BWV 84
Ich bin vergnügt mit meinem Glücke
Rad jestem wielce z mego szczęścia
Kantata BWV 84 – na niedzielę siedemdziesiątnicy Septuagesime opracowana na sopran, zespół wokalny, obój, fagot, smyczki i continuo.
Prapremiera: Lipsk, 9 lutego 1727
W opracowaniach posługuję się materiałami pochodzącymi z serwisu Kantaty Jana Sebastiana Bacha Po Polsku. Zapraszam do kategorii, którą obecnie będę rozwijał do wypełnienia kompletnej listy 200 opracowań Kantat kościelnych Jana Sebastiana Bacha wykorzystując audycje nagrane w II programie Polskiego Radia prof. Mirosława Perza.
Materiały źródłowe użyte w tym opracowaniu pochodzą z Bachipedia.org oraz książki Tłumaczenia Kantat Jana Sebastiana Bacha Armina i Andrzeja Teske.
Kantata BWV 84 "Ich bin vergnügt mit meinem Glücke"
Kantata BWV 84 "Ich bin vergnügt mit meinem Glücke" Jana Sebastiana Bacha, skomponowana w 1727 roku, to niezwykłe dzieło sakralne, które swoją prostotą i głębią zachwyca słuchaczy od wieków.
Utwór jest oparty na przypowieści o robotnikach w winnicy z Ewangelii Mateusza (Mt 20), a jego przesłanie jest uniwersalne: prawdziwe zadowolenie można znaleźć w poddaniu się woli Bożej. Bach, tworząc tę kantatę, posłużył się niemal franciszkańską skromnością, co nadaje jej wyjątkowy charakter.
Dogłębna analiza dzieła ujawnia, że aria wprowadzająca ucieleśnia wizję wyrozumiałości i warunków wstępnych prawdziwej wolności. Melodie sopranu, oboju i skrzypiec obbligato tworzą harmonię, która oddaje bogactwo życia wewnętrznego.
Recytatyw i arie prowadzą słuchacza przez luterańską zasadę usprawiedliwienia przez wiarę, aż po triumfalne zakończenie w chórze. Każdy element kantaty jest starannie dobrany, aby podkreślić teologiczne przesłanie o obowiązkach ziemskich i niezasłużonym, ale oczekiwanym dobrym końcu.
Przygotuj się na muzyczną podróż pełną emocji, która otworzy twoje serce na drobne dary codzienności i duchowe zadowolenie. Nie przegap okazji, aby posłuchać kantaty BWV 84 w wykonaniu mistrzów muzyki klasycznej!
Kantata BWV 84 - Rad jestem wielce z mego szczęścia - Dogłębna analiza
Aria wprowadzająca, której głównym motywem są opadające nuty przerywane, ucieleśnia wizję wyrozumiałości, która – poprzez niewymuszone, płynne linie sopranu, oboju i pierwszych skrzypiec obbligato – jest również przedstawiona jako warunek wstępny prawdziwej wolności.
Pozorna prostota i wszechogarniająca lekkość ruchu zdają się tu wyrażać bogactwo życia wewnętrznego, które znajduje trwałe zadowolenie w docenianiu najmniejszych darów. Można sobie wyobrazić, że ten cnotliwy obraz łaskawej prostoty i dostojnej nędzy mógł być uosobiony przez kobiecą postać w życiu Bacha.
Poniższy recytatyw wywodzi tę postawę życiową z luterańskiej zasady usprawiedliwienia przez wiarę, a także z podstawowych warunków ludzkiej egzystencji – pożywienia, ubrania, a także szacunku dla Boga i bliźniego.
Rzeczywiście, osoba, której to wszystko zostało dane, nie jest w stanie zasłużyć na żadne prawo do zbawienia, ale musi cierpliwie spożywać "najskromniejszy chleb", jak to opisano w następującej arii.
Uroczy kwartet złożony z oboju, skrzypiec, głosu i continuo, ponownie w formie lekkiego ruchu tanecznego w metrum 3/8, przywołuje zaraźliwą radość płynącą z miłości bliźniego – niezwykle efektowne kazanie muzyczne.
Zdobywając akompaniament zarówno na organy, jak i smyczki, Bach nadaje szczególną wagę drugiemu recytatywowi, w którym przypowieść o winnicy zostaje rozciągnięta na bieg ziemskiego życia. Sposób, w jaki Bach wyrywa tu wyzwalające słowo "niebo" na monecie życia, ma poruszającą intensywność, która wykracza poza wszelką ziemską oszczędność.
Chorał zamykający swoją oprawą w swojej prostej oprawie uwydatnia główne przesłanie o doczesnych ziemskich obowiązkach powierzonych nam przez Boga, a także nadzieję na niezasłużony, ale cierpliwie wyczekiwany «dobry koniec».
W tym przypadku decyzja Bacha, by umieścić wers pieśni śmierci "Wer weiss, wie nahe mir mein Ende" do hymnu wyrozumiałości "Wer nur den lieben Gott lässt walten" skutecznie łączy te dwa poziomy przypowieści.
"3 ripieni" (dodatkowi śpiewacy) wezwani w oryginalnej partyturze do wsparcia sola sopranowego w tej ostatniej części, zostały rzeczywiście wykorzystane w najbardziej satysfakcjonujący sposób
Chcesz więcej?
- 1Dodatkowy wykład na temat kantaty
- 2Broszura kantaty z tłumaczeniem
- 3Materiał wideo eXtra
Wybierz plan darmowy lub premium jeśłi uznasz że warto mnie wesprzeć.
Powered By EmbedPress
BWV 84
WYKŁAD REFLEKSYJNY
DO KANTATY Ich bin vergnügt mit meinem Glücke
Tajemnica małych prezentów
Eleonora Frey
Część I
«Ich bin vergnügt mit meinem Glücke» — w echu muzyki kantaty BWV 84 przypominam sobie «szczęście», o którym śpiewa się w radości z Bożego daru, a nie jako radość, o której zdaje się mówić w pierwszych słowach naszej kantaty.
Przyjemność milczy, szczęście nie jest czymś wielkim. Stonowana, radosna pieśń daje miejsce temu, co łatwo można było zignorować w porywających hymnach uwielbienia: «drobnym darom», które mają wynagrodzić skromnemu aspirantowi «obfitość», która mu umyka.
To, że w żadnym wypadku nie należy ich lekceważyć, stało się dla mnie może jaśniejsze niż kiedykolwiek, gdy przedostatniego lata podziwiałem kwiaty na Spitsbergenie, które wycisnęły swe zdumiewające kwiaty z możliwie skromnych warunków, jakie tam panują. Nie żeby bardzo różniły się od tych tutaj.
Były goździki i jaskry, wełnista trawa i skalnica oraz inne rzeczy, które są nam znane z gór. Ale nawet jeśli nie różniły się one zbytnio od naszych rodzimych roślin, to jednak różniły się ostrością drobności, intensywnością barw, ekspozycją w miejscu, gdzie nie rosły żadne drzewa i gdzie wiosna, lato i jesień mogły się połączyć w jedną porę roku: tę, w której było jasno. w którym obfitość światła kontrastowała z brakiem długich, mrocznych czasów. Jak pachniały i czy w ogóle śmierdziały, nie wiem.
Ponieważ nie wolno było zrywać kwiatów ze względu na ich drogocenność, musiałbym się położyć, aby zbliżyć do nich nos – co nie było wskazane ze względu na charakter gleby.
Rośliny, po których beztrosko stąpa się pod innymi szerokościami geograficznymi, zostały tu starannie omijane: flora, która rosła wyłącznie w małych i bardzo małych darach, stała się tu cudem, za którym nie mieścił się przepych orchidei, róż i lilii rosnących dziko gdzie indziej.
Jeśli czyta się początek kantaty w odniesieniu do jej współczesnego użycia języka, to zarówno „przyjemność”, jak i ”szczęście” jawią się w nieznanym nam świetle. Zarówno jedno, jak i drugie słowo są tu użyte w znaczeniu, które jest nam znane tylko ze starszych tekstów.
Nie tak jednoznacznie dobre, ale oscylujące między dobrem a złym szczęściem: ”szczęście”. Nie w sensie radosnej radości, ale jako zwykłe zadowolenie: «Ludzie nigdy nie są zadowoleni ze swojego statusu» – ubolewa Friedrich von Logau w jednym ze swoich aforyzmów.
A w wierszu ”Gebet” (Modlitwa) Mörike mówi: ”Herr, schicke was du willt / ein Liebes oder Leides / ich bin vergnügt, dass beide / aus deinen Händen quillt – ein Liebes oder Leides” (Panie, ześlij, co chcesz / miłość lub smutek / Cieszę się, że jedno i drugie / wypływa z Twoich rąk – miłość lub smutek), jak chce Schillerowskie ”wątpiące szczęście”.
Kiedy właśnie zacząłem zastanawiać się nad tekstem tej kantaty Bacha, ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że trzecia pieśń ”Raju” Dantego mówi o stosunkowo oszczędnej przyjemności ze szczęścia danego mi przez Boga.
Kiedy Dante Piccardę, który został przeniesiony do nieba księżycowego, czy nie wolałaby wstąpić do nieba wyższego, odpowiada mu: ”równie wesoło (…) jakby jaśniała w najwyższej miłości”:
„Bracie mój, wola nasza jest zaspokojona
Mocą miłości, ona tylko sprawia, że pragniemy
Tego, co mamy; inne opary znikają.
Gdybyśmy tęsknili za innym miejscem,
Wtedy nasze pragnienia nie byłyby w harmonii
z wolą, która nas tu posyła”.
W raju nie ma różnicy między pragnieniem a posiadaniem, dowiaduje się czytelnik później. Albo, można by powiedzieć, że tam, gdzie nie ma różnicy między chceniem a posiadaniem, tam jest raj.
A jeśli nie raj, to przynajmniej pozbawiony pragnień spokój wewnętrzny, w którym otwierają się oczy na «małe dary», którymi Bóg obdarza tych, którzy z radością przyjmują to, co On im zsyła. Należy dodać, że ten spokój sam w sobie wcale nie jest ”małym prezentem” i powinien być bardzo ceniony.
Poza kontekstem religijnym, w którym to rajskie zadowolenie z fortuny, która zawsze się obraca, otwiera się jako możliwość, w nierównym, by nie powiedzieć niesprawiedliwym podziale dóbr ziemskich, jakim jest szczęście, zawsze będzie musiało w grę wchodzić pragnienie więcej, i to nie bez powodu.
Kto nie może ufać, że Bóg, jak mówi tekst kantaty, «karmi go na próżno», nie będzie mógł tak łatwo jeść jego «chleba» z radością, a zapewne niekoniecznie będzie też potrafił z serca «przyznać bliźniemu to, co mu się należy». w harmonii z wolą Bożą mogą być tylko ci, którzy czują się zaopiekowani w nadziei na Jego łaskę.
„Drobny upominek”? W tej pieśni dar jest ”mały” w przeciwieństwie do ”obfitości”, którą posiada, aby zastąpić tych, którzy są „zadowoleni” z niewiele. ”Drobne prezenty” mogą być również tymi chwilami szczęścia, w których człowiek – choć raz uwolniony od ograniczeń przyzwyczajenia – widzi innymi oczami niż zwykle.
Tam, gdzie promień słońca wpada do strumienia płynącego szybko w dół zbocza, ja – uważny na ten nagły blask – nie widzę już płynącej wody, ale – jak błyskawica – załamującego się w niej światła.
Albo, w świetle nagle pojawiającego się przeczucia, twarz człowieka nagle nie jawi mi się już jako twarz osoby zmęczonej, obciążonej, ale «taką, jaką chciał Bóg», jak kiedyś usłyszałem, jak ktoś powiedział ku mojej radości: osobie, od której nagle zniknęła przypadłość, która w przeciwnym razie charakteryzuje jej wyraz twarzy i determinuje jej zachowanie.
Nie można chcieć takich wydarzeń, tylko je przyjąć – jako mały dar, jako małą wieczność pośród naszej codzienności, która niestety tak często pędzi od jednej rzeczy do drugiej. A w pamięci takich chwil może nam się przyjść, że w nich nie tylko wyszło się z – w ścisłym tego słowa znaczeniu – bezwzględnym biegu czasu, ale także z oczywistości, która przedstawia nam ten bieg wydarzeń jako jedyny możliwy.
Część II
Chciałbym teraz spróbować przypomnieć tekst pierwszej arii w jej oprawie:
„Cieszę się moim szczęściem,
którym mnie obdarzył dobry Bóg.
Gdybym nie miał obfitości
, dziękuję Mu za drobne dary
, ani nie jestem ich godny”.
To, co w słowie mówionym brzmi jak cicha modlitwa, w otoczeniu rozkwita w muzyce mowy, w której słowa są skuteczne nie tylko w swoim znaczeniu, ale także jako nośniki dźwięku.
W tym podwójnym celu melodia nie tylko stale zbliża się do celu, rozważając jedno słowo po drugim, ale także pozostaje sama ze sobą w pewnym sensie, gdy ta sama samogłoska jest intonowana jedna po drugiej w trakcie melodii i w ten sposób wysuwa się na pierwszy plan dla niej samej, jako dźwięk.
Czy to ”e”, ”i” czy ”ü”, które otwiera się jasno w górę w „przyjemności”, jak również w ”szczęściu” i ”obfitości”: w każdym z mniej lub bardziej jasnych dźwięków, które bez słów niosą melodię dalej, można doświadczyć w swego rodzaju akustycznym oświeceniu jednego z „małych darów”, za które śpiewaczka dziękuje swojemu Bogu ze świadomością własnej niewystarczalności.
Jest to jednak ciąg «drobnych darów», który w swobodnym rozwijaniu dźwięków i w przezroczystości towarzyszących im akordów rozszerza się w «pełnię», która jest, jeśli nie «bogata», to przynajmniej wysoce zróżnicowana sama w sobie, i która w swoim potężnie delikatnym blasku zdaje się otwierać nieograniczoną przestrzeń.
Pierwsza aria wyraża w słowach coś, co wyrasta w pieśni ponad to, co zostało powiedziane. Tak jakby ”przyjemność”, ”szczęście” chciały jednak zbliżyć się do naszego współczesnego użycia języka.
Muzyka jednak, jak powiedziałem, nie wznosi się do «bogatej pełni» radości, która nas ogarnia, na przykład w ”Magnificat„ Bacha, ale raczej cofa się wciąż na nowo w swoim wzroście, aby następnie poruszać się w miarowym tempie do następnej i jeszcze raz do następnej nuty.
W serii ”momentów” promieniujących z siebie, nuty łączą się w melodię, która, świadoma każdego pojedynczego kroku, w zamyśleniu szuka swojej drogi; Jakby – wciąż na nowo pytany – kierunek mógł powstawać tylko jeden po drugim z refleksji nad nutą, która właśnie zanikła.
Jeśli ruchem tym kieruje wola, to zdaje się, że nie czerpie on swej siły z zamierzonej z góry intencji, lecz z chwili na chwilę z napięcia, w jakim nuty jednocześnie pozostają ze sobą i niepostrzeżenie przekształcając się, przechodzą w następną i jeszcze następną.
W takiej uważności nie zatrzymujemy się, jak to się mówi (zwykle bez żadnego ukrytego motywu), drogi powrotnej jak coś, co zatroszczyło się o siebie jako środek do celu, ale badamy ją, badamy w każdym szczególe, tak jakbyśmy byli w drodze dla niej samej.
Nie w trybie «jak gdyby», ale w rzeczywistości: niesiony ufnością, która sprawia, że z chwili na chwilę doświadczamy tego, co znane, tego, co nieznane, tego, co skończone, tego, co nieskończone.
Takiej uwadze można również nadać inną nazwę. W przemówieniu Paula Celana z okazji Nagrody Büchnera ”Południk” pada zdanie: ”Uwaga” – tu, za esejem Kafki Waltera Benjamina, należy zacytować słowa Malebranche’a – ”uwaga jest naturalną modlitwą duszy”.
Kolejne odniesienia prowadzą do źródła, z którego Celan zaczerpnął pojęcie ”naturalnej modlitwy duszy”, a tym samym daru Bożego, którego nie można nazwać bez lękliwości. Nicolas Malebranche, którego główne dzieło nosi tytuł ”De la Recherche de la Vérité”, mógłby być prawdopodobnie Gwarancja, najpierw dla Benjamina, a potem także dla Celana, uczciwości tych tak często nadużywanych słów ”dusza” i ”modlitwa”.
Celan znalazł w nich sposób na opisanie ”dróg poezji” w taki sposób, że dostrzegalne staje się także ich otwarcie na ”całkowicie Innego”: Do Tego, do którego skierowana jest modlitwa i kto, Swoją twórczością daje poecie okazję do powstania dzieła, które – w skupieniu – stara się opowiedzieć to stworzenie na nowo.
Słowo po słowie. Kwiat po kwiatku. ”Orchis i orchis jeden po drugim”, jak mówi wiersz ”Todtnauberg”: w skupieniu w taki sposób, że pojedyncza roślina wyróżnia się z ”bogatej obfitości” roślinności i staje się rozpoznawalna jako cud, którym jest w swojej misternie wyrzeźbionej bezbronności.
Uwaga” jako «naturalna modlitwa duszy», «uwaga» jako modlitwa, która odkrywa «małe dary» i sprawia, że rozkwitają: w muzyce naszej kantaty Bacha, która starannie opisuje swoją drogę, daje siebie jako dar, jeśli tylko całkowicie zaangażuje się w sekwencję dźwięków.
Jeśli staram się podążać za muzyką z bystrym uchem i skupieniem, pamiętając na każdym kroku o tym, co właśnie było i antycypując to, co ma się wydarzyć, nie jestem pozbawiony ruchu, w którym pieśń się naprzód, nawet jeśli z chwili na chwilę pozostaje w zawieszeniu.
Słuchając, wszyscy zaczynamy od początku i zmierzamy ku końcowi. Jest to nieodzowne, tak jak w życiu idziemy od narodzin do śmierci. W uważnym wsłuchiwaniu się w nią jednak możliwość nowego początku objawia się również w każdym z momentów, które się w nim dokonują, jako swoisty cud.
W nim piosenka nie tylko się do przodu, ale także wciąż na nowo znajduje się w miejscu, z którego melodia zawsze na nowo nabiera rozpędu. W ten sposób z biegiem czasu nakładają się na siebie dwa ruchy, z których jeden podąża za biegiem rzeczy, podczas gdy drugi wydaje się zawsze na nowo powracać do swego początku.
Mimochodem docieram też do sedna tego, co dostrzegam w uwadze z kroku na krok. ”Orchis i orchis” lub cenne kwiaty na Spitsbergenie: jakby na nowo stworzone, rośliny rosną ku mnie z gleby, która je uwalnia i odżywia. Kwiat po kwiatku. Albo, z powietrza, słowo po słowie. Dźwięk za dźwięk.
Dziękuję Ci za to serdecznie!
Mam nadzieję, że treści które czytasz przynoszą Ci tyle korzyści co mi przyjemność ich tworzenia.
sekcja o instrumentach rzadkich
sekcja o instrumentach symfonicznych
Zapraszam też do treści moich wpisów blogowych
Witamina D3 plus GORZKA CZEKOLADA
Czajkowski Koncert na skrzypce i orkiestrę
Chopin La Ci Darem La Mano
Bach Kantaty i Ja
Vesperae solennes de confessore KV 339 Mozarta
Dido i Eneasz
Wojna Światów Barok vs Klasyka