Królowe kina – Nr 3: Agnieszka Holland
3 maja 2020
Pół miliona złotych czeka na twórców i promotorów kultury w Katowicach
5 maja 2020

(Nie)doskonały świat [recenzja filmu Clinta Eastwooda]

Historia sparaliżowanej bokserki, która pragnie eutanazji. Opowieść o pilocie, który wylądował na rzece Hudson. Film o emerytowanym przemytniku, który po Stanach rozwoził narkotyki. Wszyscy wiedzą, że Clint Eastwood to dobry aktor. Nie każdy wie, że to niezły kompozytor, producent, polityk i biznesmen. Ale przede wszystkim trzeba jasno powiedzieć, że to wyróżniający się reżyser.

Eastwood opowiada o urodzie i głębi naszego niedoskonałego świata. Jakiś czas temu pisaliśmy o jego najnowszym filmie „Richard Jewell” (2019) o ochroniarzu, który podczas igrzysk olimpijskich w 1996 r. w Atlancie zauważył podłożoną bombę i tym samym bohatersko uchronił wielu ludzi przed śmiercią, po czym został niesłusznie oskarżony o próbę zamachu bombowego w celu uzyskania awansu zawodowego. Była to wciągająca i do bólu prawdziwa opowieść o nielojalności mediów i o nagonce społecznej, o staniu na straży prawa w imię bezpieczeństwa narodowego, ale jednocześnie wbrew dobru jednostki także o biurokratycznych schematach, w których człowiek z krwi i kości czasem po prostu nie może się zmieścić. To nie pierwszy taki film wielokrotnie nagradzanego Eastwooda. Choć w wielu jego produkcjach odnajdziemy podobne wątki, najbardziej charakterystyczny pod tym względem wydaje się „Doskonały świat” z 1993 r. z Kevinem Costnerem w roli głównej. W filmie pojawia się także Laura Dern (znana m.in. z kultowego „Parku Jurajskiego” z tego samego roku, laureatka Oscara 2020 za „Historię małżeńską”) oraz sam reżyser. Niezależnie od gwiazdorskiej obsady, „Doskonały świat” stanowi przykład fantastycznej pracy całej ekipy filmowej z grającymi na planie dziećmi. Fabuła jest opowiedziana sprawnie, z poczuciem humoru, trzyma w napięciu i porusza do głębi.

Costner gra przestępcę, Roberta „Butcha” Haynesa, piekielnie inteligentnego, zdeterminowanego w drodze do celu, ale jednocześnie wciąż mającego w sobie zalążki dobra. Pomiędzy słowami zostaje zawieszona kwestia, czy Haynes byłby w tym miejscu, w którym się obecnie znalazł, gdyby w porę umożliwić mu lepszy start. Strażnikowi Teksasu Redowi Garnettowi i wspierającej go – jedynej w tym męskim świecie – Sally Gerber w jakiś sposób zależy na tym mężczyźnie, mimo że w powszechnej opinii pozostaje kryminalistą. Poświęcając czas na dogłębne przestudiowanie okoliczności jego zbrodni, odkrywają, że tak naprawdę „Butch” jak dotąd zabijał w obronie najbliższych. I wprawdzie dopuścił się karygodnego czynu w chwili, gdy z uciekającym wraz z nim współwięźniem porwał siedmioletniego chłopca Phillipa (w tej roli bardzo przekonujący T.J. Lowther), ale też otoczył małego opieką i zaoferował mu przyjaźń. Tylko po co i dlaczego?

Scenariusze filmów Eastwooda są nieoczywiste. Reżyser przedstawia nam bohaterów, których osobowości mają wiele odcieni i na których postępowanie wpływa wiele czynników. Motywacja Haynesa z początku wydaje się jasna – chce się przedostać na Alaskę, a porwane dziecko ma mu to umożliwić, będąc jego „kartą przetargową”. A jednak w tym wszystkim jest pewna tajemnica. Haynes traktuje malca ni to jak syna (czym wyrównuje małemu brak ojca), ni to jak młodszego brata, momentami jak najlepszego kumpla czy ucznia, któremu usiłuje zaoferować to, czego jemu samemu życie poskąpiło, i którego wprowadza w świat złodziejskich sztuczek. Ale nawet wtedy mężczyzna potrafi przekazać chłopcu kilka wartościowych prawd, które ewidentnie pokazują, że nie mamy do czynienia z psychopatą, lecz z człowiekiem, którego potencjał się niegdyś zmarnował i który na skutek trudnego dorastania całkiem się wykoleił. Momentami mamy nadzieję, że Phillip pomoże „Butchowi” wrócić na właściwą ścieżkę, chłopiec przypomina mężczyźnie, kim był, zanim stał się wyjęty spod prawa. Szybko jednak orientujemy się, że – co bardziej prawdopodobne – to Robert wypaczy prawy charakter dziecka, które powoli zaczyna podążać jego śladem i także nie zawaha się przed niczym, gdy poczuje, że niewinni są zagrożeni. I ta walka pomiędzy dwiema wizjami rzeczywistości toczy się aż do finału filmu, widz do końca wierzy, że to jednak chłopiec odmieni serce mężczyzny. Jednak tego się już nie dowiemy – Clint Eastwood wybiera inne rozwiązanie. Śmiało prowokuje nas do głębszej refleksji na temat tego, co piękne i tego, co niechciane i bolesne. Stawia pytanie o to, czym jest nasz wyśniony „doskonały świat” i jaka tak naprawdę jest rzeczywistość, w której żyjemy. Wreszcie ujawnia słabości perfekcyjnego systemu, w którym na straży obywatela stoją policja i FBI. Systemu, w którym nie ma miejsca na żadne rozterki moralne.

Maja Baczyńska

Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz