O filmie „Inni ludzie” Aleksandry Terpińskiej


„Inni ludzie” według scenariusza i w reżyserii debiutantki Aleksandry Terpińskiej, tegorocznej laureatki Paszportu Polityki, to bardzo rzetelnie zrealizowany obraz filmowy, który jednych znuży, innych wbije w fotel.

„Dziś film potrzebuje mocnego uderzenia, żeby dotrzeć, jesteśmy przebodźcowani, a ten film jest dla mnie takim uderzeniem” – powiedział podczas spotkania z reżyserką po kwietniowym pokazie na festiwalu Script Fiesta prowadzący Marcin Ciastoń. I coś w tym jest. W gruncie rzeczy mamy do czynienia ze specyficznym musicalem, tyle że jego bohaterowie… rapują. Oczywiście, tym samym „Inni ludzie” mogą być porównywani z amerykańsko-niemiecką „Ósmą milą” (2002), w której występuje Eminem. Tutaj historia koncentruje się wokół Kamila, w którego wciela się Jacek Beler i jest w tej roli rzeczywiście bardzo autentyczny, podobnie jak i Magdalena Koleśnik (notabene, całkiem niedawno oklaskiwana za film „Sweat”), choć także autoagresywna i neurotyczna w swojej roli Sonia Bohosiewicz bez wątpienia zasługuje na uwagę. Reżyserka castingu Paulina Krajnik wykonała tu naprawdę dobrą robotę. Film jest interesującą adaptacją książki Doroty Masłowskiej, wielowątkowej i napisanej rapową „nawijką”. Punktem wyjścia dla produkcji był wcześniej nakręcony teledysk i widać to w warstwie wizualnej, doskonale zmontowanej, momentami utrzymanej w konwencji teledysku właśnie, w którym warszawska rzeczywistość miesza się z sennymi wizjami (autor zdjęć: Bartosz Bieniek, montaż: Magdalena Chowańska). Wszystkie wątki bardzo sprawnie się tu ze sobą przeplatają, dialogi płynnie przeistaczają się w rapowe piosenki, widać dużą dbałość o warstwę muzyczną (muzyka – Auer). Właściwie tylko w jednym momencie słyszymy pewną melodyjność i harmonię, gdy w finale filmu pijany i upalony Kamil udaje się do klubu – słyszymy wówczas przepiękne brzmienia, wykorzystane w ścieżce dla kontrastu dla pozostałych, rapowanych scen; uwypuklają emocje, niespełnienie i beznadzieję towarzyszącą głównemu bohaterowi.

 

„W tym filmie bardzo ważne są rymy i rytmy, stąd pojawiają się powtórzenia motywów” – opowiadała po seansie Aleksandra Terpińska. Istotne są i symbole – klocek lego przywołuje w Kamilu wspomnienie dzieciństwa, na którym cieniem kładł się brak wsparcia rodziny w kluczowych dla rozwoju chłopca momentach. Dzięki temu zaczynamy Kamila rozumieć, dostrzegać, jak bardzo – pomimo dość odstręczającego stylu bycia – pragnie miłości, jak daleko sięgają jego pragnienia (stąd może i dziecięce marzenia o lotach w kosmos, które powracają do mężczyzny w jego snach). I jak nie umie w porę dostrzec, które relacje w jego życiu naprawdę mają znaczenie. Miota się więc, pozując na outsidera, a w rzeczy samej nie umiejąc się zdecydować, czy woli stabilny związek z Anetą (Magdalena Koleśnik), mało skomplikowaną, lecz zaangażowaną i zafascynowaną Kamilem ekspedientką z Rossmanna, czy też romans z bogatą, ale traktującą go przedmiotowo i odreagowującą przy nim małżeński kryzys Iwoną (Sonia Bohosiewicz). Dealuje narkotyki, kłóci się z matką i siostrą, z którymi łączy go trudno uchwytna, lecz mimo wszystko intensywna więź, pije pod blokiem z kumplami… I snuje fantazje o hiphopowej płycie, w której nagranie chyba tylko on wierzy.

 

Nie jest to łatwy obraz, olśniewa nowatorską formą, wydaje się bardzo wiarygodny, jednocześnie stanowi mało optymistyczny portret społecznego marginesu. W sumie przez długi czas nie jesteśmy pewni, o czym właściwie jest ta opowieść. A gdy już dotykamy sedna, czujemy dla jej bohaterów głębokie współczucie. „Mottem tego filmu było, że tylko miłość może nas uratować, o ile umiemy ją w porę zauważyć” – wyznała Aleksandra Terpińska. I to prawda, choć też żadne w kinie odkrycie. Za to sposób opowiedzenia o tym, narracja, realizacja – 10/10. I do tego na ekranie pojawia się komentujący rzeczywistość Jezus, jakiego jeszcze nie widzieliśmy.

 

Zobacz trailer filmu „Inni ludzie”:

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz