Ildar Abdrazakov na festiwalu Sopot Classic

Ildar Abdrazakov na festiwalu Sopot Classic

I choć program koncertu oscylował wokół najbardziej rozpoznawalnych arii basowych, pozostawił po sobie pewien niedosyt. Nie chodzi już nawet o operowe szlagiery, jak aria Don Basilia „La calunnia” z „Cyrulika sewilskiego”. Na mojej liście życzeń jako widza figurowały aria księcia Griemina z „Oniegina” Piotra Czajkowskiego, czy Borys Godunow, z wykonywania którego Abdrazaov słynie na całym świecie.

 

Jednakże, zamiast wyżej wspomnianych, operowych perełek, na bis zaserwowano publiczności całkowicie odmienne klimaty muzyczne. O ile pojawienie się pieśni „Oczi czornyje” można jeszcze zrozumieć, jako swoiste podkreślenie rosyjskich korzeni śpiewaka, tak całkowitym zaskoczeniem okazała się zamykająca koncert pieśń neapolitańska „Funiculi, funiculà”. Ten utwór muzyki popularnej, napisany na cześć otwarcia kolejki linowej na Wezuwiusza, jest doskonale znany melomanom w wykonaniu… tenorów. Bo najczęściej to właśnie tenorzy bawią się konwencją, wprowadzając do programów swoich koncertów w domach kultury coś lżejszego i bardziej rozrywkowego. A przecież sopocka publiczność nie zgromadziła się na widowni domu kultury, lecz Opery Leśnej. I nie przyszła na występ tenora, ale basa. Można zatem postawić w tym miejscu pytanie, czy ten, a nie inny dobór utworów na bis nie zachwiał nieco klimatem całego koncertu, który bądź co bądź został w całości wypełniony przez twardy, operowy repertuar.

 

Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym, pozamuzycznym aspekcie koncertu, mianowicie aspekcie wizualnym. Na górujących nad sceną telebimach wyświetlano fragmenty dzieł malarskich, mających z założenia współgrać z tematyką każdego z wykonywanych utworów. I choć pomysł na zilustrowanie koncertu malarstwem zamiast serią fotografii przypadkowych pejzaży (co miało miejsce kilka lat temu podczas koncertu Piotra Beczały) to dobry trop, gdyż na ekranach można było podziwiać obrazy i grafiki takich mistrzów, jak Albrecht Dürer, Pieter Bruegel Starszy czy Francisco Goya, nie zawsze były one tematycznie powiązane ze śpiewanymi przez Abdrazakova ariami z oper. Ponadto rozdzielczość wyświetlanych plików graficznych pozostawiała wiele do życzenia, co podczas prezentacji obrazów w tak dużej skali powinno mieć kluczowe znaczenie dla przejrzystości odbioru.

 

Orkiestra pod batutą Wojciecha Rajskiego starała się, całkiem słusznie, nie kraść show bohaterowi wieczoru. Ildar Abdrazakov dał się poznać polskiej publiczności jako wrażliwy interpretator, pełen temperamentu śpiewak i charyzmatyczna osobowość sceniczna. A tacy artyści zawsze przyciągają tłumy i wzbudzają silne emocje. Wieczór w towarzystwie jego królewsko-diabelskich wcieleń można niewątpliwie uznać za udany, pomimo kilku, nie zawsze pozytywnych, niespodzianek.

 

Beata Fischer

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz