Osiecka była skrojona na dzisiejsze czasy

O wrażliwości na słowo i muzykę oraz o płycie „Sing! Osiecka” z Izą Połońską rozmawia Paweł Kawałek.

 

Paweł Kawałek: Rozmawiamy w związku z premierą pani najnowszej płyty „Sing! Osiecka”. Czym są dla Pani teksty Agnieszki Osieckiej?

 

Iza Połońska: Są moim abecadłem, najdłużej śpiewanymi przeze mnie piosenkami. Znam je odkąd pamiętam.

Jeszcze jako dziecko słyszałam je w telewizji lub w radiu, bo przecież w latach 80. i 90. Polskie Radio i Telewizja Polska prezentowały bardzo wysoki poziom artystyczny. Telewizja tamtych lat mnie w pewnym sensie wychowała. Wzrastałam, wsłuchując się w te piosenki. Potem, mając lat kilkanaście, śpiewałam Osiecką samej sobie, przyjaźniłam się z tymi tekstami, aż nadszedł moment gotowości do śpiewania ich przed publicznością. Kiedy razem z Leszkiem Kołodziejskim stworzyliśmy monograficzny koncert „Niech żyje bal! Połońska śpiewa Osiecką”, naturalne było pragnienie, żeby ów materiał nagrać. Stąd płyta.

 

Poruszające „Nie żałuję” w wykonaniu Edyty Geppert czy „Sing Sing” z repertuaru Maryli Rodowicz. Jak je Pani odbierała, będąc tak bardzo młoda?

 

Głęboka wrażliwość, zwłaszcza pani Edyty Geppert, przeszywała mnie na wskroś, kocham taką umiejętność wyrazu. To już dziś takie rzadkie w piosence, także tej aktorskiej. Nie potrafię nazwać emocji, które wtedy mi towarzyszyły, ale zapewniam pana, że wciąż we mnie pracują. Choć śpiewam, interpretując piosenki na wskroś po swojemu, według swojej mapy przeżyć i doświadczeń, to pani Edyta z pewnością ukształtowała we mnie jakiś obraz interpretacji doskonałej.

Na płycie sięgnęłam też do kilku piosenek z repertuaru Maryli Rodowicz. Myślę, że wspomniane przez pana „Sing Sing” poza tym, że jest piosenką o cwaniaczku, mówi także o sile własnej kreacji. Miks bardzo symptomatyczny dla minionego ustroju, czyli PRL-u. Pamiętam klip do tej piosenki Maryla Rodowicz we fraku i cylindrze, a Piotr Fronczewski leżący leniwie na łóżku. Bardzo mnie to bawiło. Myślę sobie, że moje interpretacja jest dość surowa i bardziej bezczelna. Co ciekawe, wbrew pozorom żyjemy obecnie w Polsce bardzo przypominającej czasy powstawania tej piosenki. Funkcjonujemy w dualizmie to, co serwują nam media, a to, czym jest rzeczywistość, czasem odstaje od siebie tak dalece, że mam wrażenie, że Agnieszka Osiecka przemawia do nas nowym głosem. Uważam, że dzięki temu ma szansę dotrzeć do kolejnych pokoleń. Powinniśmy sobie tego życzyć

 

Agnieszka Osiecka jest dla młodych przedstawicielką odległego pokolenia. Co sprawia, że chętnie sięgają po jej twórczość?

 

Odpowiedzią są dwa słowa uniwersalność i poezja. Zwłaszcza to drugie. Była mistrzynią przekazywania emocji w słowie. Z drugiej strony, robiła to w sposób bliski nam wszystkim, używając często słów języka potocznego. Zamieniała je jednak we frazy, które stawały się frazami poetyckimi. Pozwalała odbiorcy na moment uciec od rzeczywistości, jednocześnie będąc w niej mocno osadzona. Stworzyła własny, odrębny, subtelny język. Była absolutnym geniuszem w swojej dziedzinie. Sądzę, że to zawsze będzie siła, która przyciąga kolejne pokolenia.

Drogą Agnieszki kroczy dziś, w pewnym sensie, Magda Czapińska, którą to właśnie Agnieszka Osiecka namawiała do pisania piosenek. Magda napisała wiele tekstów, które nie wiadomo dlaczego w polskim przemyśle muzycznym przypisywane są albo Agnieszce Osieckiej, albo Wojciechowi Młynarskiemu. Choć, moim skromnym zdaniem, nie da się tych światów pomylić. Smakują inaczej. Każdy z autorów ma swoją indywidualną, wyjątkową szlachetność. Własne czucie języka. Szczęściem jest, że Magda pisze po dziś dzień. Może już nieco rzadziej, ale wciąż są to piosenki sięgające prawdziwe głęboko.

Źródło: Prosto o Muzyce

Leave a comment