Powrót do tamtych dni Konrada Aksinowicza


Obserwujemy ten rodzinny dramat ze łzami w oczach; nagle humorystyczne szkolne sytuacje ustępują miejsca przerażającym scenom rozgrywającym się w domu Tomka, który zaczyna opuszczać się w nauce, a kolegom i dziewczynie, która wpadła mu w oko, kłamie na temat swojego ojca, byleby ich tylko nie zrazić do swojej rodziny. A przecież w żaden sposób nie jest niczemu winny i to nas prawdziwie porusza. Czujemy wręcz irytację, kiedy Helena wciąż odkłada w czasie decyzję o odejściu od męża, podczas gdy to Tomek musi zdobywać pieniądze na utrzymanie siebie i matki, jako że nie ma już kogo więcej poprosić o pomoc…

 

W gruncie rzeczy sporo już takich opowieści oglądaliśmy na ekranie. Nie znajdziemy więc w filmie Aksinowicza nic zaskakującego, obraz Alka-nałogowca nie jest też zbyt pogłębiony. Choć bez wątpienia dla reżysera tworzącego obraz autobiograficzny takie twórcze obnażenie się musiało być ważne – w napisach końcowych czytamy informacje na temat ośrodków leczenia uzależnień, stanowiące zachętę do tego, aby nie bagatelizować powszechnego w Polsce problemu alkoholowego, zwłaszcza że dziś znamy znacznie więcej metod leczenia, wspierania DDA itd.…W pewnym sensie Konrad Aksinowicz rozlicza się więc tu z rodzinną przeszłością oraz wypełnia misję ratowania tych, którzy mogą przeżywać podobny koszmar, jak on przeżył w przedwcześnie utraconym dzieciństwie.

 

I to, za co naprawdę warto docenić ten film, to właśnie obranie perspektywy dorastającego dziecka, spojrzenie jego oczami na ojca alkoholika i bezwolną, chociaż dobrą i łagodną z natury, matkę. To mogło być możliwe wyłącznie w fabule opowiadanej przez kogoś, kto sam takiego dramatu doświadczył. Aksinowicz udanie przekazał swoje doświadczenia aktorom, dzięki czemu z wielką uważnością zagrali opowieść o Tomku, Helenie i Alku. Notabene, całość została pięknie sfilmowania przez Jakuba Jakielaszka, ponadto bardzo wpisuje się w klimat muzyka autorstwa Marcina Maseckiego (zwłaszcza że pozostaje to spójne z akcją, bo Tomek gra w filmie na fortepianie); twórcy z sukcesem oddali też nastrój przełomu lat 80. i 90.

 

I choć podczas seansu możemy oprócz współczucia czuć w sobie bunt, to przecież trudno nam znaleźć właściwe dla całej trójki bohaterów rozwiązanie. Dlatego nie potępiamy ich za tragiczny finał, który kończy koszmar, w którym żyją. A już na pewno nie Tomka, który jako dziecko nie musiał się zdobywać na taką wyrozumiałość, jak jego matka, nawet jeśli potrafił po tym wszystkim prawdziwie kochać ojca… Bo to w końcu ojciec.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz