2000s czyli muzyczny tag opisujący lata dwutysięczne definiuje dekadę cyfrowej rewolucji, która fundamentalnie zmieniła sposób, w jaki konsumujemy, odkrywamy i tworzymy muzykę. Wprowadzenie iPoda w 2001 roku pozwoliło przenosić tysiące utworów w kieszeni, a uruchomienie iTunes Store w 2003 umożliwiło legalny zakup singli za 99 centów – coraz mniej osób chciało kupować całe albumy. Choć Napster został zamknięty decyzją sądu, to Limewire, BitTorrent i inne serwisy P2P kontynuowały nielegalną wymianę plików. Przemysł muzyczny walczył z wiatrakami, a sprzedaż fizyczna gwałtownie spadała.
MySpace stał się platformą dla niezależnych artystów, którzy mogli budować swoją publiczność bez pomocy wytwórni. Blogi muzyczne (takie jak Pitchfork, Stereogum czy Gorilla vs. Bear) przejęły rolę wyznaczników trendów, zastępując tradycyjne media. Była to dekada przejściowa – stara infrastruktura muzyczna umierała, a nowa jeszcze nie ukształtowała się w pełni.
Na początku lat 2000. indie rock wybuchł i wszedł do mainstreamu. The Strokes z Nowego Jorku pojawili się na okładkach wszystkich ważnych magazynów – ich album „Is This It” (2001) z produkcją lo-fi i wpływami Velvet Underground stał się manifestem nowej fali garage rock revival. The White Stripes – duet Jacka i Meg White, wykorzystujący tylko gitarę i perkusję oraz charakterystyczną czerwono-białą estetykę – postawili na minimalizm jako manifest. Albumy „White Blood Cells” (2001) i „Elephant” (2003) (z legendarnym riffem w „Seven Nation Army”) stały się klasykami. Interpol, Yeah Yeah Yeahs, Bloc Party – wszyscy surfowali na fali post-punkowego odrodzenia.
W Wielkiej Brytanii odpowiedzią była eksplozja lokalnych zespołów. Arctic Monkeys byli pierwszym prawdziwym zespołem „internetowym” – zyskali ogromną popularność dzięki MySpace, zanim podpisali kontrakt płytowy. Ich singiel „I Bet You Look Good on the Dancefloor” (2005) i debiutancki album „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” (2006) pobił rekordy sprzedaży. Alex Turner wyróżniał się trafnymi obserwacjami życia codziennego w Sheffield, a cały zespół – energią i chwytliwymi melodiami. Franz Ferdinand z Glasgow podbił listy przebojów utworem „Take Me Out” (2004), a brytyjskie indie rockowe zespoły takie jak Kaiser Chiefs, Maximo Park czy Futureheads odnotowały wielki rozkwit.
Emo przeszło z podziemia do głównego nurtu, stając się fenomenem popkulturowym. „The Black Parade” (2006) My Chemical Romance to rock opera o śmierci, pełna teatralności i rozmachu. Fall Out Boy z Pete’em Wentzem i Patrickiem Stumpem łączyli przebojowe refreny z punkową energią – „Sugar, We’re Goin Down” (2005) był wielkim hitem. Panic! at the Disco eksplorowali barokowy pop-punk, a Paramore z Hayley Williams wyróżniali się jako jeden z nielicznych zespołów z kobietą na wokalu w tym nurcie. Dashboard Confessional i Taking Back Sunday stawiali na wyznaniowe teksty i emocjonalną intensywność – dla wielu nastolatków była to muzyka pokoleniowa, której rodzice nie rozumieli.
Pop-punk zdominował trasy koncertowe Warped Tour. Blink-182 (do rozpadu w 2005 roku), Green Day z „American Idiot” (2004) – punkową operą krytykującą Amerykę epoki Busha – oraz Sum 41, Good Charlotte i Simple Plan grali młodzieżowe, przebojowe, choć często przewidywalne, ale ukochane przez miliony utwory.
Hip-hop przeszedł ogromną ewolucję. Południowy rap dominował dzięki Outkastowi i ich ambitnemu albumowi „Speakerboxxx/The Love Below” (2003). Crunk z Atlanty reprezentowany przez Lil Jona („Get Low”, „Yeah!”) wprowadził basowy, imprezowy styl. Kanye West pojawił się najpierw jako producent, a potem jako raper – „The College Dropout” (2004) był świeży, pełen sampli i osobistych tekstów. Każda kolejna płyta Kanye’ego była wydarzeniem. 50 Cent, wspierany przez Dr. Dre i Eminema, zadebiutował albumem „Get Rich or Die Tryin’” (2003), a „In Da Club” było nie do ominięcia.
Pojawił się też tzw. „ringtone rap” – krótkie, chwytliwe utwory tworzone z myślą o dzwonkach do telefonów. Soulja Boy („Crank That” z 2007), D4L („Laffy Taffy”) czy Shop Boyz („Party Like a Rockstar”) osiągali sukcesy komercyjne, choć krytyka ich nie ceniła. Pokazało to, że internet zdemokratyzował muzykę – na dobre i złe.
Indie folk i amerykański revival zyskały na znaczeniu. Bright Eyes z Conorem Oberstem („I’m Wide Awake, It’s Morning” z 2005), Iron & Wine, Fleet Foxes z barokowymi harmoniami czy Bon Iver z melancholijnym „For Emma, Forever Ago” (2007) nagranym w leśnej chacie w Wisconsin – to wszystko były propozycje dla bardziej wymagających słuchaczy. Arcade Fire z Montrealu („Funeral” z 2004) stworzyli wielowątkowe, emocjonalne arcydzieło indie rocka.
Muzyka elektroniczna znacznie się zróżnicowała. Daft Punk i ich „Discovery” (2001) połączył electro, house i funk, a duet Justice („†” z 2007) prezentował francuski electro-rock. LCD Soundsystem z Jamesem Murphym wprowadził punkową etykę do tanecznych rytmów („Losing My Edge” z 2002), a wytwórnia DFA miała duży wpływ na scenę. Electroclash (Fischerspooner, Peaches) był kampowy i retro-futurystyczny.
Dubstep narodził się na południu Londynu – Burial („Untrue” z 2007), Skream i Benga zdefiniowali ten styl atmosferycznymi, niepokojącymi brzmieniami i charakterystycznym, rozedrganym basem. Mainstreamowy dubstep, który nadszedł później (np. Skrillex), był już zupełnie inny, ale fundamenty położono właśnie wtedy.
Na styku rocka i elektroniki pojawiły się nurty takie jak garage rock, post-punk revival i dance-punk. Zespoły takie jak !!! (chk chk chk), Radio 4 czy The Rapture stawiały na taneczne, funkowe brzmienia, często pod produkcją DFA – lo-fi, ale bardzo groove’owe.
W popie wybiła się Beyoncé, rozpoczynając solową karierę po odejściu z Destiny’s Child („Crazy in Love” z 2003). Christina Aguilera i Pink stawiały na mocne głosy i przekaz o empowermentcie. Nelly Furtado z Timbalandem („Promiscuous” z 2006) oraz Justin Timberlake – po rozpadzie *NSYNC – z płytami „Justified” (2002) i „FutureSex/LoveSounds” (2006) zdobyli wiarygodność jako samodzielni artyści.
W muzyce R&B pojawił się nurt Crunk&B – Usher z przebojem „Yeah!” (2004) przy współpracy z Lil Jonem był wszechobecny. Chris Brown stał się sensacją wśród nastolatków, zanim skandale zniszczyły jego reputację. Ne-Yo, Akon i T-Pain zasłynęli użyciem auto-tune’u.
Country kontynuowało ekspansję na inne gatunki. Taylor Swift debiutowała w 2006 roku jako artystka country, lecz jej droga prowadziła do światowej sławy popowej. Carrie Underwood po American Idol, Keith Urban – country miało się dobrze komercyjnie, nawet gdy inne gatunki borykały się z kryzysem.
Wielkie legendy rocka powróciły – U2 z albumem „All That You Can’t Leave Behind” (2000) przeżyli renesans. Bruce Springsteen był aktywny politycznie po 11 września. Rolling Stones nadal koncertowali, a Paul McCartney i Bob Dylan wydawali nowe albumy, nie spoczywając na laurach.
Ataki z 11 września 2001 roku wpłynęły na muzykę – Bruce Springsteen nagrał „The Rising” (2002) jako hołd dla ratowników, Neil Young wydał „Let’s Roll”. Początkowo dominowały nastroje patriotyczne, później pojawiły się protest songi przeciwko wojnie w Iraku (np. „American Idiot” Green Day czy „When the President Talks to God” Bright Eyes). Muzyka znów stała się narzędziem politycznego wyrazu.
Popularność zyskały także telewizyjne talent show – American Idol wykreował takie gwiazdy jak Kelly Clarkson czy Carrie Underwood. Choć produkowane „na zamówienie”, były jednocześnie utalentowane – przemysł muzyczny się zmieniał, a widzowie zyskali większy udział w kreowaniu kariery artystów.
Upadek albumu jako podstawowej formy konsumpcji muzyki był widoczny – powróciła kultura singli. iTunes umożliwił wybiórcze kupowanie utworów, co doprowadziło do spadku sprzedaży albumów, a artyści coraz częściej utrzymywali się z tras i sprzedaży gadżetów.
MySpace umożliwił start Arctic Monkeys, ale także Lily Allen, Kate Nash i niezliczonej liczbie innych artystów. Po raz pierwszy na taką skalę możliwy był bezpośredni kontakt z fanami. Blog house (Simian Mobile Disco, Chromeo, MSTRKRFT) promowany przez blogi, nu-rave (Klaxons, CSS) z końca dekady, barwne kolory i rave’owa nostalgia zdominowały indie-dance. Freak folk (Devendra Banhart, Joanna Newsom, CocoRosie) był eksperymentalny i nietypowy – akustyczny, ale dziwaczny. Post-rock kontynuował rozwój – Explosions in the Sky, Mono, Godspeed You! Black Emperor, islandzki Sigur Rós z eterycznym brzmieniem i wymyślonym językiem Hopelandic.
Metal się zróżnicował – metalcore (Killswitch Engage, As I Lay Dying), progresywny sludge Mastodona, doom, black i death metal rozwijały się w podziemiu. W Wielkiej Brytanii narodził się grime (Dizzee Rascal, Wiley, Skepta) – agresywny, osadzony w lokalnej kulturze MC, początkowo ignorowany przez mainstream, później zdobył popularność.
Technologia dalej rewolucjonizowała branżę – GarageBand umożliwił produkcję muzyki użytkownikom Maców, YouTube (od 2005 roku) pozwolił na publikowanie teledysków, występów na żywo i domowych coverów. Słynny teledysk OK Go na bieżniach (2006) stał się viralem i dowodem, że klip może być dziełem sztuki i performance’u.
Muzyczne blogi zdemokratyzowały krytykę – oceny Pitchforka mogły zbudować lub zniszczyć karierę indie zespołu. Hype Machine agregował blogi, Last.fm pokazywało nawyki słuchaczy, a Pandora personalizowała radio dzięki Music Genome Project. Pod koniec dekady Spotify wystartowało w Europie (2008, w USA później), dając przedsmak przyszłości streamingu. Kryzys finansowy 2008 roku wpłynął również na branżę rozrywkową.
Z filozoficznego punktu widzenia lata dwutysięczne były chaosem przejścia. Nośniki fizyczne umierały, cyfrowe je zastępowały, ale sposób ich monetyzacji wciąż był niejasny. Przemysł panikował, pozywał fanów, próbował narzucić DRM (bez powodzenia). Artyści musieli się odnaleźć w nowych realiach – niektórzy odnieśli sukces (eksperyment Radiohead z „In Rainbows” w modelu pay-what-you-want w 2007 roku), inni mieli trudności. Demokratyzacja sprawiła, że każdy mógł wydać muzykę, ale coraz trudniej było się wyróżnić. Dotychczasowi „gatekeeperzy” – wytwórnie, radio, MTV – tracili znaczenie na rzecz blogów, algorytmów i viralowych momentów. Jakość kontra dostępność – MP3 miały niższą jakość niż CD, ale wygoda zwyciężyła. Dekada udowodniła, że ludzie bardziej cenią dostęp niż własność, odkrywanie niż kuratorstwo. Indie estetyka dominowała w ocenie krytycznej, podczas gdy pop dominował komercyjnie. Lo-fi był ceniony jako odpowiedź na przeprodukowane lata dziewięćdziesiąte. Autentyczność znów była w cenie – domowe nagrania, DIY, osobiste podejście. Ironia lat dziewięćdziesiątych ustąpiła miejsca szczerości (czasem pozornej). Niepewność po 11 września, wojna w Iraku, kryzys finansowy – wszystko to budowało tło niepokoju. Muzyka odpowiadała na te realia na różne sposoby: eskapizmem (pop), protestem (indie, hip-hop), introspekcją (songwriterzy). Lata dwutysięczne położyły fundamenty pod wszystko, co przyszło później – ekonomię streamingu, promocję w mediach społecznościowych, viralową kulturę, konsumpcję przez playlisty, płynność gatunkową. Zrozumienie tej dekady jest kluczowe, bo wiele innowacji zaczęło się właśnie wtedy, choć nie były jeszcze w pełni zrealizowane. Była to dekada przejściowa – chaotyczna, nieuporządkowana, ale także ekscytująca – pomiędzy analogową przeszłością a cyfrową przyszłością.