Jubileusz V Ogólnokształcącego Liceum w Filharmonii Krakowskiej

maestro2_foto_dp.jpg
Wysłuchawszy piorunów, wycia wichrów, szaleństw wiatru halnego, niezwykłych drżeń puzonu (może to błyskawice?) spojrzałam z loży w dół na obecne na koncercie dzieci. Znudzone Bartókiem nagle zastygły w zachwycie, by następnie wstawać z miejsc, poruszać się w rytm szalonych, góralskich tańców czy naśladować instrumenty! Takiej muzyki im potrzeba – ilustracyjnej, szalonej i pięknej! Dziecko nie analizuje, dziecko wyczuwa doskonałość i uczciwość kreacji. Apogeum jednoczące całą widownię, dzieci i orkiestrę to totalny chaos dźwiękowy kończący Krzesanego. Antoni Wit już nie dyryguje. Oparty o dyrygencki pulpit zezwala na zgiełk. Do orkiestry dołączają licealiści z perkusjonaliami. Grają wszystkie kotły, czynele i werble.

III Koncert fortepianowy Béli Bartóka powstał na emigracji, gdy kompozytor musiał wyjechać do USA z powodów politycznych, nie godząc się na sympatyzowanie artystów z nazistami. Zmuszony do opuszczenia Węgier Bartók nigdy nie czuł się dobrze za granicą. Chory na białaczkę tuż przed śmiercią skomponował ten koncert jako prezent urodzinowy dla żony. Kończył go, będąc już w szpitalu, a ostatnich kilkanaście taktów na podstawie notatek Bartóka zorkiestrował przyjaciel artysty – Tibor Serly. Prawykonanie odbyło się kilka miesięcy po śmierci kompozytora, w lutym 1946 roku w Filadelfii. W koncercie możemy usłyszeć delikatne nawiązania do węgierskiego folkloru. Kompozytor był wielkim miłośnikiem i zapalonym kolekcjonerem muzyki ludowej, zwłaszcza tej, która łączyła go z ukochaną ojczyzną. Wielki przełom w życiu Béli nastąpił w roku 1904 roku, kiedy po raz pierwszy usłyszał autentyczną, węgierską muzykę ludową. Już w 1905 roku skontaktował się z Zoltánem Kodálym, z którym odbywał etno-podróże badawcze i kolekcjonował węgierskie pieśni ludowe. W późniejszych latach Bartók wyprawiał się także do ościennych krajów oraz stworzył naukowy system zbierania i analizowania muzyki ludowej z całego świata. Zainteresowanie folklorem wywarło też decydujący wpływ na jego twórczość kompozytorską, która po 1908 roku radykalnie zmieniła swe oblicze. Muzyka Bartóka nie jest muzyką łatwą. Niby tonalna, ale już słyszymy, jakby to było coś innego, jakby poza skalą dur-moll. Młody pianista, Marcin Koziak, również absolwent krakowskiego liceum „piątki”, jakby troszkę się pogubił w stylistyce Bartóka, który powinien być grany bardzo ostro, by wydobyć wszystkie niuanse tej muzyki. Za to orkiestra poprowadzona przez Maestro Wita doskonale odczytała tę muzykę. Dyrygent, notabene jeden z najwspanialszych na świecie, by uwrażliwić wykonawców na charakter muzyki, w momentach najbardziej „folkowych” wręcz tańczył, całym ciałem dając znać orkiestrze, czego od nich oczekuje. Koncert pięknie rozpoczął się dialogiem altówek z fortepianem. Miałam wrażenie, że słyszę muzykę Ravela – przypadek czy inspiracja? W Allegro vivace mamy wspaniałe tutti orkiestrowe połączone z brawurowymi glissandami pianisty, który już swobodniejszy w finale pokazał, czym jest dla niego muzyka Bartóka.

 

No i słynny Krzesany Wojciecha Kilara. Ten jednoczęściowy poemat symfoniczny nosi nazwę tańca góralskiego polegającego na uderzaniu pietą o pietę, co przypomina krzesanie ognia krzemieniami. Jest to bardzo osobiste spojrzenie Kilara na muzykę Podhala. Utworem tym kompozytor wyznaczył swojej twórczości zupełnie nowy szlak charakteryzujący się nawiązaniem do tradycji muzyki tonalnej, użyciem skal góralskich i charakterystycznym dla Podhala sposobem gry na instrumentach oraz wykorzystaniem rytmów tanecznych.

 

Wysłuchawszy piorunów, wycia wichrów, szaleństw wiatru halnego, niezwykłych drżeń puzonu (może to błyskawice?) spojrzałam z loży w dół na obecne na koncercie dzieci. Znudzone Bartókiem nagle zastygły w zachwycie, by następnie wstawać z miejsc, poruszać się w rytm szalonych, góralskich tańców czy naśladować instrumenty! Takiej muzyki im potrzeba – ilustracyjnej, szalonej i pięknej! Dziecko nie analizuje, dziecko wyczuwa doskonałość i uczciwość kreacji. Apogeum jednoczące całą widownię, dzieci i orkiestrę to totalny chaos dźwiękowy kończący Krzesanego. Antoni Wit już nie dyryguje. Oparty o dyrygencki pulpit zezwala na zgiełk. Do orkiestry dołączają licealiści z perkusjonaliami. Grają wszystkie kotły, czynele i werble. Szaleją instrumenty blaszane, z fletami piccolo na czele. Co to? Wielka burza na Giewoncie? Zachwycona publiczność funduje artystom owacje na stojąco.

Źródło: Prosto o Muzyce

%d bloggers like this: