prapremiera opery „Wanda” Joanny Wnuk-Nazarowej

prapremiera opery „Wanda” Joanny Wnuk-Nazarowej

W Roku Cypriana Kamila Norwida Polskie Wydawnictwo Muzyczne i Opera Krakowska wraz z Programem Drugim Polskiego Radia i Zamkiem Królewskim na Wawelu zapraszają na premierę opery „Wanda” Joanny Wnuk-Nazarowej do słów misterium Cypriana Kamila Norwida. Prapremiera odbędzie się 10 września, z powtórzeniem spektaklu 11 września na Dziedzińcu Arkadowym Zamku Królewskiego na Wawelu.

Oto co podczas konferencji prasowej mówili na temat spektaklu jego twórcy i organizatorzy:

 

Daniel Cichy (PWM – Dyrektor-Redaktor Naczelny)

Początki projektu są dla mnie wręcz sentymentalne; w trakcie rozmów o współpracy kompozytorsko-wydawniczej z Polskim Wydawnictwem Muzycznym zawsze wymieniamy się z kompozytorami myślami o partyturach, które są w archiwach, które będą niedługo wykonywane i które trzeba będzie opracować i przygotować nutowo, ale też o marzeniach kompozytorskich. Nie inaczej było podczas rozmowy z Joanną Wnuk-Nazarową, a jednym z jej marzeń było skomponowanie opery do tekstu „Wandy” Norwida. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak takie dzieło mogłoby wyglądać, kto mógłby śpiewać główne role, gdzie widzielibyśmy takie przedstawienie; wreszcie na horyzoncie pojawił się Rok Norwidowski. Właśnie te dyskusje zapoczątkowały to, czego świadkami będziemy już w piątek. W poszukiwaniu współorganizatorów do realizacji projektu pierwsze kroki skierowaliśmy do Opery Krakowskiej – gdzie indziej niż w Krakowie powinna się odbyć taka prapremiera i kto inny niż Opera Krakowska powinien takie dzieło wykonać? Następnie zaczęliśmy się zastanawiać nad miejscem i tu oczywistym wyborem był Wawel. Oczywistością było też, że przy tego typu wydarzeniu nie może zabraknąć Radiowej Dwójki. Następnie przyszły rozmowy z Narodowym Instytutem Muzyki i Tańca – dzięki któremu udało się zrealizować zamówienie kompozytorskie – i wreszcie ze wspaniałymi artystami, których udało nam się przekonać, że udział w „Wandzie” to najlepszde możliwe otwarcie kolejnego sezonu ich kariery muzycznej.

 

Joanna Wnuk-Nazarowa (kompozytorka)

Norwidowską „Wandę” poznałam w wieku 8 lat, kiedy ciężko chorowałam na serce; zaczęłam wtedy czytać opasły tom dzieł zebranych Norwida, który był u nas w domu. W tym tomie była również „Wanda”, która zaciekawiła mnie wtedy, bo była napisana najprostszym językiem. Później, kiedy byłam w drugiej klasie liceum muzycznego, Jadwiga Halina Gallowa, wybitna aktorka i profesorka krakowskiej szkoły teatralnej, prowadziła z uczniami „Koło żywego słowa”; wystawiła z nami m.in. Norwidowskie misterium, a ja grałam tytułową Wandę. Gallowa, która uczyła się aktorskiego rzemiosła w Petersburgu przed rewolucją, a potem u [Juliusza] Osterwy i [Stefana] Jaracza, ogromną wagę przywiązywała do dogłębnego wnikania w istotę tekstu; zatem już jako piętnastolatka przyswoiłam sobie dogłębną analizę „Wandy” przeprowadzoną przez Gallową. Jest to więc dzieło, które jest mi dobrze znane od dzieciństwa i sięgając po nie teraz, po prostu wiedziałam, do czego będę pisać muzykę. Oczywiście impulsem do napisania opery był Rok Norwidowski. W 2019 roku zaczęłam szkicować niektóre arie, a cały sezon 2020/2021 upłynął mi na pisaniu. Skończyliśmy dzięki pomocy PWM-u – rozpisanie i uporządkowanie partytury, sporządzenie wyciągu fortepianowego, rozpisanie głosów orkiestrowych – to naprawdę jest mordercza praca. […]

Szacunek do tekstu nie oznacza jednak, że tekst Norwida pojawia się w operze w całości – w końcu umuzycznienie tekstu trwa dłużej niż jego wypowiedzenie przez aktorów. […] Nie dokonywalam jednak uproszczeń tekstu, zamiany słów na inne, przestawień szyku – może w killku miejscach zamieniłam miejscami dwa słowa dla uzyskania lepszego rytmu muzycznego.

 

Michał Klauza (kierownik muzyczny)

Każda nowa partytura to pewna niespodzianka; jest to zawsze wyzwanie ciekawe, podszyte pewnym dreszcyzkiem emocji – szczególnie w przypadku utworu, ktory był jeszcze w trakcie powstawania, kiedy ja zaczynałem pracę nad partyturą. To wspaniałe doświadczenie, kiedy człowiek dostaje najpierw rękopis i widzi takie niuanse jak chociażby nacisk ołówka – świadczący o tym, jaka emocja jest wyrażana przez kompozytora w danym momencie. To też ogromne szczęście i radość, że realizujemy prawykonanie utworu z kompozytorką, którą można zapytac o to, co miała na myśli w danej chwili. Uprzedzając pytanie o to, jakiej muzyki można się spodziewać po „Wandzie”… myślę, że najlepszym recenzentem muzyki są jej wykonawcy. W naszym procesie przygotowania prapremiery z dnia na dzień dzieją się wspaniałe rzeczy – artyści, przychodząc na kolejne próby, mówią, że ten utwór z dnia na dzień coraz bardziej im się podoba; mamy nadzieję, że będzie to również państwa udziałem. Chciałbym też podkreślić, że nie wszystkie zespoły mają mozliwości i chęć gania muzyki współczesnej; Na szczęście w Operze Krakowskiej możemy to wykonanie zrealizować dzięki jej fantastycznym zespołom – Solistom, Orkiestrze, Chórowi i Chórowi Dziecięcemu – o ogromnych możliwościach wykonawczych i chęci do pracy, za co ogromnie im dziękuję.

 

Waldemar Zawodziński (reżyser)

Chcę zwrócić państwa uwagę na obecność chóru dziecięcego w „Wandzie”. Dla mnie to jedna z kluczowych decyzji kompozytorki, wnosząca o wiele więcej niż tylko dobarwienie warstwy muzycznej czy fabularnej. Ostatni obraz, moment tuż przed dojrzałą, świadomą deyczją Wandy, że poświęci ona swoje życie w imię wartości najwyższej – wolności i tożsamości narodu – dzieje się w obecności dzieci, które symbolizują jego przyszłość. Dla mnie Wanda to jedna z ciekawszych postaci kobiecych, nad którymi pracowałem. Norwid z jednej strony uczłowieczył tę postać, aby nie była tylko wyidealizowanym symbolem; w tym celu wprowadził niezwykły, choć pozornie oczywisty zabieg – jej wielką miłość do wroga, zresztą wzajemną. Wbrew pozorom niewiele jest opowieści, w których wrogowie jednocześnie spętani są miłością – wielką, namiętną, na granicy szaleństwa. Z drugiej strony, Norwid uczynił z Wandy postać mistyczną – świadczy o tym jej wizja, przeczucie Chrystusa, który pojawia się nagle jako idealny przykład kogoś, kto – chcąc odkupić ludzkość – poświęca samego siebie. Także śmierć Wandy nie jest motywowaną lękiem ucieczką w unicestwienie, lecz aktem najwyższej ofiary. Choć „Wanda” jest niewielkich rozmiarów, mieści w sobie niezwykłe bogactwo treści.

 

Janina Niesobska (ruch sceniczny)

Ja zrozumiałam to dzieło w sposób bardzo prosty. Wszyscy słyszeliśmy o „Wandzie, co nie chciała Niemca” – jednak u Norwida okazuje się, że właśnie go chciała! I to właśnie mnie zdumiało. Później, kiedy zapoznałam się z tym dziełem, pomyślałam, że jeśli Wanda, która bardzo kochała tego mężczyznę, odda mu rękę, to daruje mu też swoją ziemię – Polskę. Bardzo serdecznie Państwa zapraszam na tę prapremierę – to już druga światowa prapremiera w mojej pracy artystycznej, z czego bardzo się cieszę i czuję się zaszczycona.

 

Agata Schmidt (solistka – Wanda)

Mam dziką przyjemnosć w odkrywaniu nowej muzyki; jestem niezmiernie wdzięczna kompozytorce za napisanie tego dzieła – i to właśnie dla takiego głosu, jakim dysponujemy ja i Wanda [Franek]. Jest to rola królewska – umieramy na scenie, pojawia się dramat, mnóstwo emocji, muzyka jest nieoczywista, ale wchodząca pod skórę. Jestem wielką fanką tego utworu i byłam nią odkąd tylko zaczęłam czytać partyturę – bo jednak z racji mojego zawodu jako pierwsza przemawia do mnie muzyka. Potem zaczęłam się wgłębiać w Norwida, zaczęły się próby reżyserskie, praca nad ruchem scenicznym, usłyszeliśmy orkiestrę, która fantastycznie uwypukla motywy muzyczne powiązane z postaciami, pokazując nam ich mocne charaktery… Te wszystkie elementy jeszcze bardziej pogłębiają wyraz artystyczny dzieła.

 

Wanda Franek (solistka – Wanda)

Przede wszystkim to olbrzymi zaszczyt kreować taką postać i uczestniczyć w tym procesie. Czuję, że kreowanie tej postaci, rozmyślanie o niej nie skończy się w dniu zaśpiewania spektaklu – ona zostanie z nami bardzo długo, bo poza tym, że to olbrzymie wyzwanie wykonawcze – muzyczne, wokalne i aktorskie – to także wyzwanie emocjonalne. Muszę się przyznać, że bdzę się w nocy z fragmentami mojej muzyki w głowie. Wiem, że to bardzo długo ze mną zostanie, bo zostawiamy w tym wykonaniu bardzo wiele ze swojego wnętrza.

 

Tomasz Konieczny (solista – Grodny)

To, co dla mnie jest największą wartością tej muzyki, to umiejetność kompozytorki do stylizowania pewnej surowości plemiennej, kojarzonej z czasami przedchrześcijańskimi. Język Norwida też nie jest językiem staropolskim znamym nam np. z Kochanowskiego – to język surowy, plemienny, z elementami, które brzmią nam wręcz jak błędy; nasuwa mi to skojarzenia z muzyką niemiecką, w której się specjalizuję. Zresztą a’propos postaci kobiecej, która popełnia samóbójstwo w imię wyższego celu – widzę tu zbieżność z”Latającym Holendrem” i Sentą, która popełniając samobójstwo, poświęca się – co prawda nie dla ojczyzny, ale aby uwolnić Holendra od klątwy. Natomiast dzięki poświęceniu Wandy Rytyger nie atakuje Polski, lecz rusza na Rzym. Bardzo ciekawym aspektem spektaklu w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego jest to, że Grodny również ma pewne ambicje – nie tylko te dotyczące pozycji władzy, chęci zostania królem. On również podkochuje się w Wandzie i jest nią zafascynowany jako kobietą. Nie spotyka się on jednak z wzajemnością z jej strony, co jest pewnym dramatem Grodnego.

 

Sebastian Marszałowicz (solista – Grodny)

Kiedy po raz pierwszy spojrzałem w partyturę „Wandy”, pomyślałem, że ktoś naprawdę ma do mnie wielke zaufanie, powierzając mi partię w tak wymagającym dziele. Jest to pierwsze dzieło muzyki współczesnej, jakie mam zaszczyt współtworzyć. To, co na początku pracy nad utworem jest trudne, stwarza problemy, w połowie procesu przeradza się w wyzwanie, na końcu zaś w oczywistość. Do muzyki zapisanej w partyturze dołączamy nasze prywatne emocje, starając się wywrzeć te same emocje na słuchaczu, aby o dzieło zostało w państwa myśli na dłużej – tak jak zostaje w naszej. Myślę, że każdy z widzów będzie miał całkiem inne odczucia, tak wieloznaczeniowe jest to dzieło – i to również mi się w nim bardzo podoba.

 

Małgorzata Małaszko-Stasiewicz (PR2 – Dyrektor-Redaktor Naczelny)

Joanna Wnuk-Nazarowa przeprowadza nas przez historię Norwidowskiej „Wandy”, którą można inteprpetować w dowolny sposób – jako opowieść o miłości, o trudach włądzy, o tym, jak trudno być poddanym – ale która jest też naszym mitem założycielskim. Mam nadzieję, że „Wanda” nakłoni państwa do sięgnięcia po spuściznę Norwida, bo jest ona warta poznania.

Nie wyobrażam sobie, by Polskie Radio, a szczególnie Program Drugi, nie był obecny przy tym wydarzeniu, które już na starcie jest wydarzeniem historycznym. Cieszę się, że – wraz z naszymi słuchacami – będziemy na prapremierze na Wawelu w czasie rzeczywistym.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz