60s czyli tag muzyczny określający lata sześćdziesiąte to najbardziej przełomowa dekada w historii muzyki popularnej – okres, w którym muzyka stała się sztuką, narzędziem politycznym oraz siłą społecznej zmiany. Od niewinności początkowych lat, przez psychodeliczną rewolucję, aż po gniew i bunt końca dekady – lata sześćdziesiąte były czasem ewolucji, która odmieniła nie tylko muzykę, lecz całą kulturę. Była to dekada The Beatles, The Rolling Stones, Boba Dylana, Arethy Franklin, Jimiego Hendrixa i Janis Joplin, a także festiwali Woodstock i Altamont.
The Beatles zmienili wszystko. Gdy przybyli do Ameryki w lutym 1964 roku, wywołali falę Beatlemanii – histerię porównywalną jedynie z popularnością Elvisa Presleya. Byli jednak czymś więcej niż kolejnymi idolkami nastolatek – z niezwykłą szybkością rozwijali się artystycznie. Od prostych popowych przebojów, takich jak „I Want to Hold Your Hand”, po wyrafinowane i eksperymentalne dzieła („A Day in the Life”) – w ciągu kilku lat przeszli drogę, na którą inni artyści potrzebowali dekad. Ogromny wpływ miał także ich producent George Martin, którego innowacje studyjne (odwracanie taśm, zmiany prędkości, sampling) poszerzyły możliwości nagrań. „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” (1967) stał się nie tylko albumem, lecz także wydarzeniem kulturowym – koncepcją, dziełem sztuki i manifestem psychodelicznej ery.
Brytyjska inwazja przyniosła do Ameryki falę zespołów z Wysp. The Rolling Stones oferowali mroczniejszą, bardziej bluesową alternatywę dla Beatlesów – byli „bad boys” wobec „good boys” z Liverpoolu. The Who zachwycali agresywnym rockiem i rozbijaniem gitar przez Pete’a Townshenda. The Kinks wyróżniali się typowo brytyjskim podejściem do pisania piosenek. Brytyjczycy zdominowali amerykańskie listy przebojów, choć ironicznie grali głównie amerykański blues i rock’n’roll – reimportując amerykańską muzykę z własnym akcentem.
Bob Dylan zrewolucjonizował muzykę folkową, a kiedy w 1965 roku przeszedł na elektryczne brzmienie, wzbudził kontrowersje wśród purystów. Jego wczesne protest songi („Blowin’ in the Wind”, „The Times They Are a-Changin’”) stały się hymnami ruchu praw obywatelskich. Później teksty Dylana nabrały poetyckości, surrealizmu i osobistego charakteru. „Like a Rolling Stone” z sześciominutowym formatem i wyjątkowym brzmieniem organów pokazał, że muzyka popularna może być inteligentna, złożona i artystyczna; udowodnił, że teksty piosenek mogą być poezją.
Motown w Detroit produkowało jeden hit za drugim: The Supremes, The Temptations, The Four Tops, Marvin Gaye, Stevie Wonder, Smokey Robinson. Berry Gordy stworzył receptę na sukces – wybitni wokaliści, utalentowani songwriterzy (m.in. Holland-Dozier-Holland, Smokey Robinson), zespół Funk Brothers jako domowa grupa akompaniująca oraz rygorystyczna kontrola jakości. Przeboje takie jak „My Girl”, „I Heard It Through the Grapevine” czy „Ain’t Too Proud to Beg” stały się klasykami. Motown miało także znaczenie polityczne – czarnoskórzy artyści zdobywali popularność w segregowanej Ameryce, a ich muzyka przekraczała bariery rasowe.
Stax Records z Memphis oferowało bardziej surowe, południowe brzmienie soul: Otis Redding, Sam & Dave, Booker T. & the M.G.’s. „Respect” Arethy Franklin (nagrywane dla Atlantic) stało się hymnem zarówno ruchu praw obywatelskich, jak i rodzącego się feminizmu. Wilson Pickett („In the Midnight Hour”), Otis Redding („Sittin’ on the Dock of the Bay”) – południowy soul był pełen emocji i autentyczności, których czasem brakowało dopracowanej produkcji Motown.
Psychodelia zmieniła oblicze muzyki w połowie dekady. Za sprawą LSD i innych psychodelicznych doświadczeń artyści szukali nowych środków wyrazu dla zmienionych stanów świadomości. Przykłady to „Tomorrow Never Knows” Beatlesów, „The Piper at the Gates of Dawn” Pink Floyd, „White Rabbit” Jefferson Airplane oraz „Light My Fire” The Doors. W tych utworach pojawiały się sitary, odwracane taśmy, sprzężenia, długie improwizacje i surrealistyczne teksty. San Francisco stało się centrum psychodelii – Haight-Ashbury, Grateful Dead, Janis Joplin, Jefferson Airplane. Summer of Love w 1967 roku był szczytem kontrkultury.
Jimi Hendrix był prawdopodobnie największym innowatorem gitarowym dekady. Jego wykorzystanie sprzężenia, efektu wah-wah i przesteru było rewolucyjne. „Purple Haze”, „Voodoo Child”, legendarny występ na Monterey Pop, gdzie podpalił gitarę, czy transcendentalna interpretacja „Star-Spangled Banner” na Woodstocku – Hendrix przesunął granice możliwości gitary elektrycznej. Zmarł tragicznie w wieku 27 lat w 1970 roku, ale jego wpływ pozostał nieśmiertelny.
Protest songi stanowiły jeden z najważniejszych nurtów dekady – muzyka była wyrazem sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie, nierówności rasowej i establishmentu. Joan Baez, Phil Ochs, Country Joe and the Fish („I-Feel-Like-I’m-Fixin’-to-Die Rag”), Edwin Starr („War”) czy „Fortunate Son” Creedence Clearwater Revival – utwory te były gorzkim komentarzem na temat nierówności społecznych i politycznych. Muzyka stała się bronią w walce o sprawiedliwość społeczną.
Folk rock narodził się jako fuzja – Bob Dylan z elektryczną gitarą, The Byrds z charakterystycznym brzmieniem i harmonicznymi wokalami („Mr. Tambourine Man”, „Turn! Turn! Turn!”), Simon & Garfunkel z poetyckimi, melancholijnymi utworami. Folk rock łączył introspekcję i liryczną wyrafinowanie folku z energią rocka.
Pod koniec dekady narodził się hard rock – Led Zeppelin zadebiutowali w 1969 roku, choć wcześniej grali jako Yardbirds. Cream z Ericem Claptonem, Jackiem Bruce’em i Gingerem Bakerem prezentowali cięższe, blues-rockowe dźwięki. Black Sabbath (debiut w 1970, ale początki w końcówce lat 60.) stworzyli podwaliny dla heavy metalu.
Woodstock w sierpniu 1969 roku był apogeum kontrkultury lat sześćdziesiątych – pół miliona ludzi, trzy dni muzyki, pokoju, miłości, błota i LSD. Hendrix, Santana, The Who, Janis Joplin, Jefferson Airplane – skład był legendarny. Cztery miesiące później, podczas koncertu Rolling Stones na Altamont, gdzie ochronę zapewniali Hells Angels, doszło do tragicznego wydarzenia – zabójstwa jednego z widzów podczas „Sympathy for the Devil”, co symbolicznie zamknęło erę pokoju i miłości oraz zapoczątkowało mroczniejsze lata siedemdziesiąte.
Technologia kształtowała brzmienie lat sześćdziesiątych. Rozwijało się nagrywanie wielościeżkowe – z dwóch ścieżek na początku dekady do ośmiu i więcej pod koniec. Pozwalało to na overdubbing, eksperymenty i złożone produkcje. Efekty studyjne, takie jak phasing, flanging, kompresja, stawały się narzędziami artystycznymi. Radio FM zapewniało lepszą jakość dźwięku i alternatywę dla stacji AM, umożliwiając transmitowanie całych albumów.
W latach sześćdziesiątych narodził się album jako format artystyczny. Wcześniej ważniejsze były single, a albumy często stanowiły ich zbiór z dodatkowymi utworami. „Sgt. Pepper’s”, „Pet Sounds” Beach Boys czy „Are You Experienced” Hendrixa były spójnymi, artystycznymi wypowiedziami, zaprojektowanymi do słuchania w całości. Okładki płyt stały się dziełami sztuki – Peter Blake stworzył okładkę do „Sgt. Pepper’s”, Andy Warhol zaprojektował „banan” dla Velvet Underground.
Kontrkultura i mainstream często się przenikały. Ed Sullivan Show, najbardziej mainstreamowy program telewizyjny, prezentował The Beatles, The Rolling Stones i The Doors. Muzyka młodzieżowa stała się zbyt potężna komercyjnie, by ją ignorować, nawet jeśli establishment nie akceptował jej przesłania. Cenzorzy próbowali interweniować – The Doors proszono, by zmienili tekst „girl we couldn’t get much higher” w „Light My Fire” (odmówili), a The Rolling Stones zostali zmuszeni do śpiewania „let’s spend some time together” zamiast „let’s spend the night together” w telewizji.
Różnice pokoleniowe były wyraźne. Rodzice, którzy dorastali w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, nie rozumieli długich włosów, kolorowych ubrań i psychodelicznej muzyki swoich dzieci. „Don’t trust anyone over thirty” stało się sloganem. Muzyka była na pierwszej linii frontu tej kulturowej wojny – to, co młodzi kochali, starsi często potępiali.
Wpływ lat sześćdziesiątych był globalny – brytyjska inwazja dotarła nie tylko do Ameryki, lecz objęła cały świat. Beatlemania była zjawiskiem międzynarodowym, a rock’n’roll stał się uniwersalnym językiem. Każdy kraj rozwijał własną scenę rockową, inspirowaną, ale dostosowaną do lokalnych kultur.
Instrumentarium również się poszerzało – sitary (George Harrison studiował z Ravi Shankarem), Mellotrony (symulujące orkiestrę), wczesne syntezatory, instrumenty etniczne. Muzyka otwierała się na wpływy z całego świata. Ravi Shankar występował na festiwalach Monterey i Woodstock – muzyka klasyczna Indii dla publiczności hippisów.
Filozoficznie lata sześćdziesiąte były czasem optymizmu i wiary, że młode pokolenie może zmienić świat. Muzyka stanowiła część tej idei – utwory o miłości, pokoju i rewolucji. Pod koniec dekady ten optymizm został podważony – wojny trwały, przywódcy byli zabijani (MLK, RFK), a Altamont ujawnił ciemną stronę kontrkultury. Jednak muzyka pozostała – dziedzictwo lat sześćdziesiątych nadal definiuje nasze wyobrażenie o tym, czym może być muzyka popularna. To była dekada, która udowodniła, że muzyka może być zarówno sztuką wysoką, jak i popularną, może kwestionować społeczeństwo, być siłą zmiany. Każda kolejna dekada pozostaje w cieniu lat sześćdziesiątych – większość list „najlepszych albumów” zdominowana jest właśnie przez tę epokę.
Czy to nostalgia, czy obiektywna wielkość – pozostaje kwestią sporną, ale wpływ lat sześćdziesiątych jest niepodważalny. Był to moment, gdy wszystko wydawało się możliwe – w życiu, społeczeństwie, muzyce. Nadzieja tej epoki, nawet jeśli niespełniona, brzmi w każdej nucie muzyki lat sześćdziesiątych.