Recenzja „Benedetty” – Kościół, Kobieta i cuda


Co więcej – transformacja wizualna i aktorska, jaką przechodziła Virginie Efira, zdejmując i wkładając habit, zachwycała. Gdy tylko rozpuszczała swoje złote włosy, z posłusznej i pobożnej siostry przeradzała się w sensualną, silną kobietę. Ale znów – ta zmiana wcale nie sprawiała wrażenia, że Benedetta w habicie kogoś udawała i że jej wiara jest na pokaz. Habit raczej ją zasłaniał i ograniczał. Dopiero bez niego (a może i nawet bez żadnych ubrań) mistyczka zdawała się najprawdziwsza i najsilniejsza. Te sceny z Benedettą były pełne wrażliwości.

 

Pozostała obsada oczywiście nie odstawała. Charlotte Rampling i Daphné Patakia stworzyły na ekranie równie wyraziste postacie, choć ze względu na ich rolę w fabule filmu nie tak wielowymiarowe. Patakia jako Bartolomea realizowała stereotyp wiejskiej dziewczyny, która pomimo swojego pochodzenia i braku edukacji dobrze rozumie życie, seks i ludzką naturę. Rampling z kolei jako siostra przełożona była starym wyjadaczem diecezjalnych rozgrywek o władzę. Relacja między nią i Benedettą – na wpół wroga, na wpół wypełniona szacunkiem – była przyjemna w odbiorze.

 

Wiara, feminizm, Kościół

Film z historii Benedetty stworzył całkiem zgrabną opowieść, w której znalazło się miejsce na odrobinę tajemnicy i sacrum. Poza tym bez efekciarstwa produkcja zadowalała wizualnie. I choć nie jestem fanem uznawania „kobiecego piękna” za zaletę filmu, to Virginie Efira po prostu mnie zachwycała. Verhoeven stworzył dobrą opowieść o cudach, Kościele i sile kobiety. Dało się jednak w niej odczuć oddzielność każdego z tych wątków. Cuda w Kościele się zdarzały, ale nie wywierały one na niego wielkiego wpływu. Kobieta zatrzęsła diecezją, ale ostatecznie nic nie zmieniła. Chciałem, by te różne treści spoiły się w jednym zakończeniu. Chciałem, by reżyser znalazł na te trzy kwestie jedną odpowiedź. Owszem – wszystkie wątki płynnie połączyła mistyczka z Pesci, ale poza tym wiara, kobieta i Kościół wydawały się w tym filmie kompletnie odmiennymi światami. Cóż… Może takie właśnie są.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz