Paweł Romańczuk i Małe Instrumenty na Festiwalu Eufonie

img_2167_auto_1600x800.jpg
W pracowni Pawła Romańczuka, kompozytora, twórcy zespołu Małe Instrumenty, oprócz rzeczywiście małych instrumentów są też całkiem pokaźne. Bo Małe Instrumenty to pewien szyld. – „Małe” to metafora wszystkiego, co degradowane, nieporadne, pomijane, ograbione z wartości – mówi muzyk, który 18 listopada o godz. 22:00 wystąpi w klubie Palladium na Festiwalu Eufonie . Usłyszymy jego autorskie interpretacje utworów z regionu Austro-Węgier oraz kompozycje zainspirowane śpiewem ptaków.

Wywiad oryginalnie ukazał się w Presto #30

 

Monika Jazownik: Napisałeś książkę o historii toy piano, zgromadziłeś imponujący zbiór tych instrumentów – aż 300 egzemplarzy! Niebawem w centrum Wrocławia otworzysz jedyną na świecie galerię toy piano. Pokochałeś ten mały instrument? 

 

Całym sercem! Toy piano to nie tylko fascynujące brzmienie. Interesuje mnie kultura tego instrumentu jako przedmiotu, również na poziomie designerskim, konstrukcyjnym.

 

Widzisz w toy piano jakiś potencjał wykonawczy, który zaowocowałby poważną, wirtuozowską literaturą na ten instrument?

Z pewnością tak. Literatura już nawet istnieje, jest również całkiem sporo artystów, którzy wyspecjalizowali się w toy piano. Mam tu na myśli choćby pianistkę z Singapuru, która swoją karierę rozwijała w Stanach Zjednoczonych; nazywa się Margaret Leng Tan i już w 1992 r. wydała płytę „The Art of the Toy Piano”. W Polsce nie ma jeszcze takich toy pianistów. Bardzo by mi zależało na tym, żeby kultura tego instrumentu się rozwijała.
 

Jakie światy dźwiękowe są Ci najbliższe?

 

Najbliżej mi do działań awangardowych. One mają na celu odkrywanie nowych estetyk brzmieniowych. I tutaj posłużę się przykładem… rabarbaru, który jest moim ulubionym warzywem. Rabarbar ma smak słodko-kwaśny. Z jednej strony kojarzy mi się z czymś, co rajcuje moje podniebienie, a z drugiej strony wykrzywia mi gębę.
 

Czyli w rabarbarze mam szukać analogii do Twoich preferencji estetycznych?

 

Może tak być. Bo w wymiarze muzyki interesują mnie rzeczy sprzeczne ze sobą. Szukam pięknych, wspaniałych brzmień, ale nie wśród legendarnych fortepianów i wiolonczel, tylko wśród obiektów, które nie zawsze można określić jako instrument. To pierwsza sprzeczność. Druga jest taka, że z jednej strony chcę opowiadać muzyką rzeczy bardzo poważne, a z drugiej strony czuję potrzebę puszczania oka, łamania tej powagi.
 

Dodałabym jeszcze jedną opozycję, którą naznaczona jest Twoja twórczość, mianowicie ciężar-lekkość w wymiarze jakości estetycznych. Z jednej strony są delikatne dźwięki (określasz je często jako ażurowe), z drugiej – niepokój, który budzą. Gdy słucham utworów Chopina w Twojej toypianowej interpretacji, uśmiech szybko mi znika z twarzy. Doświadczam dojmującej ciężkości bytu, kiedy mazurki brzmią jak boleśnie utykające walce.

 

Jednak nie można im odmówić delikatności. Jest w tym też metoda konia trojańskiego. Pierwsze skojarzenie może być zabawne, ale chodzi o coś więcej – ciekawy eksperyment z niejednoznacznym finałem.

Źródło: Prosto o Muzyce

%d bloggers like this: