Polscy artyści na 90. urodziny Romualda Twardowskiego
17 czerwca 2020
Opery na pandemię | Prostoomuzyce
19 czerwca 2020

KFF: nauczyciele i studenci mają głos

PAWEŁ, doktorant:

Filmy, które najbardziej do mnie przemówiły, to: „xABo: Ksiądz Boniecki” Aleksandry Potoczek, „Africa Mia” Richarda Miniera i „Synek” Pawła Chorzępy. Pierwszy z nich pięknie słucha (właśnie słucha nawet bardziej, niż obserwuje!) swojego bohatera i daje mu pewną przestrzeń wypowiedzi. Drugi jest opowieścią nie tylko o pewnej przygodzie grupy muzyków z Afryki, lecz także o poznawaniu bohaterów w ramach dłuższej perspektywy czasowej i o przemijaniu. „Synek” jest bardzo stonowaną, smutną opowieścią o próbie nawiązania kontaktu syna z ojcem i murze, który stanowi pomiędzy nimi nałóg tego drugiego. Film ten jest poruszający w swojej prostocie. Zwróciłbym jeszcze uwagę na „Grubą Kaśkę” Julii Pełki, która została pokazana pozakonkursowo w sekcji Docs Science i pozostaje pięknie opowiedzianą historią o tym, jak zwierzęta pomagają ludziom, a być może nawet kiedyś uratują im życie.
 

MAJA, pedagog specjalny:

„Efekt motylka” Jarosława Szmidta to film, który zapadł mi głęboko w serce. Choć niełatwo się go ogląda, bo przez cały czas obserwujemy na ekranie niesprawiedliwe i niezrozumiałe nieszczęście, które dotknęło małą Zuzię. Dziewczynka cierpi na rzadką chorobę genetyczną, w wyniku której skóra jest wrażliwa niczym skrzydło motyla. Dzięki ogromnemu wsparciu społecznemu pojawia się szansa na kosztowną operację w Stanach, która jednak wiąże się ze sporym ryzykiem. Podczas projekcji byłam pełna podziwu dla Zuzi, jej siostry Ali – dawczyni szpiku oraz ich rodziców. Reżyser z wielkim wyczuciem udokumentował losy całej rodziny, zaś dojrzałe wypowiedzi siedmiolatki stanowią najpiękniejszą naukę o życiu.

 

EWA, nauczycielka języka angielskiego:

Dwa filmy o nauczycielach, „Belfer” (reż. Alexandru Brendea) i „Hey! Teachers” (reż. Yulia Vishnevets) zainteresowały mnie szczególnie, bo sama jestem na co dzień pracuję jako nauczycielka. „Belfer” to portret nauczyciela matematyki w Rumunii, który po lekcjach szkolnych uczy dzieci w domu. Nauczyciel ma bardzo niekonwencjonalne podejście do swoich podopiecznych. Jest dla uczniów przyjacielem, przewodnikiem, je to, co dostaje od dzieci, każe im podgrzewać sobie jedzenie, siedząc z uczniami, bawi się wędką z kotem. Zależy mu na stworzeniu jak najbardziej komfortowej i przyjaznej atmosfery, w której nauka nie będzie czymś, co się kojarzy z trudem i znojem. Swoim zachowaniem w naturalny sposób przekazuje uczniom, jak wielką wartość ma wiedza. Przyznam szczerze, że jako nauczycielka chwilami to zatracam, mając świadomość, że w życiu kładzie się nacisk na spryt, przedsiębiorczość, szybką umiejętność znajdowania informacji. Dlatego czasem nie wiem, co naprawdę chcę przekazać dzieciom. Postawa filmowego belfra przypomina mi, że warto się uczyć i że można być nauczycielem, który inspiruje. Ma wiarę w to, co robi i stara się wpłynąć na decyzje młodych ludzi, sprawić, żeby wybrali najlepszą dla siebie drogę życiową i pracę. Jest nie tylko nauczycielem, ale jednocześnie przewodnikiem życiowym. Z kolei „Hey! Teachers” to film o dwójce młodych nauczycieli, którzy podejmują próbę nauczania w szkole publicznej. To nauczyciele z ideami, którzy wciąż jeszcze pragną zmieniać świat. Film przedstawia ich zderzenie z systemem. Są młodzi, nowatorscy, w pierwszej kolejności chcą nauczyć dzieci samodzielnie myśleć. Ale już na samym początku pracy jedna z bohaterek, Katya, słyszy od starszej nauczycielki, że trzeba prowadzić lekcję tak, „żeby naprowadzić dzieci na właściwy tor myślenia”. Innym razem Katya organizuje spotkanie z rodzicami, aby uświadomić im, że ich dzieci nic nie czytają i w związku z tym nie potrafią pisać. Zachęca ich, żeby inspirowali dzieci do czytania, opowiadali o tym, co sami kiedyś przeczytali. Niestety trudno uwierzyć, że mogą to zrobić ojcowie o twarzach zmęczonych życiem górników czy umalowane, zadumane matki. Katya jednak nie rezygnuje, zasiewa przysłowiowe ziarno. Osoba, która burzy dotychczasowy porządek, zawsze może wnieść coś nowego do zastanej rzeczywistości. Ostatecznie jednak Katya zwalnia się z pracy, podobną decyzję podejmuje drugi bohater, Wasia. Odchodzą w imię wolności wewnętrznej. I może to najważniejsza nauka dla dzieci ze szkoły.

„Fotograf wojny” – portret fotografa wojennego Jana Grarupa, ojca i męża, wybitnego fotografa. W trakcie oglądania tego dokumentu urzekł mnie fotograficzny talent Jana, a także jego zwinność fizyczna, szczupłość. Pomyślałam sobie, że wcale nie widać, żeby odczuwał stres, przeżywał cokolwiek emocjonalnie. Jak bardzo się myliłam! Po wysłuchaniu Q&A wiem już, że niestety nie uniknął uzależnień i miał zdiagnozowane PTSD. Na pytanie, czy można wrócić do tego, co było i kim się było, zanim się wzięło na ręce zabite dziecko, odpowiedział, że nie…

ANNA, polonistka:

Wśród filmów prezentowanych w Międzynarodowym konkursie filmów krótkometrażowych moją szczególną uwagę zwróciła animacja „Jak moja babcia stała się krzesłem”. To metaforyczna wizja stopniowej utraty kontaktu z otoczeniem przez osobę starszą. Zmysły – dotąd stanowiące łącznik ze światem – przestają funkcjonować. Nos, uszy, język i oczy zamieniają się w drewno, aż w końcu całe ciało przybiera kształt krzesła. Dom babci, stojący nad brzegiem morza, zalewa ciemna fala i porywa ten zwykły niezwykły mebel w otchłań. Jedyną osobą, która przejmuje się losem starej kobiety, jest gosposia, ale jej pomoc jest daremna. Film Nicolasa Fattouha ujął mnie prostą formą, dzięki której historia staruszki jest bardzo czytelna i poruszająca. Równie poruszający, choć już dosłowny przekaz ma film „Dorośli” w reżyserii Zhenyi Kryukovej. W krótkich, zdawkowych dialogach rodzeństwo próbuje nawiązać nić porozumienia po pogrzebie ojca, jednak chowane urazy i pretensje stanowią ogromną przeszkodę w naprawieniu ich relacji. Kwestie wypowiadane przez brata i siostrę co chwilę zmieniają swoją emocjonalną barwę: raz jest to żal, innym razem tęsknota za bliskością, a za moment wybucha złość, gromadzona przez lata. To właśnie zapadło mi w pamięć – dynamika skrajnych emocji i proste, krótkie zdania, które mogą zranić jak sztylet, ale mogą też uleczyć. Film Marcina Wojciechowskiego „backstage.episodes” to z kolei impresja oparta na wątku twórczości. Czarne kreski na białym tle tworzą mgliste, płynne kształty, z których widz układa postać mężczyzny pracującego nad tekstem piosenki. Słowa wyłaniają się z przestrzeni i znikają, a artysta z trudem próbuje je złożyć w zdania. Jednak wysiłek tego człowieka, podobnie jak zaangażowanie widza w ułożenie ulotnego sensu, to nie tylko trud ujęcia myśli w słowa. To również próba uporządkowania otaczającej nas rzeczywistości. Nietrwałość świata, brak stałego punktu w życiu, poczucie zagubienia i nieustanne trwanie na granicy między konkretem a nicością to problemy, które dotyczą nie tylko artystów, lecz także każdego człowieka. Właśnie ta wieloznaczność w animacji Marcina Wojciechowskiego zaintrygowała mnie najbardziej…

Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz