Studium lęku przed dorastaniem [„Autoportret” na KFF]
13 czerwca 2020
Najlepsze krótkie metraże na KFF
15 czerwca 2020

Przeszłość nie znika [„Zwyczajny kraj” na KFF]

Zwyczajny kraj” to film, który zwyczajny bynajmniej nie jest. Sam tytuł zresztą jest przewrotny. Na ekranie oglądamy proces rozprzestrzeniania się zła, inwigilację, która z czasem urasta do rozmiarów aparatu opresyjnego. I przeraża nas, że to wszystko, co widzimy, zdarzyło się w naszej historii wcale nie tak dawno temu. I że dziś, przy obecnej technologii, taki system mógłby być nawet bardziej skuteczny…

„Zwyczajny kraj” Tomasza Wolskiego został zrealizowany w technice found footage. W całości zmontowano go z materiałów archiwalnych Służb Bezpieczeństwa PRL, które – choć powstawały w celach wspomnianej inwigilacji – z czasem stały się świadectwem życia w komunistycznej Polsce. Wiele z nich zniszczono na skutek przemian ustrojowych w kraju, jednak nie wszystkie. A choć „Wielki Brat” w 1956 r. zastąpił mechanizmy terroru stalinowskiego UB, nie zmienia to faktu, że społeczeństwo nadal było poddawane permanentnej kontroli i na coraz większą skalę, gdyż na różne sposoby próbowano pozyskiwać nowych agentów, co wzmagało społeczną nieufność i trwale wpływało na poczucie tożsamości narodowej. Tak „zabezpieczona” przez MSW codzienność stawała się prawdziwie wroga, niepewna i nieznośna, niekiedy ocierająca się o absurd, innym razem po prostu niebezpieczna. W dokumencie słyszymy rozmowy kontrolowane i oglądamy nagrania zarejestrowane za pomocą ukrytych kamer, brudne zapisy przesłuchań i akcji werbunkowych, filmy instruktażowe dla funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa. Wyłania się z tego obraz życia na podsłuchu, w którym jeden nieuważny krok mógł się przyczynić do nękania i przymusowej współpracy ze służbami. Na pozór groteskowe i mało istotne nagrania z czasem mogły więc spowodować stres, uwikłanie, więzienie, a nawet skrytobójczą śmierć.

Tomasz Wolski buduje dramaturgię swojego filmu w sposób niesłychanie kreacyjny, właściwie mamy do czynienia z niemal poetycką impresją zmontowaną z archiwaliów. Na nastrój opowieści znacząco wpływa połączony z trzaskami i szumami nagrań remiks muzyki dokonany przez DJ Lenara. Trafny, interesujący dobór ocalałych i dostępnych w Instytucie Pamięci Narodowej materiałów sprawia z kolei, że całość ogląda się niczym szpiegowski thriller. Nie jest do dokument historyczny ani film akcji, chociaż bez wątpienia pozostaje wciągającym zapisem historii. Filmem, który absolutnie trzeba było nagrodzić, zarówno za formę, jak i za temat, nawet jeśli sposób ukazania trudnych treści, który wybrał reżyser, wzbudza kontrowersje.

Dlatego Złoty Lajkonik na Krakowskim Festiwalu Filmowym dla „Zwyczajnego kraju” to nagroda, której należało się spodziewać. To film niezwykle potrzebny, szczególnie w czasach, w których drzwi do przeszłości coraz chętniej się zamyka. A przecież to, że coś mamy za plecami, w żaden sposób nie sprawi, że to coś znika.

Maja Baczyńska

Źródło: Prosto o Muzyce

Dodaj komentarz