Szukając syna w szkockich górach [o filmie „Mój syn”]


„Mój syn” to francusko-brytyjski detektywistyczny thriller w reżyserii Christiana Cariona, którego akcja rozgrywa się w przepięknych, nostalgicznych plenerach Szkocji. Dzięki doskonałej muzyce Laurenta Pereza Del Mara i przemyślanej warstwie wizualnej od początku do końca trzyma w napięciu. A mimo że pomysł na film nie jest szczególnie oryginalny, to jego realizacja już jak najbardziej…

Nowatorskie jest tu bowiem założenie przyjęte przez reżysera – aktor i widzowie w tym samym momencie poznają rozwiązanie zagadki. Grający tu główną rolę James McAvoy w wywiadach podkreśla, że to unikatowe doświadczenie aktorskie. I rzeczywiście, nieświadomość, do czego dąży cała misternie tkana historia, sprzyja autentyzmowi gry i nieustannemu zaskakiwaniu widza. Aktor improwizuje na ekranie; z uwagi niedostępność scenariusza w trakcie trwania zdjęć, nie mógł przewidzieć, dokąd prowadzą poszczególne sceny, a my w rezultacie obserwujemy zarejestrowany twórczy eksperyment. Przez cały czas McAvoy mógł tylko snuć domysły, podobnie jak i odgrywana przez niego postać, Edmund Murray – ojciec siedmioletniego Ethana Murraya, który zaginął podczas obozu, na który wysłała go była żona Edmunda, Joan. Policja sprawdza różne hipotezy – czy ktoś zemścił się na Edmundzie, który w pracy podejmował się trudnych misji w Libii czy Iraku? Czy też mamy do czynienia z mniej lub bardziej przypadkowym porwaniem dla okupu lub w innym celu…?

 

Aurze tajemnicy sprzyja zniewalająca sceneria, deszczowa pogoda oraz nastrój uzyskany przez bardzo dobre zdjęcia autorstwa Erica Dumonta – raz widzimy bohaterów borykających się z najróżniejszymi w tym trudnym położeniu emocjami, raz na odtwarzanych na telefonie filmikach okolicznościowych, które również mogą stanowić jakiś trop w rozwiązaniu całej zagadki i stanowią garść na pozór prozaicznych wspomnień, dziś okruchów utraconego szczęścia. James McAvoy przekonująco gra tu oszalałego ze stresu ojca, który jest gotów wykorzystać wszystkie sobie znane narzędzia, aby odzyskać syna. Niektóre jego reakcje wydają się niezrównoważone, zwłaszcza gdy szantażuje i grozi ludziom (łącznie z obecnym partnerem Joan), domagając się, aby wyznali mu wszystko, co mogą wiedzieć o zaginięciu Ethana – raz słusznie ich przyciska do muru, innym razem niekoniecznie, co może wydać się kontrowersyjne. Jednak zdajemy sobie sprawę, że rodzic mierzy to wszystko innymi kategoriami, tak być musi. Poza tym twórcy filmu dają nam do zrozumienia, że Edmund jako ojciec z uwagi na swoją pracę bywał często nieobecny i w związku z tym ma poczucie winy za to, że ofiarował za mało ciepła swojemu synowi… Tymczasem teraz może być już na wszystko za późno. Jego determinacja jest tym większa.

 

Choć „Mój syn” w sumie przypadł mi do gustu, muszę przyznać, że od pewnego momentu czułam lekkie rozczarowanie tym, jak sprawnie bohaterowie odkryli sekret związany z zaginięciem dziecka, zwłaszcza biorąc pod uwagę obiecujący początek, gdy to wydawało się, że Edmund Murray może być uwikłany w rozgrywkę wywiadów. Niemniej całość obejrzałam z przejęciem i wyraźną przyjemnością. Ale to niedziwne – szkockie góry oraz przepiękne połączenie muzyki elektronicznej i akustycznej, która bardzo mocno podbudowała w obrazie dramaturgię, zapewniły filmowi sukces. Kino niewybitne, ale naprawdę dobre – raz jeszcze podkreślę: na znany temat (z tytułem zdradzającym proste założenie całej historii), ale oparte na innowacyjnym pomyśle.

 

ZOBACZ TRAILER FILMU „MÓJ SYN”:

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz