Pamięci profesora Pendereckiego [koncert w Filharmonii Krakowskiej]


W tygodniu ostatniego pożegnania profesora Krzysztofa Pendereckiego, którego prochy 29 marca 2022 r. zostały złożone w Krypcie Panteonu Narodowego w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła, w Filharmonii Krakowskiej odbył się jeden z koncertów pamięci wielkiego kompozytora.

Urodzony 23 listopada 1933 r. w Dębicy, polski dyrygent, kompozytor i pedagog. Od najmłodszych lat miał bliski kontakt z muzyką, ponieważ zarówno jego ojciec, jak i dziadek byli muzykami amatorami. Jako chłopiec uczył się gry na skrzypcach i fortepianie. Kiedy miał 24 lata, jego kompozycje „Strofy”, „Emanacje” i „Psalmy Dawida” zdobyły trzy pierwsze nagrody w konkursie Związku Kompozytorów Polskich. Za skomponowany w 1959 r. jeden ze swoich najbardziej znanych utworów, dedykowany ofiarom Hiroszimy „Tren”, otrzymał nagrodę UNESCO. Potem były kolejne dzieła, nagrody i występy z najlepszymi orkiestrami na wszystkich kontynentach.

 

Kilka dni po uroczystym pogrzebie – z powodu pandemii spóźnionym o dwa lata – w Filharmonii Krakowskiej, której Maestro był przez wiele lat dyrektorem, odbył się piękny koncert muzyki Krzysztofa Pendereckiego.

 

Zaprezentowano „Chaconne” na orkiestrę smyczkową z „Polskiego requiem” (2005) oraz „Credo” (1998). Orkiestrę, chór mieszany oraz chór chłopięcy Filharmonii Krakowskiej poprowadził Rafał Janiak, zaś w partiach solowych wystąpili: Iwona Hossa i Karolina Sikora (sopran I i II), Anna Lubańska (mezzosopran), Adam Zdunikowski (tenor) oraz Piotr Nowacki (bas). Chór przygotował Piotr Piwko.

 

Nie bez przyczyny właśnie te utwory znalazły się w programie koncertów, które bezpośrednio korespondują z uroczystościami pogrzebowymi profesora Pendereckiego. Otwierająca koncert „Chaconne” na orkiestrę smyczkową to reakcja Mistrza na śmierć papieża Jana Pawła II, dopisana do „Requiem polskiego” i od 2005 roku stanowiąca jego część. W tym dniu była nam szczególnie bliska. Napisana została „in memoriam Giovanni Paolo II”, a sobotni koncert odbył się 2 kwietnia – w 17 rocznicę śmierci św. Jana Pawła II. Po wyborze tego wielkiego Polaka na stolicę Piotrową Penderecki napisał także „Te Deum” na głosy solowe, dwa chóry mieszane i orkiestrę symfoniczną (1978–1980). Utworem „Chaconne” pożegnał natomiast Karola Wojtyłę… Kompozytor nie chciał, by jego muzyka stała z boku, lecz by była w centrum wydarzeń, by mógł się czuć artystą zaangażowanym.

 

Delikatną, przejrzystą muzycznie „Chaconne” możemy wyobrazić sobie jako liryczny, powtarzany, zawodzący lament. Wrażenie to powoduje cykl wariacji, których pomysł artysta zaczerpnął z „La Folía”, barokowej formy pisanej głównie dla gitary. Taki tytuł nosiła pierwotnie ta część „Polskiego requiem”. Po dziewięciu krótkich, lecz niezwykle pięknych wariacjach, z cudownymi dialogami smyczków, delikatnych, prawie solowych głosach wiolonczel i wysokich, pięknych frazach skrzypiec nastąpił marsz żałobny, który zwieńczył utwór. Owa muzyczna rozpacz to kompozycja na wskroś przejmująca swoim liryzmem i barwą. Szkoda, że trwała tak krótko…

 

Drugie wysłuchane tego wieczoru dzieło – „Credo” – nie dość, że szeregiem cytatów wpisuje się w Wielki Post, to jest także ostatnim utworem, który osobiście poprowadził Krzysztof Penderecki dla Filharmonii Krakowskiej. Pamiętny koncert odbył się 15 września 2018 r. Miałam okazję usłyszeć „Credo” na żywo po raz trzeci. Pierwszy raz nastąpił w Bielsku, w 2008 r., gdy Maestro wykonał je na koncercie galowym w kościele św. M. Kolbego z okazji swoich 75. Urodzin, drugi w kościele Świętej Katarzyny w 2018 r., z udziałem wszystkich zespołów Filharmonii Krakowskiej, kiedy „Credo” było fragmentem uroczystych obchodów jubileuszu 85. urodzin kompozytora, a trzeci w sobotni wieczór 2 kwietnia 2022 r., gdy filharmonia żegnała go, pozostawiając wszystkich obecnych w głębokim poruszeniu i żalu.

 

Powstanie „Credo” zostało zainspirowane przez wieloletniego przyjaciela kompozytora Helmutha Rillinga, dyrygenta i szefa Internationale Bachakadmie Stuttgart oraz dyrektora Oregon Bach Festival. Praca trwała dwa lata, bo w miarę jej postępów dzieło jakby samoistnie się rozbudowywało. Tekst „Wierzę w Boga” kompozytor począł uzupełniać innymi modlitwami, hymnami, a nawet popularnymi pieśniami kościelnymi. Te dodatki stanowiły rodzaj emocjonalnego komentarza do testu zasadniczego. Słyszymy dobrze nam znane z „Gorzkich żalów” „Któryś za nas cierpiał rany…”, niemiecką wersję „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”, a jeszcze dalej znane z polskiej wersji „Improperiów” „Ludu, mój ludu…”. W utworze znajdujemy także wersety z Apokalipsy, hymnu na Wielką Sobotę i Psalmów.

 

Stojący w prawej loży chór chłopięcy dzielnie starał się dorównać dużemu chórowi, głośno i lekko przechodząc z łaciny na polski i odwrotnie. Ci mali chłopcy, jak pisklęta jaskółki, wystawiali głowy, słysząc wyczekiwaną frazę oraz widząc gest dyrygenta, który całym sobą dawał im znaki. Trafiali bezbłędnie we frazę. Wielka to zasługa od lat pracującej z chłopcami prof. Lidii Matynian i jej asystentek. Soliści prawie ci sami, co przed laty. Doskonały bas Piotr Nowacki mistrzowsko wykonujący swoją partię. Dzielnie towarzyszyły mu sopranistki – Iwona Hossa i Karolina Sikora, Anna Lubańska śpiewająca mezzosopranem oraz tenor Adam Zdunikowski. Wszystko tworzyło spójną całość, mającą obok confiteor kompozytora także głęboko ludzki, intymny wyraz. Niejasne jest tylko opuszczenie w „Credo” łacińskiego zdania „wierzę w święty Kościół Powszechny”.

 

Dzieło – tak jak „Chaconne” wariacji – ma dziewięć części. Finałowe „Alleluja” to apoteoza zmartwychwstania Chrystusa. Do chórów, solistów i orkiestry dołącza tzw. blacha, czyli grające z balkonu, tak lubiane przez kompozytora puzony i trąbki. W Bielsku, gdzie kościół był dużo mniejszy niż sala filharmonii, w ogromnym tutti, wspartym jeszcze przez perkusyjnie grający tubafon, dzieci z chóru mdlały z nadmiaru dźwięku!

 

Mnie dzieło Pendereckiego skojarzyło się z malarstwem Zdzisława Beksińskiego. Z jego niezwykłą symboliką, polegającą na zestawianiu ze sobą spraw istniejących, np. malowanych realistycznie roślin, nieba, fal, przedmiotów z wyobraźnią – typowe dla jego dzieł były wynaturzone postaci, zwierzęta, przerażające zestawienia barwne. Wspólna jest również niewiarygodna dbałość o detale i niespotykany wcześniej styl. Wszystko po to, by takie zjawisko artystyczne mogło pobudzić wyobraźnię widza i pozwolić mu na własną, indywidualną percepcję dzieła.

 

Pismo Święte natomiast to wspaniała inspiracja dla pisarzy, malarzy, muzyków… To źródło, które nigdy nie wysycha!

 

Inne źródła to Bach, Beethoven, Bartók, Szostakowicz, Messiaen czy Bosch, Picasso, Dalí, Magritte. Beksiński kochał muzykę, a Penderecki sztukę. Obydwaj nie bali się eksperymentować, a pozostawiony dorobek artystyczny to potężna inspiracja i doskonały przykład, że nieważne jest pochodzenie, zasobność portfela czy głosy krytyki. Poza tym dokonali rzeczy niespotykanej: wzbudzili zainteresowanie masowego odbiorcy, dosyć odpornego na wszelkie sprawy sztuki współczesnej.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz