Harmonijka ustna – instrument Dzikiego Zachodu [rozmowa z Evą Hurt]

Jaki repertuar lubią grać Twoi uczniowie?

Moi uczniowie, zwłaszcza najmłodsi, lubią melodie zarówno z muzyki klasycznej, jak i z Dzikiego Zachodu. Mają też zaufanie do mnie, że przedstawię im pełną paletę możliwości, nie omijając żadnego gatunku, który ma wartość edukacyjną.
 

A Ty? Co grasz, gdy np. jest Ci smutno?

Gdy dopada mnie melancholia, sięgam po wesołe melodie z amerykańskiego repertuaru, np. „Yankee Doodle” albo „Home on a Range”, których nauczył mnie jeszcze mój dziadek. Harmonijka sama w sobie jest tak pozytywnym instrumentem, że wyciągnie człowieka z największej chandry, nawet gdy gra pojedynczą nutę. Kiedy słyszę dźwięk drgających trzcinek wydobywających melodie, zapominam o całym świecie i troskach. Zdarzyło mi się nawet spalić czajnik i kilka garnków z powodu zatopienia się w grze. (śmiech)
 

Jesteś multiinstrumentalistką. Czy możesz wskazać swoje preferencje muzyczne i ulubione instrumenty, na których grasz?

Jak już wspominałam wcześniej – harmonijka, harmonijka i harmonijka. Cudowny instrument zaklęty w małym pudełeczku. Skala skrzypiec czy fletu, możliwości techniczne gitary lub fortepianu. Wszystko w jednym. Owszem, przepadam też za gitarą i lubię fortepian. Pierwsze kroki w szkole muzycznej pierwszego stopnia stawiałam w klasie akordeonu. Jednak pozostanę wierna harmonijce, ponieważ jest instrumentem urzekającym i nietuzinkowym.
 

Czy komponujesz? Jeśli tak, to jak to się odbywa(na który instrument)?

Moje kompozycje w początkowym okresie były głównie na głos i gitarę. Później pojawiły się drobne utwory na kwartet smyczkowy, klarnet oraz fortepian. Jednakże od jakichś 10 lat moim głównym nurtem stało się komponowanie na harmonijkę chromatyczną. Są to w przeważającej liczbie utwory dla moich uczniów, które zostały opublikowane w kilku podręcznikach. Pojawiają się też utwory, które komponuję dla siebie i dla zaawansowanych graczy. Na mojej drugiej płycie, „My First Harmonica Album”, są również moje własne kompozycje. Na albumie, nad którym obecnie pracuję, również pojawiają się już tradycyjnie moje utwory, w tym inspirowane Dzikim Zachodem.
 

Jak inspirujesz się muzyką Dzikiego Zachodu?

Inspiracje muzyką Dzikiego Zachodu przybierają u mnie różne formy. Czasami są to teksty utworów, które napędzają moją wyobraźnię do tworzenia na podobne tematy, np. „Nobody Knows the Trouble I’ve Seen”. Innym razem są to zapożyczenia z muzyki Indian lub osiadłych kolonizatorów, które pojawiają się w moich utworach. Kiedy indziej włączam do mojego repertuaru utwory w oryginalnej postaci, aby urozmaicić program i dodać mu nieco pikanterii.

 

Z kim współpracowałaś jako muzyk oraz wykonawca?

Miałam przyjemność pracować z wybitną brytyjską kompozytorką Sarą Watts, której utwory prezentowałam na koncertach „Cztery pory roku” w Londynie. Poza tym Sara zaprosiła mnie do swojego projektu „Summer Camp with Music”, gdzie uczyłam gry na harmonijce chromatycznej. Jeśli chodzi o wybitnych polskich artystów, to wspomniałabym takie nazwiska, jak: Jerzy Głybin, Anna Pietrzak, Gabriel Chmura, Janusz Kohut czy koleżanka z zespołu Miraż Ania Wyszkoni. Ze świata rozrywkowego z kolei miałam przyjemność współpracować z legendarnym gitarzystą zespołu Kajagoogoo, Steve’em Askew, który dbał o dźwięk na koncertach z moim udziałem w The Stables Theatre w Milton Keynes. Z kolei realizacją nagrań na mojej drugiej płycie zajął się Tim Sanders (saksofonista Erica Claptona i Davida Gilmoura), a masterował ją Denis Blackham (znany z koprodukcji krążków Led Zeppelin czy Jimiego Hendrixa).
 

To może jeszcze słówko o Twoich sukcesach?

W 1995 r. zostałam wokalistką zespołu Miraż, w którym miałam możliwość rozwijania swojego talentu wokalnego pod czujnym okiem pani Elżbiety Biskup. Wkrótce po tym wygrałam konkursy poezji śpiewanej w Raciborzu i Andrychowie, potem wystąpiłam w estradowej wersji „Bastien und Bastienne” Mozarta, a podczas studiów zostałam wybrana do obsady w operach „Così fan tutte”, „Le nozze di Figaro” oraz „La Bohème”, które były wystawiane w Operze Śląskiej w Bytomiu oraz Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Mieszkając już w Anglii, zagrałam w operze „Dydona i Eneasz” w Rochester, jednak w 2012 r. zdecydowałam się na karierę typowo solową. Wydałam dwie płyty: „From Lotti to Puccini” z dziełami wokalnymi i „My First Harmonica Album” z dziełami oryginalnymi oraz adaptowanymi na harmonijkę chromatyczną. Wydałam cztery podręczniki do gry na harmonijce „Triola”. Jako solistka dwukrotnie wygrałam National Harmonica League Festival w Bristolu, zdobyłam też wyróżnienie w kategorii gry zespołowej na World Harmonica Festival w Trossingen. Występowałam w wielu miejscach, zarówno znanych, jak i bardziej kameralnych – w Anglii, Norwegii, Niemczech i Polsce, m.in. w Victoria & Albert Museum w Londynie, The Stables Theatre w Milton Keynes, Folk House w Bristolu, Hillscourt w Birmingham, a także w polonijnych świątyniach sztuki: POSK-u, Ognisku Polskim i Klubie Orła Białego. Sześć lat temu powstał mój zespół Eva Hurt Ensemble, w którym jestem wokalistką i gram na harmonijce.
 

A jak sobie radzisz w Londynie, który stał się Twoim domem? Myślisz o wyprawie na Dziki Zachód?

Tak, Londyn jest teraz moim domem, lecz dzielę czas pomiędzy dwa kraje – Polskę i Anglię. W obydwu tworzę projekty oraz regularnie występuję. Londyn jest pod pewnymi względami miejscem podobnym do Dzikiego Zachodu, w tym sensie, że jest prawdziwym tyglem kulturowym. Klimat co prawda nie jest aż tak gorący, ale w metrze bywa upalnie , tak jak na Dzikim Zachodzie. (śmiech) Każdego dnia mogę włączyć radio i posłuchać audycji w rożnych dialektach i językach. Jednakże na prawdziwy Dziki Zachód chętnie bym się wybrała i czekam tylko na koniec pandemii, aby zaplanować zwiedzanie świątyń muzycznych i kulinarnych oraz podziwianie dzikiej przyrody.

Źródło: Prosto o Muzyce

Leave a comment