Diabelskie sztuczki. „Orfeusz w piekle” w Operze Krakowskiej

I choć ścisła współpraca z choreografką okazała się generalnie owocna i działająca na korzyść spektaklu, nie każdemu z solistów przychodziła ona z łatwością. Obsada pierwszej premiery, składająca się głównie ze śpiewaków etatowych Opery Krakowskiej, zaprezentowała się odrobinę zbyt zachowawczo jak na rozmach reżyserii, wymagającej dużego dystansu do siebie i porzucenia zbędnych hamulców. Finalnie druga obsada, gdzie w przeważającej większości pojawili się soliści gościnni, stworzyła zaskakująco zgrany zespół. Pomiędzy artystami była chemia, a zabawa odgrywanymi postaciami okazała się kluczem do dobrze poprowadzonych ról.

 

Duży kontrast zaobserwować można pomiędzy sopranistkami wykonującymi partię Eurydyki. Marcelina Beucher (druga obsada) zdecydowała się wykorzystać atuty swojej urody i wysmukłej sylwetki, jej Eurydyka jest zatem zmysłowa, ponętna i bezpruderyjna. Solistkę nie tylko z przyjemnością ogląda się w scenach kłótni z Orfeuszem czy w arcykomicznym duecie z muchą (Jowiszem), lecz także z przyjemnością się jej słucha, m.in. dzięki lekkości prowadzenia frazy i naturalnie brzmiącej francuszczyźnie. Z kolei Katarzyna Oleś-Blacha postawiła na przerysowanie swojej bohaterki i dodanie jej iście kabaretowego wizerunku, uwypuklając jej nieznośny charakter czy wręcz jędzowatość.

Jarosław Bielecki jako Orfeusz jest zadziorny i cyniczny, z kolei w interpretacji Dominika Sutowicza zdecydowanie bardziej pocieszny i nieco fajtłapowaty. Co wypada naturalnie zwłaszcza w konfrontacji z dominującą nad nim Opinią Publiczną. W tej symbolicznej roli obsadzono Annę Lubańską (pierwsza premiera), do złudzenia przypominającą demoniczną Ciotkę Lydię, strażniczkę konserwatywnych cnót z serialu „Opowieść podręcznej”. Z kolei Elwira Janasik, Opinia Publiczna z drugiej obsady, zdecydowanie lepiej poradziła sobie z choreografią, obejmującą m.in. zatańczenie tanga.

Spośród solistów na plus wyróżnia się także Zuzanna Caban-Cupido w drugiej obsadzie – której młodzieńczy urok i dźwięczny sopran okazały się wielce pomocne w wykreowaniu psotnego, rozbrykanego bohatera w klimacie Pucka z Szekspirowskiego „Snu nocy letniej”. Jako nieudolnie usiłujący odbudować własny autorytet Jowisz o podwójnej moralności, zarówno Przemysław Rezner, jak i Grzegorz Szostak zrobili dobry użytek z dystansu do siebie i nonszalanckiego poczucia humoru.

Joanna Wójcik – nowa twarz na scenie Opery Krakowskiej – zapadła w pamięć jako zdesperowana i dość niezrównoważona Diana, wymachująca strzelbą i śpiewająca intrygującym sopranem o pięknych pianach (druga obsada).

Największym zaskoczeniem okazał się jednak Łukasz Gaj, tenor, którego rzadko można oglądać w operetkach, a jeszcze rzadziej w rolach ewidentnie komicznych. Jako Pluton (druga obsada), podstępnie uprowadzający Eurydykę do piekielnych czeluści, przeobraził się w mrocznego, pozbawionego skrupułów, amoralnego nikczemnika, całkowicie zrywając ze swoim dotychczasowym, nieco uładzonym wizerunkiem. Ukrywający się pod libertyńską charakteryzacją, dopasowanym kostiumem z czarnej skóry i celowo obniżający głos w dialogach, był praktycznie nierozpoznawalny.

 

Źródło: Prosto o Muzyce

Leave a comment