Zatrzymaj się, popatrz, poczytaj, czyli o ilustracjach w książkach dla dzieci

16312562132109975-jpg-gallery.big-iext83012587.jpg

Święta, święta…

 

Jako że mamy okres świąteczny, nie mogło w moim subiektywnym zestawieniu zabraknąć książek nawiązujących do świąt Bożego Narodzenia. I wcale nie mam na myśli wyłącznie kultowego, choć napisanego już blisko 200 lat temu i wydanego w 1816 roku w Berlinie, „Dziadka do orzechów” E.T.A. Hoffmanna. Oczywiście, jest to opowieść ponadczasowa, której lektura potrafi cudownie uzupełnić słuchanie baletu Piotra Czajkowskiego. Wydawnictwa prześcigają się w coraz piękniejszych jej wydaniach, zdecydowanie zwraca tu uwagę propozycja Wydawnictwa Olesiejuk z uroczymi, choć nieco naiwnymi (na szczęście!) ilustracjami Agnieszki Jatkowskiej; książka „Dziadek do orzechów” (E.T. A. Hoffmann, tłum. Józef Kramsztyk, Wydawnictwo Olesiejuk / imprint Dressler Dublin 2022, seria „Ilustrowana Klasyka”) jest przyjemna w dotyku dzięki miękkiej oprawie z chropawymi, brokatowymi aplikacjami, a po otwarciu zapiera dech już samą wewnętrzną okładką z wymalowanymi łakociami (dekorowane pierniczki, laski cukrowe, cukierki itp.), bombkami, dzwonkami i ozdobami choinkowymi, natomiast dalej jest tylko lepiej! Jatkowskiej udało się wskrzesić baśniowy klimat królestwa lalek, to ilustratorka, która nawiązuje do starej, polskiej szkoły ilustracji, doskonale rozumie zarówno potrzeby dzieci, jak i nostalgię dorosłych, ich tęsknotę za dzieciństwem.

 

Tymczasem moim faworytem na te święta są… „Czerwone Saneczki” (Erin Guendelsberger, przekł. Barbara Górecka, ilustracje: Elizaveta Tretyakova, wydawnictwo Świetlik, Białystok 2022), „książka dla wszystkich dzieci, nawet tych, które musiały już dorosnąć”. Uwagę zwraca już sama okładka – z pięknie wytłoczonymi czerwonymi sankami i błyszczącym tytułem (rzecz jasna, również czerwonym), ale bynajmniej nie oceniam tej książki po okładce. Zachwycają całostronicowe rysunki oddające bajkowy nastrój Bożego Narodzenia (przynajmniej w wyobraźni małych i „dużych” dzieci) i oryginalne ujęcie tematu – osobiście nie znałam wcześniej książki, której bohaterem byłyby saneczki, którym nadano cechy ludzkie. Przypomina mi to trochę animację z mojego dzieciństwa „Dzielny mały toster” (1987), tu jednak wszystko, jak wspomniałam, zostaje osadzone w kontekście świątecznym, co czyni tę książkę prawdziwie wyjątkową – Czerwone Saneczki wyprawiają się na Północ, aby odszukać Świętego Mikołaja, gdyż mimo swych niepozornych rozmiarów marzą, żeby zostać profesjonalnymi saniami ciągniętymi przez renifery i rozwożącymi prezenty (czyż to nie kapitalny koncept?!). Po drodze jednak napotykają na szereg przeszkód, jak również zawiązują nowe znajomości – z czarnym pociągiem czy z żółtą ciężarówką z choinkami. Pociąg przekazuje sankom uniwersalną mądrość: „życie buduje się powoli, po jednym wagonie naraz”, podobny przekaz ma zresztą dla sanek i ciężarówka: „życie buduje się powoli, po jednym drzewku naraz”. Trzeba przyznać, że niebanalne to przesłanie, a bardzo ważne w czasach, gdy do wszystkiego nam się spieszy, niecierpliwe są już nie tylko dzieci czekające na prezenty w wigilię. Co więcej, tytułowe saneczki przekonają się w końcu, że marzenia się spełniają, o ile jesteśmy wytrwali i konsekwentni, ale i otwarci na to, że mogą się ziścić w całkiem nieoczekiwany sposób, grunt to zrozumieć, do czego jesteśmy w życiu „powołani”. Lecz na oryginalność „Czerwonych Saneczek” wpływają nie tylko niecodzienni bohaterowie, zawarta w książce filozofia życiowa czy cudne ilustracje – ich siłą jest przede wszystkim opowieść. Podczas czytania naprawdę jesteśmy ciekawi, co się jeszcze przydarzy Czerwonym Saneczkom, a po lekturze mamy ochotę zaśpiewać zimową piosenkę i pozjeżdżać z górki!

 

Epilog

 

Jeśli jednak z jakiegoś powodu nadchodzące święta są dla nas też czasem tęsknoty za kimś bliskim, smutnej refleksji, to ów smutek w naszych pociechach pomoże oswoić „Śnieżna siostra” Mai Lunde (przekł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019) w interesującej oprawie i z emocjonującymi ilustracjami Lisy Aisato, z 24 rozdziałami (po jednym na każdy dzień adwentu). Nie jest to być może lektura dla wszystkich, nie od razu, ale z pewnością potrzebna w domowej bibliotece na trudny czas, abyśmy wraz z dziećmi uczyli się transformować ból i pozostawać wdzięcznym za piękno, które zawsze i bez względu na wszystko pozostaje dla nas dostępne, szczególnie w święta. A ilustrowane książki dla dzieci pozwalają nam o tym pamiętać przez całe życie.

Źródło: Prosto o Muzyce

%d bloggers like this: