Kino musi dotrzeć pod skórę

Kino musi dotrzeć pod skórę

O zaangażowaniu kina w walce o prawdę i wolność oraz o jego przyszłości z reżyserką, prezydent Europejskiej Akademii Filmowej Agnieszką Holland rozmawia Paweł Kawałek.

 

Paweł Kawałek: Rozmawiamy w pięknym, historycznym miejscu – Pałacu Potockich, gdzie za kilka chwil obędzie się wręczenie Pani nagrody im. Jerzego Turowicza. Otrzymuje się ją za wybitne dzieło naukowe lub artystyczne, kompatybilne z wartościami, którym hołdował Pan Jerzy – m.in.: krzewienie tolerancji, burzenie stereotypów i przeciwstawianie się ksenofobii. Nagroda jest podkreśleniem, że wartości te są Pani bliskie i ważne. Jest to jednak coś, co powinno być standardem. Czymś naturalnym.

 

Agnieszka Holland: Powinno być, ale nie jest. I to nie od dziś, ani od wczoraj, ale od zarania ludzkości. Wiek dwudziesty nauczył nas, że te wartości mogą zostać zniszczone przez żądzę nienawiści. Wydawało się, że jej apogeum, którym był m.in. Holokaust, powinno zaszczepić ludzkość na dłuższy czas przeciwko tego typu pokusom. Zaszczepiło Europę Zachodnią, ale okazuje się, że ta szczepionka przestaje działać. Znowu mamy wrażenie, że pokusa zła wraca i że trzeba mówić mniej więcej to samo, co się mówiło przed stu laty, mając jednocześnie poczucie pewnego rodzaju klęski. Wiele osób postrzega wspomniane przez Pana wartości jako nieatrakcyjne dla nich. Lepiej i łatwiej jest ich nie wyznawać, budując swoje poczucie sensu – swoją tożsamość, w opozycji do innych, którzy są gorsi, mniejsi, inni. Ja się z tym nie zgadzam! W związku z tym mam wrażenie, że czasem zmieniam się w papugę, powtarzającą te same komunały. Niemniej chodzi mi o to, jak można napełnić je treścią. Na tym polega wyzwanie dla intelektualistów, artystów, prawników, polityków – choć akurat oni średnio to podejmują. W każdym razie niektórzy przynajmniej się starają.

 

Czy dziś, w dobie wszechobecnej makdonaldyzacji treści, gdzie wszystko dzieje się szybko, jest głośno, kolorowo, nadal traktuje Pani kino jako przestrzeń do walki z niesprawiedliwością, uciskiem, propagandą?

 

Dawniej nie było tylu bodźców, ale wydaje mi się, że właśnie dlatego że pewne konflikty i zagrożenia się wyostrzyły, a z drugiej strony mamy mnóstwo treści będących swego rodzaju papką, którą przeżuwamy i wypluwamy, która nie pozostawia nawet osadu w naszych żołądkach – tym bardziej ważne jest, żeby kino nie kapitulowało przed brakiem substancji i przeciętnością. Jeśli instytucja kina przetrwa w takiej formie, w jakiej je kocham – gdzie w ciemnej sali przeżywa się zbiorowe emocje, to trzeba dotrzeć pod skórę, dotykając naprawdę istotnych spraw. Oczywiście, w taki sposób, który jest dla ludzi atrakcyjny, porusza ich emocje, empatyzuje, zaciekawia. Uważam, że teraz jest dobry czas dla kina, które jest o czymś, choć trudno to sfinansować ze względu na podziały, których doświadczamy. Niezależnie czy jest to Polska, Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania – ci, którzy dają pieniądze na zrobienie filmu, bardzo nie lubią, gdy są to produkcje zaangażowane. Wiadomo, że połowa widzów będzie zadowolona, ale połowa może w ogóle nie przyjdzie.

 

Albo wywoła to dyskusję, która jeszcze bardziej zaogni temat…

 

Otóż to. Dlatego popularniejsze są filmy o niczym, najlepiej bez jakiejkolwiek kontrowersji, niż filmy polityczne, dotykające arsenału wartości, które nie są takie same dla wszystkich.

 

Czy ludzie są głodni głębokich tematów?

 

Myślę, że są. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni język, który pozwoli odpowiednio odświeżyć te tematy. Ciągłe powtarzanie tych samych treści staje się swoistą mantrą – również propagandową, bo – umówmy się, wszyscy jakoś uprawiamy propagandę. Nie tylko ta zła strona. Przez poczucie, że to, co się dzieje, jest odklejone od naszego codziennego życia, a codzienne wybory i decyzje, które podejmujemy, mają się nijak do zasłyszanych gdzieś wielkich słów i zagrożeń, bywa, że problemy przedstawiane w filmach nie robią na ludziach wrażenia. Spływa to po nich. Dlatego trzeba znaleźć taki sposób mówienia o tym, aby ludzie odkopali w sobie i na nowo poczuli emocje. To głównie przez nie komunikuje się kino.

 

Pani to odkopywanie świetnie się udaje.

 

Czasem mi się udaje, a czasem nie. (śmiech) Jest taki przykład filmu, który może nie jest doskonały, jednak wywołał wielkie poruszenie. Chodzi o „Kler” mojego kolegi Wojtka Smarzowskiego. Nie jest to film o niczym. Jest pełen kontrowersji, a zobaczyły go miliony ludzi. Jednym być może zmienił w jakiś sposób wizję świata, innym zapewne zburzył jego porządek. Nikogo, kto go widział, nie pozostawił obojętnym. O to właśnie chodzi w kinie.

 

Emocje czuć także w „Szarlatanie” i w „Zabić księdza”, gdy bohater otrzymuje w pewnym momencie „dyskretne” ostrzeżenie, by dla własnego dobra nie brnął głębiej w temat, który jest dla niego ważny. Obaj panowie sprzeciwiają się temu i ponoszą konsekwencje swojej decyzji. Choć historie te wydarzyły się lata temu, wiele ich aspektów wydaje się niepokojąco aktualne w XXI w. Strajki, protesty i walka o prawa człowieka.

 

Przyjaźnię się z niektórymi aktywistami, którzy od sześciu lat narażają swoje zdrowie, pozycję, a być może także wolność, żeby bronić podstawowych wartości i praw. Również konstytucji. W tej chwili jest ciekawy moment, bo większość z nich jest już tym zmęczona. Z jednej strony jest to spowodowane nikłym efektem ich własnych działań, z drugiej – nasilającymi się prześladowaniami i tym, że ludziom wydaje się, że tego nie potrzebują. Historia nas uczy. Zrobiłam miniserię dla czeskiego HBO, która jest dla mnie szczególnie ważna – nazywa się „Gorejący krzew”. Bardzo polecam, żeby to zobaczyć. Historia dzieje się wokół samospalenia czeskiego studenta Jana Palacha, który dokonał tego aktu w styczniu 1969 r. Był to jego protest nie tyle wobec inwazji sowieckiej, ile w związku z narastającą obojętnością społeczeństwa. Pokazany jest tam mechanizm tzw. normalizacji, czyli tego, jak społeczeństwo stopniowo odwraca się od tych bohaterów. Jest wręcz zirytowane tym, że istnieli, ponieważ są dla nich lustrem własnego tchórzostwa. Po 20 latach od tego wydarzenia, w rocznicę śmierci Palacha, młodzi ludzie zaczynają rewolucję i właśnie on staje się patronem tej rewolucji. Ktoś, komu unicestwiono grób i wydawało się, że nikt poza bliskimi o nim nie pamięta. Stał się po latach bohaterem.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz