BWV 33 - Sam dla Ciebie, Panie Jezu Chryste / okładka wpisu
Spis treści

Spis treści wpisu

Kategorie: Muzyka

Allein zu Dir, Herr Jesu Christ

Sam dla Ciebie, Panie Jezu Chryste

BWV 33 – kantata na trzynastą niedzielę po Trójcy Świętej opracowana na alt, tenor i bas, zespół wokalny, obój I+II, fagot, smyczki i continuo.

Premiera: Lipsk, 3 września 1723 roku.

We wszystkich opracowaniach posługuję się materiałami pochodzącymi z serwisu Kantaty Jana Sebastiana Bacha Po Polsku. Zapraszam do kategorii, którą obecnie będę rozwijał do wypełnienia wszystkich 200 opracowań Kantat kościelnych Jana Sebastiana Bacha wykorzystując audycje nagrane w II programie Polskiego Radia prof. Mirosława Perza.

Do opracowania tej kantaty skorzystałem z opracowania kantat J.S. Foundation, oraz tłumaczenia Armina Teske.

200 Kantat
200 Kantat Jana Sebastiana Bacha

BWV 33 – Wstęp

BWV 33 – dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat tej jednej z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających kompozycji – kantaty chorałowej “Allein zu dir, Herr Jesu Christ” (Sam do Ciebie, Panie Jezu Chryste), którą Jan Sebastian Bach, napisał w 1723 roku. Kantata ta jest nie tylko arcydziełem sztuki muzycznej, ale także głębokim wyrazem wiary i miłości do Boga i ludzi.

BWV 33 – Sam dla Ciebie, Panie Jezu Chryste | O warstwie kompozycji

Kantata składa się z sześciu części, które łączą w sobie elementy chorału, arii, recytatywu i fugi. Każda część ma swój własny charakter i przekaz, ale razem tworzą spójną całość, która prowadzi słuchacza przez różne etapy duchowego dojrzewania.

Kantata rozpoczyna się od chorału, w którym wierny wyznaje swoją grzeszność i prosi o łaskę Bożą. Następnie w arii altowej słyszymy głos Chrystusa, który zapewnia o swojej obecności i pomocy. W kolejnej części recytatyw tenorowy przedstawia dialog między duszą a sumieniem, które nawołuje do pokuty i nawrócenia. W czwartej części aria sopranowa wyraża radość z przebaczenia i nadzieję na zbawienie. Piąta część to recytatyw basowy z akompaniamentem chorału, który podkreśla konieczność wierności i posłuszeństwa Bogu. Kantata kończy się wielogłosową fugą na chorał, która jest hymnem dziękczynnym i uwielbieniem Boga.

BWV 33 – moja refleksja

Ta kantata jest dla mnie nie tylko pięknym utworem muzycznym, ale także źródłem inspiracji i pocieszenia. W jej słowach i dźwiękach odnajduję sens życia i siłę do pokonywania trudności. Uważam, że ta kantata jest aktualna także w naszych czasach, kiedy panuje tyle nienawiści, fałszu i materializmu. Ta kantata przypomina nam o tym, co naprawdę ważne – o miłości do Boga i bliźniego, o pokorze i ufności, o wdzięczności i radości. Ta kantata jest zaproszeniem do refleksji nad sobą i swoim stosunkiem do świata. Ta kantata jest darem dla każdego, kto chce się zbliżyć do Boga i ludzi.

Zachęcam Was do posłuchania tej kantaty i do podzielenia się ze mną Waszymi wrażeniami i odczuciami. Może ona zmienić Wasze życie tak, jak zmieniła moje. Niech ta kantata będzie dla Was źródłem błogosławieństwa i pokoju.

BWV 33 – Chór i orkiestra

Chór wprowadzający, śmiały koncert a-moll, jest charakterystyczny dla typu, który Bach skomponował z niewyczerpaną inwencją w całym cyklu kantaty chorałowej 1724/25. Orkiestra odgrywa dominującą rolę w strukturze części, z blokowymi pasażami chórowymi wstawionymi w materiał instrumentalny smyczków i obojów.

W sekcji rozwojowej te zwarte linie chorałowe wzmacniają poczucie podekscytowanego przyspieszenia wydarzeń, wrażenie już widoczne w sekwencji wpisów w otwierającym ritornello. Rzeczywiście, w całym tekście tego wczesnego protestanckiego chorału niemal dosłownie słychać irytującego Thomasa Cantora grzmiącego po schodach, przygotowującego się do dalszej walki w swojej życiowej krucjacie o lepsze warunki pracy – z niewielkimi umiejętnościami negocjacyjnymi lub zwolennikami, uzbrojonym wyłącznie w motto “Jesu juva” i jego zaciekłą artystyczną dumę …

BWV 33 – Dogmatyczny bas

Natomiast recytatyw basowy wyraża otwarte wyznanie grzechu i pokorną świadomość własnej omylności. Opowiadając o braku “miłości” i “siły ducha” właściwej istotom ludzkim, staje się coraz bardziej oczywiste, że tylko Chrystus może zagwarantować nadzieję w obliczu sądu, udzielić przebaczenia i obdarzyć “radością” utrwaloną w upiększonej części arioso.

Aria altowa ma szczególnie charakterystyczny styl, charakteryzujący się pizzicato łamanymi akordami w basie, rzadką warstwą smyczków pizzicato i nieustannym westchnieniem pierwszych skrzypiec (wyciszony, zgodnie z oznaczeniem “col surdino” na partyturze autografu), aby stworzyć obraz przygnębienia, który w równym stopniu wyraża całkowitą pokorę i czystość, dziecięce zaufanie.

Tam, gdzie ludzkie siły zostały wyczerpane, jedyną nadzieją jest to, że ktoś będzie dźwigał “ciężar grzechu” (interpretowany przez Bacha w kolejnych ostrych nutach) – chociaż ten fragment ucieleśnia pocieszenie bardziej jako wspomnienie miłości niż jako żywą ulgę. Ponieważ święci w późnośredniowiecznych ołtarzach chronią klęczących dobroczyńców, Jezus musi odgrywać rolę orędownika u surowego ojca.

BWV 33 – Pokora i skrucha

Tutaj pozornie prosta muzyka ujawnia topos smutku, który materializuje się jako duchowe ćwiczenie skruchy. W szczególności słowo “przygnębiony” jest przedstawiane jako silne podciągnięcie, podczas gdy “lękliwe chwiejność” kroków jest uwięzione w niezdecydowanym ruchu okrężnym. Długość samej arii może być również interpretowana jako odniesienie do czasu trwania pokuty, która zgodnie z pierwszą tezą Lutra o odpustach powinna obejmować całe życie wiernych.

Następujący tenorowy recytatyw: “Boże mój, nie odrzucaj mnie” odnosi się do kolejnego aspektu pokuty z żarliwą skruchą. W tej błagalnej prośbie, aby wytrzymać próbę oblicza Bożego, zwięźle objawia się protestancka doktryna o usprawiedliwieniu przez wiarę: z “wiary prawdziwej i chrześcijańskiej”, która znajduje się w pocieszeniu Jezusa, muszą wyniknąć dobre uczynki miłosierdzia.

Zgodnie z preferowanym przez Bacha typem kantaty w Lipsku, oczekiwano kolejnej arii “Boże, Ty, który jesteś teraz miłością”. Ale w rzeczywistości następuje instrumentalne preludium, którego modułowa celowość i ostinato figura basowa sprawiają, że bardziej przypomina ritornello figurowego chorału zamykającego. Spółgłoskowe pasaże duetowe na tenor i bas, przypominające ozdobne linie hymnów, również wykazują charakter chorałowy. W połączeniu z urzekającą barwą miłości fRom the Oboe, wyłania się natarczywa, ale pociągająca pieśń, która waha się między pokornym poszukiwaniem wspólnoty a pragnieniem duchowego uniesienia.

Po tym śmiałym, osobistym apelu do Boga, końcowa zwrotka hymnu Konrada Huberta, doksologiczny chorał ku czci Trójcy Świętej, stanowi głębokie i równie zobiektywizowane zakończenie kantaty, która przedstawia wybrany przez człowieka sposób życia, teologię, doktrynę i wreszcie Kościół jako owoc pełnej nadziei miłości w prawdziwej wierze.

Susanne Sinclair

“Z pewnością Dziesięć Przykazań powinno wystarczyć”.

Myśli o inflacji etycznej

Już pierwszy rzut tekstu kantaty ujawnia, co odróżnia pierwszą i szóstą zwrotkę od drugiej i piątej. Pierwszą i szóstą zwrotkę można określić jako wyznanie wiary, swoisty punkt wyjścia i zakończenie zarazem. Natomiast druga i piąta zwrotka mówią o swoistej mieszance uznania winy, rozpaczy oraz opisu lęków i nadziei. W istocie jednak obie części tekstu dotyczą tego, jak człowiek może osiągnąć życie wieczne i odwiecznego pytania, czy powinno się to odbywać przez bezpośrednią wiarę w Boga Ojca, czy przez wiarę w Jezusa jako pośrednika.

Dlatego zadałem sobie pytanie, kto w naszym społeczeństwie wciąż opisuje przyznanie się do winy, rozpaczy, lęków i nadziei i jak to się właściwie dzieje. Uderzające jest to, że prawie nie mówi się już o chrześcijaństwie i wierze, nawet o grzechu i przebaczeniu. Ale czy to oznacza, że chrześcijaństwo, wiara, grzech i przebaczenie nie mają już dla nas znaczenia?

Nie. Przynajmniej nie w ekonomii i polityce. Tam od kilku lat mówi się o etyce oraz komplikacjach i problemach z nią związanych. Gdy tylko problem etyczny zostanie rozpoznany, pojawiają się nowe wytyczne, prawa i umowy, które mają przynieść rozwiązanie.

Po bliższym przyjrzeniu się, zawsze odpowiadało to ludzkiej naturze. Człowiek chce bowiem przestrzegać zasad, chce kontrolować emocjonalne skutki uboczne i chce pozyskać przeciwnika. Zasady tego są podstawą każdej gry i dlatego są już znane każdemu dziecku. Łamanie prawa odbywało się również w żartobliwy sposób od niepamiętnych czasów.

To, co zmieniło się na przestrzeni wieków, to interpretacje zasad. Ponadto musimy dziś uznać, że przeciwnicy często stają się wrogami nie do pogodzenia i że w związku z tym uczciwa gra lub działanie nie są już możliwe.

W kantacie jest napisane: “Boże mój i sędzio, jeśli chcesz mnie prosić / od prawa, / nie mogę, bo moje sumienie zaprzecza”. Obecnie przepisy i prawa sięgają od zasad Wolfsberga, przez konwencje Narodów Zjednoczonych, po ustawę Sarbanesa-Oxleya. Rzeczywiście, ludzie próbują odpowiedzieć na pytania etyczne za pomocą “zasad”, konwencji i czynów. Ale czy nie jest sprzecznością, że wymyślamy etykę biznesu, etykę polityczną, etykę biznesu, etykę środowiska i etykę domu? Kto właściwie jest odpowiedzialny za jaką etykę?

A jak wygląda odpowiedzialność? Czy mogę zaakceptować jedną etykę i zaniedbać drugą? Jak to możliwe? I ostatnie, ale nie mniej ważne: jakie są konsekwencje, jeśli będę działał nieetycznie? “SAM DLA CIEBIE, Panie Jezu Chryste?” Tytuł kantaty, a ściślej wyłączność Chrystusa, zasługuje dziś na znak zapytania.

Rzeczywiście, jaka jest potrzeba sformułowania zasad ładu korporacyjnego, jeśli istnieje 10 przykazań i wszyscy w naszej kulturze będą ich przestrzegać? Prawdopodobnie sformułowanie podstawowych wartości religijnych z czasem doprowadziło do ich nadużywania jako alibi.

Zakotwiczenie w słowie pisanym ludzkimi rękami miało niestety taką skutek, że ludzie używali i nadużywali tego słowa jako swojego prawa. Zaczęło się to od pierwszych pism biblijnych. Pocieszenie, miłosierdzie, miłość, przebaczenie nie potrzebują słowa pisanego, aby działać. Słowo to pierwotnie miało jedynie zilustrować te cnoty.

Kultura korporacyjna ożywa tylko wtedy, gdy żyje nią wszyscy i od wewnątrz. Ale wydaje się, że to nieOn problem naszych czasów. Wierzymy tylko w to, co możemy przeczytać. To, co jest napisane, wydaje się dowodem lub faktem.

A jednak, albo właśnie dlatego: to, co jest napisane i uregulowane, może być łatwiej interpretowane i przekraczane. Tak było zawsze, ale w dawnych czasach słowo pisane było rzadsze i cenniejsze. Tekst kantatowy nie jest więc tekstem pisanym, ale zapisem osobistej prośby, apelem do tego, który daje życie wieczne.

W społeczeństwie nieprzerwanego przeciążenia informacyjnego szacunek dla zasad i wytycznych został osłabiony. Stały się one zdepersonalizowane i oparte na faktach. A z uprzedmiotowieniem przychodzi pewien dystans. Zasadniczo jest dokładnie odwrotnie niż ma to zostać osiągnięte dzięki inflacji nowych zasad.

Ale etyka to nie to samo, co moralność, a moralność nie jest tym samym, co wiara. Ponieważ trochę uchylania się od płacenia podatków lub oszustw ubezpieczeniowych, oszukiwanie lub po prostu trochę jazdy na kółkach i handlu – wszystko to stało się społecznie akceptowalne, ponieważ wszyscy się z tym zgadzają. Kto potrzebuje dziś przebaczenia od Boga?


Następujące wersety kantaty uwidaczniają różnicę w stosunku do naszych czasów:

“Ubogi w siłę duszy i nagi w miłości,
a grzechy moje są ciężkie i wielce;
Ale ponieważ żałują mnie z całego serca,

“Ty, mój Boże i moje schronienie, sprawisz, że znów będę zadowolony słowem przebaczenia”.

“Jakże przerażenie zachwiały się moje kroki, ale Jezus słucha mojej prośby (…)”.

“Byłem przygnieciony ciężarem grzechów, ale słowo pocieszenia Jezusa pomaga mi ponownie, (…)”.

“Mój Bóg mnie nie odrzuca, chociaż codziennie przekraczam Twoje przykazania. (…).”

Jeśli prośba o przebaczenie dawała jeszcze nadzieję współczesnym Bachowi nadzieję, to my sami określamy, kim jest Ojciec w niebie, Syn Boży, przykazania, ale także kto i co stanowi miłość, miłosierdzie, pocieszenie, dobro i zło.

Świadomość niesprawiedliwości jest dziś czymś, co jest określane przez człowieka i może być swobodnie interpretowane, a przebaczenie często zamienia się w tolerancję nawet dla nieznośnych. Z kilkoma wyjątkami, religijność stała się indywidualną rzeczą w społeczeństwie zachodnim. To nie jest niczyja sprawa. A jeśli tak, to po prostu nadajemy zakonnikowi inne imię.

I tak w kantacie czytamy:

“Boże, którego imię jest miłość, o rozpal ducha mego, Niech Ci ponad wszystko przeniknie moja miłość”.

Ale dla nowych zasad zachowania korporacyjnego znaleźliśmy termin ład korporacyjny, a grupy czatowe są miejscami, w których młodzi ludzie marzą o miłości i miłosierdziu. Ci, którzy czynią dobro, mówią o tym przede wszystkim.

Filantropia jest zorganizowana. Czasami, to prawda, człowiek ma poczucie, że to, co jedna ręka bierze, druga chce oddać. Ale to jest całkiem w porządku. W końcu niebezpieczeństwo nie pochodzi od filantropów, którzy lubią dawać. W rzeczywistości są zaangażowani w dobrą sprawę. Niebezpieczeństwo polega na tym, że w ten sposób wielkie masy uchylają się od osobistej odpowiedzialności.

Sprawiają, że Bóg i bycie dobrym jest sprawą dla szefów. Zgodnie z mottem “stać ich na to”, zarówno szacunek, jak i czynienie dobra stawiane są na wielką skalę. Małe wołanie sąsiada o pomoc może pozostać niewysłuchane. Ale dobroczynność nie była w ten sposób. Historie i przypowieści biblijne nie brały pod uwagę statusu i bogactwa.

Osiągnięcie życia wiecznego było pierwotnie dane przez pomoc bliźniemu bezinteresownie i dyskretnie, na wzór Jezusa, ale z miłości do Ojca. Nie wierzę, że ludzie w dzisiejszym świecie zachodnim stracili wiarę i zdolność do praktykowania miłosierdzia. Ale być może nie mają już odwagi aktywnie wyznawać tego w swoim codziennym życiu.

Nie mówią już: “Wierzę w Boga i Jego Jednorodzonego Syna, ale raczej: “Wierzę w coś, to nie jest jasne, później coś jest”. Właśnie wierzę, że w społeczeństwie, które kontroluje i panuje nad wszystkim, człowiek nie stał się nieustraszony, ale być może bardziej bezbożny. W gorączkowym tempie codziennego życia jesteśmy “dowództwem” i do tego stopnia, że idea wieczności nie determinuje już naszych działań, wiele pytań stało się nieistotnych.

Niektórzy już widzą w wyzwaniach klimatycznych naszej planety tsunami wiary – rodzaj ostatecznej kary za grzechy ludzkości, za industrializację i kapitalizm. Albo odwrócenie się od Boga i dowód bezbożności. Te myśli nie są nowe. W życiu codziennym pocieszenia często szuka się w kompensacie, a nie w modlitwie. Bóg, tak jak nam się przedstawia, nie jest już ratunkiem życia.

A jednak, gdy nadchodzi katastrofa, ludzie mobilizują się natychmiast i mocno. Oczywiście nadal możemy być wzruszeni! I Bóg jest tam natychmiast ponownie, podobnie jak modlitwy popychające i być może wiele więcej.

Spójrzmy na to pozytywnie: dążenie do ładu korporacyjnego i do różnych form etyki współczesnego życia, do coraz większej liczby pisanych standardów jest, moim zdaniem, współczesnym rodzajem bezradności, prawdopodobnie także wołaniem o pomoc! Zmieniliśmy język i struktury, ale potrzeby pozostają takie same.

88 / 100

twój komentarz