Jaka naprawdę była Wanda Rutkiewicz?


W górskiej pustce

 

Trudno powiedzieć, w czym należy upatrywać odwagi i siły ducha Wandy Rutkiewicz. Z pewnością miała niezwykłą determinację, którą jedni podziwiali, a drudzy jej zazdrościli czy krytykowali za zbyt „makiaweliczną”. Trzeba jednak pamiętać, że Rutkiewicz doświadczyła kilku traum – w dzieciństwie w tragicznych okolicznościach straciła brata, później bestialsko zamordowano jej ojca, do tego w górach, na stokach Broad Peaku (8047), zginął na jej oczach jej ukochany Kurt Lyncke-Krüger, neurolog z Berlina Zachodniego. „Myślę, że to, co ją łączyło z Kurtem, to była nie tylko miłość, lecz także szansa na prawdziwy dom i rodzinę – mówi Ewa Panejko-Pankiewicz na łamach książki. – Wanda nawet powiedziała wtedy coś takiego: »Wiesz, my się z Kurtem szykujemy na starość«. Była nim na sto procent oczarowana” – dopowiada.

 

Być może kobieta tak niezłomna i ciężko doświadczona przez los, już zawsze musi sobie udowadniać, że da radę ze wszystkim i niczego się nie boi. A może po prostu Rutkiewicz miała taki charakter, który pozwalał jej nie tylko zdobywać ośmiotysięczniki, lecz także znosić traumy osobiste. „Dobry los sprawił, że nam obojgu tego samego dnia udało się wejść tak wysoko” – miał niegdyś powiedzieć Jan Paweł II do Wandy Rutkiewicz, jako że tego samego dnia, co Karola Wojtyłę wybrano na papieża (16 października 1978 r.), polska himalaistka jako trzecia kobieta na świecie i pierwsza Europejka zdobyła Mount Everest.

 

Istoty przeżyć Rutkiewicz udało się dotknąć twórcom spektaklu „Ostatnie 300 metrów”, który na co dzień jest grany w krakowskim Teatrze Bagatela, a ostatnio został gościnnie wystawiony w Warszawie, m.in. w kinie Luna podczas Nocy Himalajskiej 18 lutego 2022 r. Przez cały monodram w reżyserii Bartka Kulasa aktorka Lidia Olszak pozoruje marsz w stronę szczytu; w trakcie wędrówki powracają do niej wspomnienia z całego życia. Rola Olszak jest przejmująca, pomaga nam uświadomić sobie, że być może dopiero w górach Rutkiewicz mogła wyciszyć trudne emocje, nabrać dystansu do życiowych wyzwań. W książce Kamińskiej natomiast czytamy: „…im mniej miała radości z życia, tym bardziej była skłonna do tego, by ryzykować w górach, idąc jak najwyżej w strefę śmierci. Im mroczniej na dole, tym większa chęć, by być w górze. Im mniej siły do życia, tym większa chęć, by igrać ze śmiercią. »Akcja likwiduje strach«, mawiała często, pytana o to, jak w górach pokonuje lęki, zmęczenie i bierze się w garść, i podawała taki rodzaj działania jako jeden z powodów, dlaczego w ogóle chodzi w góry. I być może podejmowana wciąż akcja górska, w którą w naturalny sposób jest wpisane ryzyko śmierci, była też sposobem na to, by po stratach najbliższych móc dalej żyć”. I być bliżej nich.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz