Kraść z klasą Najmro. Kocha, kradnie, szanuje

Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” w reżyserii Mateusza Rakowicza to film z doskonałą obsadą aktorską, opowiedziany w sposób pomysłowy, konsekwentny i sprawny realizacyjnie. Jeśli ktoś obawia się, że to typowy „produkcyjniak”, grubo się myli. To naprawdę dobre kino akcji z ciekawą perspektywą na przemiany, które na przestrzeni lat zaszły w Polsce.

W filmie bardzo ważna jest też rola muzyki. Przeboje (jak np. „Aleja gwiazd” Zdzisławy Sośnickiej czy „Krakowski spleen” Manaamu) odpowiadają kolejnym dekadom i uzupełniają narrację, nierzadko nadając jej rys humorystyczny. Z początku może to nieco razić, z czasem jednak bawi, a nawet budzi uzasadnioną nostalgię. „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” wpisuje się bowiem we wszechobecny ostatnio w polskim kinie (obok „Zupy nic” w reżyserii Kingi Dębskiej, „Żeby nie było śladów” w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego czy „Bo we mnie jest seks” w reżyserii Katarzyny Klimkiewicz) trend ożywiania na ekranie PRL-u ze wszystkimi aberracjami ówczesnych realiów i całą grozą panującego wówczas systemu. „Najmro…” robi to jednak po swojemu. Montaż jest tu szybki, pojawiają się też w nim charakterystyczne wizualne leitmotivy (detale ukazane na dzielonym ekranie w szybkich sekwencjach montażowych), sposób filmowania pozostaje zaś pełen fantazji. Dzięki temu historia Zdzisława Najmrodzkiego „Najmro” (Dawid Ogrodnik) nas oczarowuje – bo to właśnie o nim zrobiono ten film. Jest to postać prawdziwa, Najmrodzki był za komuny bodaj najsławniejszym przestępcą, istnym celebrytą półświatka, inteligentnym, czarującym… i z własnym kodeksem moralnym. Aż 29 razy uciekał organom ścigania, ośmieszając ówczesne władze, jego brawurowe wyczyny śledziła w latach 70. i 80. cała Polska. „Najmro” obrabiał peweksy, czyniąc szarą, komunistyczną rzeczywistość nieco bardziej kolorową, wolną od narzucanych obywatelom ograniczeń. Film jest więc inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z życia przestępcy, opowiada o nim w formie komedii akcji z paroma trafnymi obserwacjami w tle. Tu wprost mówi się o tym, że w PRL-u niemal każdy, kto wymykał się milicji, budził sympatię. A także o tym, że po przewrocie nastąpiły roszady, w wyniku których władzę zaczęły dzierżyć niekoniecznie odpowiednie do tego osoby, za to światek przestępczy stał się bezkarny bardziej niż kiedykolwiek wcześniej… Tymczasem Najmrodzki symbolizował pewną epokę, swoistą „kulturę złodziejstwa”, jeśli tak to można ująć, raz nawet na ekranie ratuje ścigającemu go milicjantowi (Robert Więckiewicz) życie (!). Zakochuje się też w pewnej Teresce (Masza Wągrocka), i to do tego stopnia, że gotów jest raz na zawsze zmienić dla niej swoje życie. Jak zostało wspomniane, obsada w tym filmie jest doborowa, odtwórcy wszystkich postaci zostali doskonale dobrani (oprócz wcześniej wymienionych warto też wspomnieć Jakuba Gierszała w roli Antosa, Dorotę Kolak w roli matki „Najmra” oraz Sandrę Drzymalską w roli „Młodej”). W pełni zasłużona jest też nagroda za kostiumy dla Marty Ostrowicz na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i w sumie dziwi, że tylko na tym jednym wyróżnieniu się skończyło. Na szczęście tak czy inaczej film pozostaje w szerokiej dystrybucji zarówno przed, jak i po festiwalu, jest do zobaczenia w wielu kinach, my akurat obejrzeliśmy go w warszawskim kinie Praha i to był jeden z najlepszych seansów w tym roku.

 

(MB, BLB)

Źródło: Prosto o Muzyce

Leave a comment