Recenzja „Nasze Magiczne Encanto” – Szczere Encanto


Luisa – siostra Mirabel – określana jako „skała rodziny”, tak naprawdę nie wytrzymuje już presji rodziny i bliskich. W jednej z piosenek opisuje swój lęk przed tym, że stanie się bezwartościowa, kiedy nie będzie w stanie zrobić wszystkiego, czego rodzina od niej oczekuje. Isabela – druga siostra – pozbawiona jest możliwości decydowania o sobie i zmuszona jest spełniać wyidealizowaną wizję rodziców lub babci. Jest też skazany na zapomnienie Bruno. Rodzina stale, wręcz obsesyjnie, upomina główną bohaterkę, by nie wspominać o wujku – czarnej owcy. I jest przede wszystkim Alma, która jako głowa rodziny wymaga od wszystkich spełniania jej wizji idealnej familii. Cały dom potrafi chodzić na palcach i milczeć, by nie zdenerwować babci. Ostatecznie doprowadza to całą rodzinę do krawędzi.

 

Jednak film jest daleki od dobitnego przedstawiania bólu i smutku, jaki wywołuje ta tragiczna sytuacja w rodzinie. Paradoksalnie przez większość czasu da się poczuć całkiem miłą i rodzinną atmosferę. Co więcej – jest też w tym domu miłość, którą łatwo zobaczyć. To, czego brakuje, to rozmowa!

 

Łatwe rozwiązanie trudnych problemów

 

Te wszystkie półsłówka, tajemnice i cisza w magicznym domu zmusiły Mirabel do działania. To one sprowokowały ją do rozpoczęcia dochodzenia, które miało wyjaśnić, co się właściwie dzieje w Encanto. Jared Bush, Byron Howard i Charise Castro Smith (reżyserzy i scenarzyści) sprytnie poprowadzili od tego momentu fabułę filmu. Mirabel udaje się w podróż po swoim domu i poznaje nie tylko jego historię, lecz także wady. Animacja w ten sposób zapoznaje młodych odbiorców z problemami, jakie mogą trapić osoby w ich wieku. Jednocześnie nie demonizuje tych, którzy doprowadzają swoje dzieci do depresji czy innych problemów. I tu mam pewien problem.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz