Jubileusz Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej

Jubileusz Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej

Dużym wyzwaniem, ale również wielką przyjemnością dla grających, śpiewających i słuchaczy były „Psalmy dla dzieci małych i dużych” skomponowane przez obecnego rektora krakowskiej Akademii Muzycznej Wojciecha Widłaka do tekstów Leszka Aleksandra Moczulskiego.

Kompozycja ta stała się nie lada wyzwaniem. Najpierw intonacja, i to w wielogłosie. Najniższy głos jest bardzo trudny i ważny, bo stanowi podstawę całości. Zasilają go także dziewczynki, które dysponują nośnym dźwiękiem w dolnym rejestrze. W górnych głosach – tylko chłopcy, którzy dzięki rejestrowi piszczałkowemu, przed mutacją, potrafią śpiewać bardzo wysoko. Tylko głosy małych chłopców potrafią osiągnąć tak czystą, jasną barwę sopranu. Następnie trzeba pracować nad dykcją, by były zrozumiane słowa psalmów. Pisząc dla dzieci – jak twierdzi autor słów – „jest się dopuszczonym do najściślejszej prywatności odbiorcy. Jest się w miejscu, w którym by się chciało duchowo żyć”. Dzieci muszą wejść w głąb utworu, poczuć jego klimat, zrozumieć. Dlatego najpierw czytają tekst, a potem go śpiewają. Trudne miejsca muszą powtarzać nawet po kilkadziesiąt razy. Tu ważne są zrozumienie i fachowość dyrygenta, którego zadaniem jest dopasowanie metody nauczania śpiewu, ale także używanie odpowiedniego języka do pracy z dziećmi, by dokładnie rozumiały jego uwagi. Cóż, takie muzyczne porozumienie pokoleń. Z kolei znajomość pracy chóru dziecięcego przez kompozytora była kluczowa przy tworzeniu narracji muzycznej. Przemyślaną sprawą był udział zespołu multiperkusyjnego w „Psalmach”. To na nim spoczywała odpowiedzialność za barwę i rytm. Amadrums Trio miało więc trudne i wielkie zadanie do wykonania. Radzili sobie znakomicie! Zwłaszcza w Psalmie 33, w którym obok organów Michała Białki i dziecięcego śpiewu musiały zabrzmieć także marimba, tamburo, tom-tom oraz wielki bęben. Metrum zmieniało się bez przerwy, dochodziły też niezwykle trudne współbrzmienia między głosami! Psalmy te zostały po raz pierwszy wykonane na pięćdziesięciolecie chóru w 2002 r., ale oczywiście z inną grupą dzieci.

 

Prawykonaniem była napisana specjalnie na ten koncert kompozycja Henryka Jana Botora „Moon Walks” („Księżycowe spacery”) na perkusję, chór chłopięcy i kwartet smyczkowy. Utwór jest poświęcony misjom księżycowym Apollo. Dzieci wykonały wokalizy w czterech kolejnych częściach, by w ostatniej – piątej, zatytułowanej „Morze spokoju”, przejść do recytacji po angielsku słów Neila Armstronga, który 20 lipca 1969 r. jako pierwszy człowiek postawił nogę na Księżycu. Kompozytor tym sposobem zaciekawił jeszcze bardziej śpiewaniem chłopców, którzy nie zdążyli wyrosnąć z „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa. Cała kompozycja została wykonana w półmroku, gdzie jak gwiazdy błyszczały światełka z pulpitów kwartetu i dyrygentki.

 

Po przerwie do dzieci dołączyli chórowi „weterani”, z których wielu obrało muzykę za życiowy cel. Atmosferę rozluźniły wesołe pieśni Stanisława Moniuszki. Zarówno dzieci, jak i panowie (niektórzy z siwym włosem na głowie) doskonale się bawili, wspólnie wykonując satyryczny song Artura Andrusa, z muzyką Wojciecha Steca, zaaranżowany przez Grzegorza Miśkiewicza „Chóry” oraz prześliczny utwór Przybory i Wasowskiego „Piosenka jest dobra na wszystko”. Niewielkiej zmiany tekstu dokonano za zgodą syna Jeremiego Przybory – Konstantego.

Koncert, w sposób piękny i profesjonalny spiął jak klamrą sympatyczną konferansjerką aktor krakowskiego teatru Bagatela Maurycy Popiel. Również były chórzysta, co udowodnił przebierając się w kostium i dołączając do zespołu, by ze wszystkimi wykonać ostatni utwór. Było wesoło, ale i dostojnie. Zwłaszcza gdy nadszedł moment dekoracji Lidii Matynian przyznanym jej przez dzieci Orderem Uśmiechu.

 

A książka? Nie mogłam się od niej oderwać! Pełna anegdot, zapisków z dziecięcych pamiętników, rysunków i fotografii. Jednocześnie rzetelnie opisująca historię tego niezwykłego zespołu małych dzieci śpiewających Wielką Muzykę.

 

Śpiewanie w chórze chłopięcym nie jest czymś zwyczajnym, ale elitarnym. Uwrażliwia, wychowuje,

poszerza horyzonty. Warto pamiętać o tym, że wrażliwość nie jest ludzką wadą.

 

Mateusz Prandota,

dyrektor naczelny Filharmonii im. K. Szymanowskiego w Krakowie,

były chórzysta chóru chłopięcego

 

(Pisząc relację korzystałam z książki Marii Wilczek-Krupy „Dzieci można nauczyć wszystkiego. 70 lat Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej”)

Źródło: Prosto o Muzyce


Dodaj komentarz