W imię domu Guccich

W imię domu Guccich

Dom Gucci” w reżyserii Ridleya Scotta to film z doborową obsadą aktorską (m.in. Al Pacino, Jared Leto, Salma Hayek czy Jeremy Irons), wartką akcją i naprawdę wciągająca – nawet dla tych, których nie pociąga świat mody i biznesu.

Przez blisko dwie i pół godziny poznajemy historię słynnego mezaliansu – młody prawnik Maurizio Gucci (doskonały w tej roli Adam Driver; m.in. „Milczenie”, „Paterson”, „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy”, „Annette”), spadkobierca rodowej fortuny, poślubia Patrizię Reggiani, w którą wciela się bardzo dobrze dobrana do tej roli (i coraz lepsza z każdą minutą filmu) Lady Gaga (m.in. „Kingsman: Tajne służby”, „Narodziny gwiazdy”). Tych dwoje połączyła wielka namiętność… i nic więcej. Idealistyczny i na pozór dość nieśmiały Maurizio, mimo ostrzeżeń ciężko chorego ojca, nie przewiduje w porę, jak wielkie nieszczęście ściągnie na całą rodzinę poprzez małżeństwo z ambitną i zachłanną Patrizią, która marzy o sukcesie i splendorze domu Guccich. Być może rzeczywiście omamiło go gorące uczucie, niewykluczone też, że żywiła je do niego i Patrizia (wyszła za niego, mimo że początkowo Maurizio został z powodu swoich oświadczyn wydziedziczony). Jednak z czasem chciwość całkowicie je przyćmiła. Pod wpływem Patrizii Maurizio zaczyna się zmieniać, aż w końcu pewnego dnia traktuje ją niemal równie okrutnie, jak ona jego stryja i kuzyna, których ze sobą skłóca poprzez sieć intryg. W pewnym sensie okazuje swojej żonie niewdzięczność, ostatecznie wykluczając ją ze wspólnych interesów, w które wcześniej Patrizia zaangażowała się być może nie tylko z powodu własnych aspiracji, lecz także w pełni utożsamiając się z luksusową marką i rodziną Guccich, do której weszła poprzez małżeństwo. Jej myślenie jest tu bardzo „kobiece” i jak się wydaje, dosyć charakterystyczne dla wielopokoleniowych rodzin włoskich – najpierw buduje z Mauriziem gniazdo, a następnie imperium… Choć niestety intencje tych działań są już niezbyt czyste. Patrizii więc zależy na dobru firmy, Mauriziowi niby też… A jednak każde nieustannie „pilnuje własnego nosa” i stopniowo odsuwa od rodzinnego biznesu nestorów, którzy może i rządzili twardą ręką, ale za to skutecznie. Ponadto Patrizia twierdzi, że to ona wykreowała Maurizia, który nie ma aspiracji i smykałki do interesów, że wiele posunięć dotyczących kierunku rozwoju firmy i postępowania jej współpracowników przewidziała (i nawet Maurizio w pewnym momencie, chcąc nie chcąc, to dostrzeże), Maurizio uważa zaś siebie za wizjonera, który wreszcie wyzwolił się zarówno spod presji rodziny, jak i wpływów zaborczej manipulantki, za którą po latach uzna swoją żonę. Gdy mężczyzna wiąże się z inną kobietą, odchodzi od rodziny i wykupuje całość udziałów w rodzinnej firmie, to pomimo zapewnionego zabezpieczenia finansowego dla żony i córki, Alessandry, Patrizia postanawia się na swoim mężu zemścić. Ze złamanym sercem, całkowicie zdeterminowana i nie bacząc na konsekwencje, zleca zabójstwo Maurizia. Taki jest finał historii sławnej rodziny (jeszcze przed śmiercią Maurizia 27 marca 1995 r. jego stryj po wyjściu z więzienia, w którym odbywał karę za przestępstwa podatkowe, umiera na raka prostaty, a jego syn wkrótce po nim jako londyński nędzarz). Dowiadujemy się, że w 1997 r. Patrizia i jej wspólnicy zostali skazani, kobieta nawet w sali sądowej chce, aby mówić do niej signora Gucci, a nie Reggiani…

 

Film Ridleya Scotta tchnie autentyzmem – wszystkie biznesowe rozmowy, rodzinne zagrywki, włoskie temperamenty poszczególnych postaci są tu znakomicie podpatrzone. Muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa dynamicznie przeplata się z przebojami tamtych lat. Akcja koncentruje się wokół gierek prowadzonych przez Patrizię, ale tak naprawdę każdy wątek zasługuje na uwagę, zwłaszcza że na ekranie pojawiają się sami laureaci bądź nominowani do Oscarów. Obserwujemy bohaterów, których gubi ich własna legenda, chęć zysku i władzy, którzy z ciepłych ludzi, pozornie okazujących sobie nawzajem życzliwość i wsparcie, stają się wyrachowanymi rekinami show-biznesu i którzy ostatecznie sami podcinają gałąź, na której siedzą. I w tym wszystkim godne podziwu jest to, że to, co z dawien dawna budowali, jednak przetrwało, a marka Gucci nadal jest światowa, mimo niechlubnych incydentów i mrocznych tajemnic rodziny, która ją stworzyła.

 

ZOBACZ ZWIASTUN „DOMU GUCCICH”:

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz