Jutro będzie gorzej

Jutro będzie gorzej

Zawsze może być gorzej, warto to sobie uświadomić. Nie wierzysz? Dziś masz wszystkie kończyny. Może uważasz, że tracąc nogę w wypadku czułbyś pełniej, że żyjesz? Masz partnera bałaganiarza, który jednak przynosi do domu pensję, robi rano kawę, a nawet jeździ z kotem do weterynarza. Naprawdę wolisz rozmawiać z telewizorem? Masz cienkie włosy, ale chyba jednak nie chcesz się przekonać, jakby ci było bez nich po chemii. Na cokolwiek narzekasz, pomyśl, że to wciąż nie jest najgorsza opcja. Nie stać cię na wymyślne jedzenie, podróże po świecie i drogie ciuchy? Uwierz, że są sytuacje, w których żadna z tych rzeczy nie będzie miała znaczenia. Choćby choroba – ucieszy cię ryżowy kleik zamiast kroplówki, pozwolenie na wycieczkę na dziedziniec szpitala i nowa piżama.

 

Warto zastanowić się nad pewną rzeczą. Czy na pewno stres, jaki odczuwamy myśląc o zmianie na gorsze, jest wynikiem naszych przekonań? A może źródło niepokoju tkwi gdzie indziej? Może na przykład wcale nie podoba nam się życie nastawione na konsumpcję, nie zależy nam tak bardzo na utrzymaniu statusu społecznego i materialnego, a tym, co budzi nasze przerażenie, jest myśl, co ludzie powiedzą? Może pozwalamy innym, by mówili nam, co jest ważne? A jeśli faktycznie lubimy ryzyko, wierzymy w teorię sinusoidy i słońca, co zawsze przychodzi, nawet po najgorszej ulewie? Może po prostu jesteśmy w tej grupie, która woli stracić i żałować, niż nigdy nie spróbować. Albo patrzy w przód nie krok, ale dwa dalej. Nie ma przecież uniwersalnego wzorca dobrego postępowania. Jesteśmy inni, a więc nasza ocena tego, co jest lepsze, a co gorsze, może być diametralnie różna. W psychologii istnieje pojęcie antycypacji straty – to trik, który pozwala uświadomić sobie swoje emocje względem spodziewanej żałoby, kryzysu lub zmiany, zanim to nastąpi. Można zawczasu wyobrazić sobie „co by było, gdyby…”. Czując lęk na myśl o stracie czegoś lub kogoś, szukajmy sposobów, by jej zapobiec. Jeśli to niemożliwe, już dziś zastanówmy się, co pomoże nam przeżyć ją w miarę bezboleśnie. Wykupmy ubezpieczenie albo zainwestujmy w naukę nowego zawodu, póki jeszcze mamy starą pracę. Może się jednak zdarzyć, że mimo spodziewanych trudności na samą myśl o utracie tego co mamy, poczujemy lekkość. Uwolnienie się od balastu, albo po prostu spokój, że najgorsze już się wydarzyło. To przedziwny mechanizm, ale jak najbardziej możliwy. Dla osób, które stale spodziewają się najgorszego, rzeczywiste doświadczenie swoich wizji jest potwierdzeniem tego, że miały rację. Lub właśnie ukojeniem, sięgając dna nie możemy już nigdzie spaść, lot w otchłań zakończony.

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz