Wystawa Magdaleny Abakanowicz w Muzeum Narodowym we Wrocławiu


Zastąpiona przez przedmioty

Abakanowicz w swojej sztuce miała odwagę przełamywać stereotypy (o czym mogą świadczyć słynne, nowatorskie i trójwymiarowe abakany tworzone od lat 60., a nazwane tak od jej nazwiska – wykonane techniką tkania, z całą pewnością artystyczne, lecz już nieużytkowe). Potrafiła także połączyć świat ducha ze światem materii, sferę myśli z badawczym dotykiem, niebo z ziemią, potęgę miast z potęgą przyrody, dramat jednostki z dramatem tłumu, zatrzymanie spojrzenia na „zewnętrznej powłoce” i poszukiwania serca skierowane na wnętrze.

 

Owa walka duchowości i materii wydaje się, że towarzyszyła artystce od dzieciństwa: „Jako dziecko, chroniąc nieśmiałość i samotność, budowałam przedmioty. Widziałam je jako pomost pomiędzy mną a rzeczywistością, która wydawała mi się niezmiernie skomplikowana. Gdy nadchodzili goście – uciekałam. Pozostawione przedmioty miały mnie zastąpić. To one zamiast mnie miały odpowiadać na absurdalne pytania zadawane zwykle dzieciom” – opowiadała.

 

Twórczość Abakanowicz, choć skądinąd zróżnicowana, ma własny styl, sporo w niej też autentyzmu; już same surowce, z których Abakanowicz korzystała, o tym mogą świadczyć. „Chodziło o użycie ubogich środków, prostotę formy i materiału dostępnego powszechnie u nas. Gdybym swoje figury zrobiła z marmuru, mówiłabym nieprawdę” – wyjaśniała. Lecz czy w ogóle musiała się tłumaczyć? „Mędrcy” z lat 1987–1988 mówią sami za siebie, dwie niemal identyczne i „ubogie” postaci siedzące na całkiem różnych stołkach… (!) Dzięki tej „drobnej”, acz znaczącej różnicy budzą litość, lecz nie przerażają tak bardzo, jak „Postaci siedzące” z lat 1974–1984, również – jak to często u artystki bywało – bez głów, ale już całkiem ujednolicone w każdym możliwym aspekcie ich formalnego „istnienia”. Z czasem jednak te smętne, wymagające współczucia istoty-nieistnienia będą u Abakanowicz ewoluować, nawet zyskają nowe, przedziwne kształty, w końcu i głowy (!), aż wreszcie staną się mutantami i ponownie jeden podobny do drugiego, bo, powtarzając za artystką: „…nie zmienia się jednak natura jednostki, skłonnej do kontemplacji, zadumy i żyjącej w gruncie rzeczy światem swoich wyobrażeń i złudzeń”.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz