Jawajski teatr cieni [rozmowa z Marianną Lis]

Jawajski teatr cieni [rozmowa z Marianną Lis]

To zrozumiałe, tradycje budują wspólnotę, otaczają ją wręcz pewną aurą tajemnicy. Ale dlaczego Ty zainteresowałaś się tym tematem?

Po raz pierwszy zainteresowałam się wayangiem w czasie studiów – studiowałam wtedy równolegle wiedzę o teatrze w warszawskiej Akademii Teatralnej oraz cywilizacje Bliskiego i Środkowego Wschodu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Szukając tematu prezentacji i pracy, które miałam przygotować na proseminarium arabistyczne na UJ, trafiłam na badania poświęcone roli, jaką odegrał wayang golek (rodzaj wayangu używającego drewnianych, trójwymiarowych lalek) w rozwoju islamu na Jawie. Zaintrygowana zaczęłam szukać kolejnych informacji o wayangu, aż natrafiłam na wiadomość o stypendium, dzięki któremu mogłabym wyjechać na roczne studia do Indonezji. Nie robiąc sobie zbyt wielkich nadziei, wysłałam swoją aplikację i w sierpniu 2010 r. zaczęłam studia na wydziale Pedalangan (lalkarskim) w Instytucie Sztuki Indonezyjskiej w Surakarcie na Jawie Środkowej.

 

Pamiętasz pierwszy spektakl, który zobaczyłaś w Indonezji?

To był całonocny spektakl wayang kulit, który obejrzałam 19 sierpnia 2010 r., cztery dni po przylocie. Nie zrozumiałam ani słowa, nie znałam opowiadanej historii, nie umiałam rozpoznać żadnego z bohaterów, nie wiedziałam, kim jest osoba animująca lalki. Wiedziałam, że jako osobie wychowanej w innej kulturze nigdy nie będzie mi dane spojrzeć na jawajski teatr cieni w taki sposób, w jaki oglądają go i rozumieją Jawajczycy. Postanowiłam jednak spróbować, od początku łącząc studia teoretyczne z praktycznymi. Zarówno w czasie mojego pierwszego pobytu na Jawie, jak i podczas każdego kolejnego więc nie tylko poznawałam historię, tradycję czy repertuar wayangu, lecz także uczyłam się wykonywać i animować lalki oraz grać na gamelanie – tradycyjnym zespole instrumentów jawajskich towarzyszących spektaklom. I przede wszystkim starałam się jak najwięcej oglądać i słuchać.

 

Co Ciebie w tej kulturze najbardziej dotyka?

Nie ma chyba jednej rzeczy, która by mnie najbardziej dotknęła. Przez ostatnią dekadę Jawa, a zwłaszcza Yogyakarta stała się dla mnie drugim domem, do którego codziennie wracam myślami. Wayang, literatura indonezyjska, muzyka, obrazy – wszystko to towarzyszy mi na co dzień bez względu na to, czy jestem w Warszawie, czy w Yogyakarcie.

 

Czuję się zafascynowana. Jawajski teatr cieni brzmi magicznie. Opowiedz nam o nim, tak jakbyśmy go tu i teraz widzieli…

Duży, pięknie zdobiony otwarty pawilon, czyli pendopo. Albo główny plac małej wsi lub zatłoczone podwórko przy domu sąsiada. Na środku stoi wykonany z białego płótna prostokątny ekran umocowany w pięknie rzeźbionej, drewnianej ramie. Pośrodku jest zawieszona rzucająca mocne światło lampa. Po prawej i lewej stronie – dwa rzędy lalek, które nie będą brały udziału w akcji podczas przedstawienia. Przed ekranem – instrumenty gamelanu, muzycy i śpiewaczki, których śpiew będzie towarzyszył słowom lalkarza. Dookoła tłum widzów czekających na rozpoczęcie spektaklu. Część z nich siedzi, część stoi, większość zajęta jest rozmową z sąsiadami czy dawno niewidzianymi znajomymi.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz