełkami, kiedy to każdy szczegół jest ważny. Myślę, że jest to dość podobne do procesu projektowania. I czasami walczę ze sobą, by odpowiedzieć, co mnie bardziej ekscytuje: tworzenie piosenek czy tworzenie ich komórek składowych. W takim stopniu, w jakim muzyka elektroniczna daje muzykowi możliwość bycia twórcą, a nie tylko korzystania z istniejących dźwięków, np. skrzypiec czy gitar, staje się ona dość powszechnym sposobem pozwalającym projektować własne ścieżki dźwiękowe, a także dźwięki.

Koleżanka – muzyk, organistka, absolwentka akademii muzycznej – powiedziała niedawno coś, co mnie zaskoczyło i zadziwiło. Powiedziała mianowicie, że muzyka elektroniczna oznacza dla niej wolność. Niestety nie zapytałem, jak to rozumie. Czy zgodziłabyś się z takim stwierdzeniem?

Zgadzam się całkowicie. To jest to, o czym mówiłam: nie jesteś zależny od żadnych szczególnych dźwięków, form, struktur. Muzyka elektroniczna nie ma granic, ponieważ możesz tworzyć wszystko od podstaw i masz tak dużo narzędzi do tego. Możesz tworzyć dowolny rodzaj dźwięku, także przy użyciu klasycznych instrumentów, możesz zmieniać te dźwięki w każdy możliwy sposób, możesz zmusić swoje „maszyny”, by śpiewały dla ciebie każdym rodzajem głosu. Niemniej jednak wciąż myślę, że w muzyce elektronicznej też brakuje czegoś. Ale nie wolności.

Jesteś DJ-ką, prawda? To jest określenie, które dla mnie – może w ogóle dla osób z mojego pokolenia – jest najbardziej zrozumiałe. Mam wrażenie, że w obecnych czasach rzadziej się go używa.

Jestem tylko DJ-ką, kiedy gram muzykę zarejestrowaną przez kogoś innego. „Gram” znaczy: tylko wciskam przycisk „play”, miksuję ścieżki dźwiękowe ze sobą i próbuję utrzymać dobrą aurę poprzez wybór muzyki. Być DJ-em znaczy właśnie to. Ale ja gram tak rzadko, jest to dla mnie bardziej jak hobby i dlatego powinieneś raczej nazywać mnie producentem. Producent to jak cały zespół w jednej osobie. To nie tylko muzyk, to jest ktoś, kto komponuje, nagrywa, miksuje i samemu wykonuje to wszystko. Dlatego też czuję się naprawdę obrażona, kiedy po zagraniu całego show na żywo, gdzie jest to tylko moja muzyka i to ja gram ją na syntezatorach, i śpiewam też, ludzie nazywają mnie DJ-ką. Może jest tak dlatego, że panuje stereotyp osoby grającej samemu muzykę elektroniczną na scenie. Ale to bywa tak różnie.

Występujesz w wielu krajach. Czy są to najczęściej duże widownie, imprezy dla setek bawiących się ludzi?

Niezbyt duże, chyba że gram na festiwalach albo w Europie Wschodniej. W innych krajach są to głównie imprezy undergroundowe w małych, przytulnych klubach.

Spróbuj opisać atmosferę takiego koncertu – jak ją odbierasz?

Atmosfera na moim typowym koncercie sprawia, że każdy opuszcza przestrzeń „tu i teraz” i podróżuje w inne wymiary. Zgoda, przynajmniej ja czuję to w ten sposób, ale bardzo chciałabym, żeby moja publiczność podróżowała tak razem ze mną.

Czy muzyka, która jest grana podczas Twoich występów, jest ulotnym dziełem muzycznym, które zaistniało tylko raz – tu i teraz – czy też pojawiają się nagrania z tą muzyką?

To zabawne, jak oboje zaczęliśmy zagłębiać się w temat „tu i teraz”. Mogą być różne opcje, jedna z nich dotyczy piosenek, w których muszę się skupić na śpiewie i uczuciach. W ich wypadku łączę niektóre wcześniej nagrane partie z grą na syntezatorach i śpiewem, ponieważ nie jestem aż tak profesjonalna w wielozadaniowości. Jest też inny tryb: kiedy gram moje utwory taneczne z mniejszą ilością wokalu, wtedy ważne jest, by czuć rytm i taneczny flow, i mieć dużo przestrzeni na improwizację. W tym wypadku buduję strukturę utworów w czasie rzeczywistym, dodając syntezatory, efekty i bawiąc się wszystkimi dźwiękami i partiami. Nigdy jednak nie używam laptopa w czasie moich występów, nie ufam systemom.

Zresztą wydałaś już płyty…

Zgadza się, ukazały się już trzy albumy. Moje dzieci.

Co musi mieć w sobie DJ – lub raczej: sound designer – żeby zdobyć popularność?

Taka osoba powinna czuć się swobodnie i być podekscytowana tym, co robi. I dużo pracować nad muzyką i komunikacją. Plus być wdzięczną i kochać Wszechświat, który odpłaca tym, że dopisuje nam szczęście.

Kiedy i gdzie można będzie znowu posłuchać Mustelide w Polsce?

Mam zamiar wkrótce zorganizować trasę, ponieważ miałam przerwę przez ostatnich kilka miesięcy. Byłam tak dużo w trasie, że poczułam, że naprawdę jest mi potrzebne trochę spokojnego czasu w studiu. Niemniej show w Warszawie powinien odbyć się 29 kwietnia. Nie jestem jednak teraz pewna niczego, z powodu tej sytuacji z COVID-19, ponieważ nie wiem, jak długo powinniśmy być na kwarantannie, wiele występów jest anulowanych, moich też. Zobaczymy więc. Z przyjemnością przyjadę możliwie szybko.

Życzę Ci wielu sukcesów i dziękuję za poświęcony nam czas.

Ja też dziękuję. Życzę wszystkim dobrej odporności i dobrych uczuć.

 

Wersja angielska TUTAJ

 

 

Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz