Marzenie o karierze skrzypka to niebezpieczna sprawa


W swojej karierze zdobył Pan pierwsze nagrody na wszystkich międzynarodowych konkursach skrzypcowych, w których Pan uczestniczył. Czy udział w prestiżowych konkursach muzycznych gwarantuje wejście do świata wielkiej kariery?

Niekoniecznie. Konkursy bardzo często nie wyłaniają najlepszych, a wielu młodych skrzypków jest niedocenianych. Bardzo żałuję, że na muzyce i grze na skrzypcach ludzie nie znają się tak dobrze, jak na piłce nożnej, w której wszystko jest bardzo proste – wbiłeś gola, to wygrałeś, nie wbiłeś, to przegrałeś. Bieg na sto metrów? Kto szybszy, ten lepszy. Muzyka natomiast jest tak ulotna, że bardzo trudno jest do końca docenić wykonawcę. Na szczęście ostatni Konkurs Chopinowski wyjawił najlepszego konkurenta, który całkowicie zasłużył na wygraną i niebywałą karierę, którą zrobi, bo ma teraz też za sobą najpotężniejszego sponsora, którym jest Republika Ludowa Chin.

 

Urodził się Pan na Ukrainie, a życie dzieli Pan pomiędzy Polskę i Włochy. Ma Pan również żydowskie pochodzenie. Czy ta kulturowa różnorodność wpływa na interpretację muzyki?

Zupełnie nie. Skromnie powiem, że jestem bardzo uniwersalnym muzykiem. Nie wiem, ilu skrzypków na świecie potrafi zagrać jazz i koncert Beethovena. Może jestem jednym z nielicznych, którzy również orkiestrują utwory, dyrygują i komponują. Wszystko sprowadza się do talentu. Słynny pisarz Szolem Alejchem, klasyk literatury jidysz, który pochodził z Kijowa, a na początku dwudziestego stulecia wyemigrował do Ameryki, gdzie zrobił ogromną karierę, powiedział fantastyczną rzecz: talent jest jak pieniądz – albo go masz, albo go nie masz. Jeżeli ktoś ma talent, to zagra i jazz, i Chopina, Brahmsa, i Mendelssohna czy Czajkowskiego. Jeżeli nie ma talentu, to będzie gorzej. Bardzo dobrze ujął to także mój przyjaciel Michał Urbaniak, mówiąc, że muzyka jest albo dobra, albo niedobra. I to tyle.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz