Podróż śladem tradycyjnych lalek rytualnych

Podróż śladem tradycyjnych lalek rytualnych

Przenosząc się nieco na południe, szukamy oczywiście śladów słynnej lalki voodoo. Większość kojarzy je z rytuałami czarnej magii, wbijaniem szpilek i rzucaniem klątw. W rzeczywistości voodoo jest religią, która w nieraz zaskakujący sposób łączy wierzenia ludów zachodniej Afryki z katolicyzmem. Afrykańskie wierzenia przybyły wraz z niewolnikami na Haiti i tam splotły się ze spirytyzmem, ale też wiarą w jednego Boga i katolickich świętych. Lalki pojawiają się podczas obrzędów, przyglądają się im z wysokości ołtarza, a symbolizują duchy loa. Mają one oczywiście swoje zadania, ale w zdumienie wprawia to, jak wdzięcznie łączą się z katolickimi świętymi. I tak Szango, duch burzy, występuje pod postacią Jana Chrzciciela, Papa Legba – duch strzegący granicy między światem żywych i umarłych – przybiera atrybuty św. Piotra, a Damballah to duch wcielający się w podobiznę św. Patryka. Duże lalki, kukły, pojawiają się też na cmentarzach. Przytwierdzone do drzew, według haitańskich wierzeń mają zapewnić kontakt ze światem zmarłych. Gdzie są w takim razie laleczki voodoo? Nie występują w tradycyjnych wierzeniach tej religii, lecz w jej luizjańskiej odmianie, zwanej też nowoorleańską, a także rytuałach hoodoo. Laleczki zaczęły powstawać na początku XX w., i co ważne, początkowo służyły białej magii. Nakłuwanie laleczki z myślą o konkretnej osobie miało jej zapewnić miłość, zdrowie, pomyślność. Takie są też laleczki sprzedawane w sklepach z pamiątkami. Co ciekawe, nadal żywe, nawet wśród młodych ludzi pochodzących z Haiti i okolicznych wysp, bywa przekonanie o złej energii takich lalek. Odradzają trzymanie ich w domu, używanie do rytuałów. Magia, jeśli się w nią wierzy, zawsze może obrócić się przeciwko nam.

 

Ameryka Środkowa to także zagłębie wierzeń i rytuałów związanych z lalkami. Szkody nie wyrządzą raczej malutkie laleczki na zmartwienia z Gwatemali, które kładzie się pod poduszkę, by martwiły się w nocy zamiast właściciela, a on mógł spokojnie wypocząć. Czy to samo można powiedzieć o meksykańskiej La Catrina? To figurka przedstawiająca śmierć, lalka-szkielet, wytwornie ubrana. Dla mieszkańców Meksyku śmierć jest częścią normalnego życia, po niej następuje ciąg dalszy, nie ma się czego obawiać, przynajmniej raz w roku żywi spotkają się ze zmarłymi podczas biesiady na cmentarzu. Stąd lalki te, nawet ludzkich rozmiarów, można spotkać w wielu miejscach, turyści robią sobie z nimi zdjęcia, manifestując swój lekki stosunek do spraw ostatecznych. Lalki mają nienachalnie przypominać o tym, co nieuchronne. A jednak to tylko lalki. Gdy przychodzi co do czego, mało komu jest do śmiechu.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz