Koncerty laureatów konkursów Wieniawskiego i Sibeliusa w Filharmonii Krakowskiej

hina_maeda_zrodlo_biuro_prasowe_mks_im._h._wieniawskiego1.jpg

Bohaterem kolejnych dwóch wieczorów – 16 i 17 grudnia – był znakomity koreański skrzypek, Inmo Yang. Laureat pierwszej nagrody na XII Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Jana Sibeliusa w Helsinkach w 2022 roku, a w 2015 na 54. Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Nicolo Paganiniego w Genui. To zwycięstwo zaowocowało specjalnym recitalem wykonanym na skrzypcach Guarneriego należących niegdyś do samego Paganiniego. Obecnie solista gra na instrumencie G.B. Guadagniniego z Turynu udostępnionym dzięki J & A Beare Foundation oraz Beare’s International Violin Society for The International Jean Sibelius Violin Competition. Inmo Yang pomimo swoich dopiero 27 lat ma za sobą występy z wieloma światowej sławy dyrygentami, by wymienić Fabio Luisiego czy Myung-Whun Chunga, wielkimi orkiestrami – wśród nich Lucerne Symphony Orchestra czy Orchestre National de France. Grał w tak prestiżowych salach jak Carnegie Hall i Boston Symphony Hall. Na swym koncie ma także dwa albumy płytowe wydane pod egidą Deutsche Grammophon. Dorobek artystyczny młodego skrzypka przekłada się na wielkie obycie, nadzwyczajną swobodę i umiejętność budowania nastroju od pierwszych kroków stawianych na filharmonicznej estradzie. Artysta emanuje pewnością siebie, nadzwyczajną koncentracją, aurą jakiejś nieuchwytnej tajemnicy. Jest elegancki i nienaganny w każdym geście. Od samego początku przykuwa uwagę widzów-słuchaczy i sprawia wrażenie reżysera misterium muzycznego, jakim staje się koncert z jego udziałem. W Krakowie wykonał Koncert d-moll op. 47 Jeana Sibeliusa, wzbudzając entuzjazm melomanów. Urzekał nadzwyczajną muzykalnością, eterycznym dźwiękiem, cudownym liryzmem w Adagio di molto, wspaniałym prowadzeniem narracji, jakby ta muzyczna opowieść miała przenieść słuchacza w inny wymiar, inną przestrzeń… Był przy tym wyrazisty i nadzwyczaj konsekwentny. Pomimo wirtuozowskiego zacięcia nie szarżował, starannie cyzelował każdy dźwięk, zachowując umiar. Dopiero finałowe rondo Allegro, ma non tanto zabrzmiało nieco bardziej dynamicznie i nieco szybciej, niż wskazywałaby podpowiedź „non tanto”. Chwilami miałam wrażenie, że nie tylko zgromadzona w nadkomplecie publiczność uległa czarowi i zasłuchaniu tego porywającego wykonania, ale także Orkiestra Filharmonii Krakowskiej pod batutą Aleksandra Humali ukryła się gdzieś w tle, by po chwili w narastającym forte nieco pogubić się w jakości brzmienia. Podobnie rzecz się miała w rozpoczynającym program Poemacie symfonicznym Finlandia op. 26. W masywności dźwięków zabrakło ich gradacji, co sprawiło przytłaczające wrażenie monotonii. Zupełnie inaczej rzecz się miała w III Symfonii F-dur op. 90 Johannesa Brahmsa. Zagranej znakomicie, skrzącej się barwami, doskonale plastycznej, miejscami rzewnej i śpiewnej ze wspaniale prowadzonym tematem powracającym i nadającym charakterystyczny rys całości dzieła. Mistrzowsko melancholijna – jakby falowała wielością motywów zmierzających do wyciszenia w finale poprzedzonym grą skrzypiec osadzonych w klimacie dzieł Richarda Wagnera. Inmo Yang na bis porywająco i ogniście wykonał transkrypcję fortepianowego Preludium g-moll Rachmaninowa, dodając mimochodem efekt perkusyjny w postaci rytmu wybijanego obcasem buta. Tak więc zakończył swój krakowski występ dosłownie z przytupem. Iście brawurowo, co wspaniale!

Źródło: Prosto o Muzyce

%d bloggers like this: