Ściągając maski [o Anime „Belle”]


„Belle” w reżyserii Mamoru Hosody („Wilcze dzieci”, „Mirai”) to nowoczesna, japońska wersja znanej baśni „Piękna i Bestia”. I o wiele więcej – to jej swoista reinterpretacja, osadzenie we współczesności, z szeregiem dowcipnych i zaskakujących nawiązań.

Nie brak tu też odniesień do tradycji japońskich, wszechobecnych w detalach, np. kwiaty pojawiające się na otwarcie i zamknięcie filmu symbolizują w Japonii ostateczne pożegnanie (co po głębszej analizie wydaje się bardzo istotne dla całej historii). W dwugodzinnym anime bardzo sprawnie połączono elementy europejskie z azjatyckimi. Na ekranie dzieje się dużo, momentami wręcz za dużo, ale tłumaczy się to w kontekście akcji, która właściwie rozgrywa się w dwóch rzeczywistościach.

 

Suzu jest pozbawioną wiary w siebie uczennicą liceum, która jako dziecko w traumatycznych okolicznościach straciła matkę. W internecie zyskuje jednak szansę na stworzenie „nowej siebie”, a także na nowy start i znaczący wpływ na otoczenie. I z jednej strony mamy tutaj trafny komentarz do obecnej rzeczywistości, w której coraz częściej wybieramy awatary zamiast żywych ludzi, z drugiej – diagnozę potrzeb psychicznych artystki i każdej twórczej, wrażliwej osoby. Bowiem Suzu dopiero jako wirtualna Bell(e) – notabene, imię nieprzypadkowo w obu językach oznacza „dzwon” – czuje, że naprawdę wyraża siebie; ukrywając się za piękną maską, ma odwagę śpiewać pieśni swego serca. Oczywiście to zarazem swoisty żart ze świata show-biznesu, w którym bardziej niż talent liczy się powierzchowność celebryty. Na szczęście na tej konstatacji twórcy się nie zatrzymują, sięgają głębiej. Suzu będzie jeszcze musiała skonfrontować się z własną przeszłością i odważyć się ujawnić, kim naprawdę jest. Gdy los rzuci ją w sytuację poniekąd podobną do tej, w której niegdyś straciła ukochaną osobę, dziewczyna tym razem będzie wiedziała, jakich dokonywać wyborów, a dzięki kierowaniu się swoim sumieniem oswoi też własne cierpienie i pozbędzie się żalu do matki (mama Suzu zginęła, ratując cudze dziecko, choć robiąc to, miała świadomość, że może przez to osierocić córkę).

 

Sporo mówi się też tutaj o „problemie tajemnicy” – kiedy każdy coś ukrywa, jeszcze trudniej o wzajemne zrozumienie. Największy sekret skrywa, rzecz jasna, (wirtualna) Bestia. Co ciekawe, pod jej postacią nie kryje się żaden zaklęty w potwora książę. Choć przez większą część filmu wraz z bohaterami snujemy domysły, kim w życiu codziennym jest Bestia, ostatecznie we wzruszającym finale filmu, gdy zostaje to ujawnione, czujemy się zaskoczeni. W wirtualnym świecie U każdy może uwypuklić swoje największe zalety. Bestia nie jest wprawdzie piękna fizycznie jak Belle, ale bez wątpienia ma hart ducha. I gdy patrzy się na tę dwójkę, zaczynamy wierzyć, że spotkanie Belle i Bestii to w rezultacie metafora próby zaakceptowania samej siebie, którą musi podjąć Suzu. To zarazem pretekst do rozważań: być może każdy z nas skrywa w sobie dwie natury i dopiero silna więź z kimś pozwala nam zdecydować, którą z nich wybrać i jak skierować się ku temu, co w nas najbardziej autentyczne i szlachetne. Belle, próbując odkryć tajemnicę Bestii, lepiej pozna też siebie.

 

ZOBACZ TRAILER „BELLE”:

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz