Uczta dla ducha [„Mesjasz” Haendla w Filharmonii Łódzkiej]

Uczta dla ducha [„Mesjasz” Haendla w Filharmonii Łódzkiej]

Tenor Krystian Adam Krzeszowiak ujął mnie umiejętnością różnicowania dynamicznego, w którym nie tracił stylu barokowego. Urzekał także czystą intonacją i piękną barwą głosu. Swoją partię wykonywał z serca, wkładając w śpiew ogrom emocji, jednocześnie biegle panując nad głosem. To wielka sztuka. Śpiewak ma przepiękna barwę głosu, którą zachwyca i nasyca dźwiękiem całą salę.

Bas Sebastian Szumski cechował się wielką energią, dzięki której charyzmatycznie i z zaangażowaniem śpiewał swoją partię. Arie napisane przez mistrza Haendla na bas-baryton opowiadały najcięższe emocjonalnie wątki i dobór tak silnego głosu był bardzo trafiony. W tej energii i mocy nie zabrakło precyzji, wirtuozerii i świadomego użycia niuansów muzycznych. W przebiegach koloraturowych wydawało się, że artysta nie potrzebował brania oddechów…

Kontratenor Jan Jakub Monowid brzmiał tak, że ciarki przechodziły po całym ciele. Wywoływał taką błogość i przesycał spokojem, że wprost koił duszę słuchacza lirycznie i słodko, przeszywając go mocą swojego głosu.

Sopranistka Aleksandra Kubas-Kruk z lekkością i urzekającą barwą czarowała słodyczą i ciepłem. Ileż trzeba mieć talentu, żeby tak lekko i dźwięcznie brzmieć? Niezwykła uroda głosu, biegłość śpiewania koloratur, długi oddech sprawiły, że rozpływałam się z zachwytu i wciąż chciałam słuchać tej wspaniałej artystki.

Chór był wyjątkowo zgrany i dobrze przygotowany. Wyrównana barwa głosów wskazywała na ogrom wspólnej pracy i słuchanie się barwowe w zespole. Zespół szczególnie pięknie brzmiał w cichych fragmentach. Śpiew 60 osób robi kolosalne wrażenie. Bardzo pięknie zabrzmiały fragmenty unisono chóru ze skrzypcami.

 

Słynny chór „Alleluja”, podczas którego publiczność wstała, zabrzmiał genialnie z partią trąbki, wyróżniającą się, ale wspaniale zintegrowaną z całością brzmienia. Ta proporcja głośności wydaje mi się wielką wartością tego wykonania dzieła Haendla. Jedyne drobiazgi, które zauważyłam, obserwując pracę dyrygenta, to wrażenie, że auftakt wykonany jest przed skupieniem się wykonawców. Brakowało mi gestu w stronę solistów w newralgicznych miejscach dzieła, a także skinienia uznania w ich stronę, po genialnie i z sercem zaśpiewanych fragmentach.

 

Całość „Mesjasza” uważam za bardzo piękny koncert oratoryjny. Kto nie był, niech żałuje. Z radością wybiorę się na kolejne pozycje repertuarowe Filharmonii Łódzkiej. Jestem wdzięczna artystom i organizatorom za wieczór pełen emocji i wspaniałych doznań duchowych

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz