Sarah Traubel w Filharmonii Łódzkiej


Kolejnym dziełem zaprezentowanym podczas tego wieczoru były „Cztery ostatnie pieśni” („Vier letzte Lieder”) Richarda Straussa, które powstały do słów Hermanna Hessego („Wiosna”, „Przed zaśnięciem”, „Wrzesień”) i Josepha von Eichendorffa („O zmierzchu”). Ta twórczość pochodzi z ostatniego roku przed śmiercią kompozytora. Czuć, że każda z pieśni przepełniona jest trudnymi doświadczeniami i dojrzałością Straussa. Partie solowe wykonała wspaniała niemiecka sopranistka Sarah Traubel, która już od wielu lat podbija największe sceny operowe. Tego wieczoru głos artystki był kropką nad i. Artystka podarowała publiczności możliwość obcowania z dziełem Straussa na najwyższym poziomie – krystaliczne brzmienia, doskonała technika i ujmująca interpretacja.

 

Po przerwie nastał czas na ostatnią z symfonii Wolfganga Amadeusa Mozarta – symfonię C-dur KV 551 „Jowiszową”. Podczas koncertu myślałam o tym dziele jako tym, które zwieńczyło symfoniczny dorobek kompozytora. Wielu twierdzi, że Mozart nie mógł napisać niczego lepszego. To symboliczne także dla zwieńczenia tego koncertu. Po dwóch burzliwych, bardzo emocjonalnych dziełach nastał czas na harmonijne zamknięcie programu

.

Ilekroć zasiadam na tej widowni, dostrzegam twarze stałych bywalców i widzę, że każdy z nich, tak jak ja, czuje się częścią tego miejsca. A to wszystko za sprawą nie tylko artystycznych doznań, lecz także energii, która przepływa między sceną a publicznością. W takiej atmosferze można poczuć muzykę!

 

Maria Krawczyk

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz