Udana prowokacja Gaspara Noé [recenzja Lux Aeterny]

Oto film o przemyśle filmowym i jego ciemnych stronach posługuje się językiem ekstremy. Czułem, że forma nie odpowiada treści. Czułem, że reżyser chce podać mi emocje, których nie potrzebuję. Bo przecież wszystko rozumiałem bez nich.

 

Nasunął więc się nie tylko mnie jasny wniosek – Gaspar Noé ironizuje. Mówi nie tylko o kinie, lecz także o sobie. O tym, jak kieruje widzem i jego emocjami. Film staje się pastiszem. Ta karykatura nie do końca mnie jednak przekonuje. Cytaty wielkich twórców, których reżyser przywołuje po imieniu, są na serio, czy parodiują korzystanie z właśnie takich rozwiązań? Ciągły hałas i atak świateł – ma zmęczyć widza, czy pokazać jak łatwo kino może go zmanipulować? Po co ta cała parodia – ma nas rozśmieszyć, czy coś przekazać?

 

Dowcip bez puenty

 

Reżyser prowokuje. I muszę przyznać – udaje mu się to. Reżyser też śmieje się sam z siebie. Jednak tu znów nie do końca wiem dlaczego. Żart – w odróżnieniu od filmu – zdaje się nie mieć konstrukcji, a co za tym idzie – nie ma jasnej puenty. Przynajmniej dla mnie. Nie powiedział mi Noé niczego o sobie, czego bym wcześniej o nim nie wiedział.

 

Z tego, co widzę, wielu twórca jednak do siebie przekonał. Doceniają tę autoironię i liczne nawiązania. Ja jednakże w ich wypowiedziach nie znajduje wciąż niczego, co przekona mnie. Film nie był zły – świetny aktorsko, reżysersko, realizatorsko. Chyba nie był po prostu dla mnie. Powtórzę się: jeżeli reżyser chciał prowokować, to mu się udało – zdenerwował mnie!

Źródło: Prosto o Muzyce

Leave a comment