90s czyli tag określający lata dziewięćdziesiąte rozpoczęte eksplozją, która zmieniła wszystko. 24 września 1991 roku Nirvana wydała album „Nevermind”, który do końca roku zdetronizował „Dangerous” Michaela Jacksona ze szczytu listy Billboard. Kurt Cobain, w znoszonym swetrze i trampkach Converse, stał się niechętną ikoną pokolenia, które odrzucało nadmiar i materializm lat osiemdziesiątych. „Smells Like Teen Spirit” stało się hymnem Pokolenia X – cynicznych, rozczarowanych, ale wściekle żywych młodych ludzi. Grunge wybuchł w Seattle niczym wulkan, grzebiąc hair metal pod lawą flanelowych koszul i przesterowanych gitar.
Grunge był ruchem, choć jego twórcy nie znosili tej etykiety. Nirvana, Pearl Jam, Soundgarden i Alice in Chains – wszystkie te zespoły pochodziły z Seattle lub okolic i łączyły ciężkie brzmienie z melodyjnością oraz emocjonalną szczerością. „Ten” Pearl Jam (1991) był bardziej rockowy od punkowego stylu Nirvany, ale potężny głos Eddiego Veddera i umiejętności muzyków trafiały do szerokiej publiczności.
Utwory takie jak „Alive”, „Jeremy” czy „Even Flow” stały się hymnami dla outsiderów i zagubionej młodzieży. Soundgarden z czterooktawowym wokalem Chrisa Cornella oraz ciężkimi gitarami Kima Thayila („Badmotorfinger” 1991, „Superunknown” 1994) pokazywał, że ciężki rock może być artystyczny. Alice in Chains urzekało mrocznymi harmoniami wokalnymi i przejmującą rozpaczą Layne’a Staleya („Dirt” 1992).
Muzyka alternatywna, która w latach osiemdziesiątych była niszowa, nagle stała się mainstreamem. R.E.M. osiągnęli szczyt popularności – „Out of Time” (1991) i „Automatic for the People” (1992) zdobyły uznanie krytyków i słuchaczy. Smashing Pumpkins zachwycali rozmacham – „Siamese Dream” (1993), „Mellon Collie and the Infinite Sadness” (1995) – a perfekcjonizm i niepokój Billy’ego Corgana tworzyły rozbudowane, epickie kompozycje. Radiohead z Wielkiej Brytanii wydali najpierw gitarowy „The Bends” (1995), a później przełomowy „OK Computer” (1997), który stał się artystycznym manifestem o alienacji i technologii. Paranoiczne teksty Thoma Yorke’a i eksperymentalne podejście zespołu zainspirowały kolejne pokolenia muzyków.
Britpop był brytyjską odpowiedzią na grunge – bardziej optymistyczny, zakorzeniony w tradycji brytyjskiego rocka. Rywalizacja Oasis z Blur zdominowała połowę dekady. Oasis, z braćmi Gallagher na czele, prezentowali pewność siebie i inspiracje Beatlesami. Ich album „(What’s the Story) Morning Glory?” (1995) z przebojami „Wonderwall” i „Don’t Look Back in Anger” stał się gigantycznym sukcesem. Blur reprezentował artystyczne, bardziej eksperymentalne podejście („Parklife” 1994) i przewrotny komentarz społeczny. Suede, Pulp z Jarvisem Cockerem, Elastica – wszyscy należeli do tej sceny. Ruch Cool Britannia podkreślał dumę narodową i nową tożsamość społeczną, będąc reakcją na politykę Thatcher.
Hip-hop zdobył dominację. „The Chronic” Dr. Dre (1992) wprowadził świat w brzmienie G-funk – luźne, funkujące, pełne sampli z Parliament, z płynnym flow Snoop Dogga. Styl Zachodniego Wybrzeża był słoneczny, lecz teksty opowiadały o gangsterskim życiu, narkotykach i przemocy. „Nuthin’ but a ‘G’ Thang” było wszędzie, a „Doggystyle” Snoopa (1993) utrwaliło supremację Zachodu. Death Row Records z Suge Knightem stało się potęgą i zarzewiem konfliktów.
W odpowiedzi Wschodnie Wybrzeże wydało „Illmatic” Nasa (1994) – album natychmiast uznany za klasyk, będący poetyckim reportażem z ulic na podkładach DJ Premiera, Pete Rocka i Q-Tipa. Wu-Tang Clan, „Enter the Wu-Tang (36 Chambers)” (1993), postawił na surowość, inspiracje kinem kung-fu i charyzmatycznych MC’s (RZA, GZA, Method Man, Raekwon, Ghostface Killah, Inspectah Deck, U-God, Masta Killa, Ol’ Dirty Bastard) na lo-fi produkcji. Zespół zapoczątkował solowe kariery i biznesowe imperium.
Rywalizacja East Coast – West Coast stała się tragiczna. Tupac Shakur i Notorious B.I.G., największe gwiazdy obu wybrzeży, stali się symbolami konfliktu. Osobiste i biznesowe spory eskalowały i obaj zostali zamordowani – Tupac w Las Vegas we wrześniu 1996, Biggie w Los Angeles w marcu 1997. Hip-hop stracił dwóch gigantów, obaj mieli po 25 lat. Tragedia zmusiła branżę do refleksji nad przemocą.
Kobiety również odcisnęły piętno na hip-hopie. Queen Latifah z przesłaniem empowermentu, Salt-N-Pepa z seks-pozytywnymi hitami, Missy Elliott z futurystyczną produkcją i wizualami, Lil’ Kim i Foxy Brown z bezpośrednią seksualnością, Lauryn Hill z Fugees, a później solo, pokazała głębię liryczną i wokalny talent. Jej „The Miseducation of Lauryn Hill” (1998) był kulturowym momentem łączącym neo-soul, hip-hop i reggae.
R&B również ewoluowało. Nowy swing na początku dekady (Bobby Brown, Janet Jackson „Rhythm Nation”) ustąpił miejsca łagodniejszym brzmieniom. Boyz II Men zachwycali harmoniami („End of the Road” 1992), TLC promowały siłę dziewczyn i chwytliwe refreny, D’Angelo i neo-soul wnieśli żywe instrumenty i klimat lat 70., Aaliyah z innowacyjną produkcją Timbalanda stworzyła futurystyczne R&B („One in a Million” 1996).
Pop zyskał różnorodność. Pod koniec dekady wybuchła moda na teen pop – Backstreet Boys, *NSYNC, Britney Spears, Christina Aguilera. Hity produkowane przez Maxa Martina opierały się na chwytliwych refrenach, tanecznych bitach i grzecznym, przynajmniej na początku, wizerunku. Rodzice nie znosili, dzieci kochały, sprzedano miliony płyt. Spice Girls z Wielkiej Brytanii głosiły przesłanie girl power, każda miała własną osobowość, a całość napędzał merchandising. Pop był wszechobecny, nie do uniknięcia.
Muzyka elektroniczna weszła do głównego nurtu. Kultura rave wyrosła z podziemia lat osiemdziesiątych na festiwalowy fenomen. The Prodigy, „The Fat of the Land” (1997), wprowadził hardcore techno na listy przebojów („Firestarter”, „Breathe” – agresywna, punkowa elektronika). Chemical Brothers, Fatboy Slim reprezentowali nurt big beat – sample-heavy, przystępna elektronika. Daft Punk z „Homework” (1997) – francuski house, robotyczny i funkowy. Elektronika rozczłonkowała się – trance, drum and bass, trip-hop, ambient, techno – powstało mnóstwo mikro-gatunków.
Trip-hop narodził się w Bristolu. Massive Attack, Portishead, Tricky – ciemne, powolne, filmowe brzmienia. Portishead „Dummy” (1994) brzmiał jak ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu noir. Wokal Beth Gibbons, zarysowane sample, żywe instrumenty – melancholijne i tajemnicze. Massive Attack „Blue Lines” (1991) i „Mezzanine” (1998) wyznaczały ramy dekady, przechodząc od hip-hopowych inspiracji do gęstej, przytłaczającej atmosfery.
Rock industrialny trafił do głównego nurtu. Nine Inch Nails „The Downward Spiral” (1994) był brutalną, innowacyjną, katartyczną podróżą Trenta Reznora. Trasy koncertowe były spektakularne. Marilyn Manson wywoływał moralną panikę jako szokujący artysta lat dziewięćdziesiątych, niesłusznie obwiniany o Columbine. Ministry, Filter, a także brzmienie industrialne wpłynęły na nu-metal pod koniec dekady.
Nu-metal pojawił się pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Korn, Limp Bizkit, Deftones łączyli metal, hip-hop i emocjonalny niepokój. Korn z rozstrojonymi gitarami i udręczonym wokalem Jonathana Davisa („Freak on a Leash”), Limp Bizkit z imprezowym rap-rockiem. Krytycy nie znosili, młodzież uwielbiała. Ozzfest rozprzestrzeniał ten styl.
Indie rock się rozczłonkował. Pavement stawiał na niedbałą estetykę, Modest Mouse czerpał z literackiej Amerykany, Belle & Sebastian prezentowali wyrafinowany twee pop, Built to Spill tworzyli gitarowe epopeje. Lo-fi było w cenie – celowo szorstka jakość nagrań, DIY. Indie było alternatywą wobec mainstreamowego sukcesu alternatywy.
Wyłonił się post-rock – Tortoise, Mogwai, Godspeed You! Black Emperor – instrumentalne, dynamiczne, filmowe kompozycje, rozbudowane struktury, często polityczne lub konceptualne.
Eksperymentatorzy elektroniki – Aphex Twin z piękną i niepokojącą ambientową muzyką, Autechre z abstrakcyjnymi bitami, Boards of Canada z nostalgicznym ciepłem. IDM (Intelligent Dance Music) – określenie, które się przyjęło, choć nie do końca trafne – to elektroniczna muzyka dla wymagających.
Country poszło w stronę popu. Garth Brooks zapełniał stadiony, Shania Twain osiągnęła sukces na skalę światową („You’re Still the One”, „Man! I Feel Like a Woman!” produkowane przez Mutt Lange’a z rockowym rozmachem). Tradycyjni fani country ubolewali nad komercjalizacją gatunku.
Pod koniec dekady nastąpiła latynoska eksplozja – Ricky Martin „Livin’ la Vida Loca” (1999), Jennifer Lopez, Marc Anthony, Enrique Iglesias. Muzyka latynoska weszła do głównego nurtu na niespotykaną wcześniej skalę.
Technologia przekształciła przemysł. Nagrywanie cyfrowe zdominowało studia. Pro Tools stał się standardem. Domowe studio mogło zapewnić coraz lepszą jakość – cyfrowe wieloślady Tascama były dostępne. Internet pojawił się pod koniec dekady – Napster (1999) pokazał, że muzyką można się dzielić cyfrowo. Branża nie dostrzegła jeszcze zagrożenia. Format MP3 umożliwił kompresję dźwięku i pobieranie utworów. Położono fundamenty pod streaming, choć łącza były jeszcze powolne.
Teledyski na MTV dojrzały – reżyserzy stali się autorami (Spike Jonze, Michel Gondry, Chris Cunningham), budżety rosły, pomysły były coraz bardziej rozbudowane. MTV jednak emitowała coraz mniej muzyki – programy typu „The Real World” i inne reality shows zaczęły dominować. TRL (Total Request Live) panowało po południu – listy przebojów, publiczność na żywo, idole nastolatków. Carson Daly prowadził, Britney i *NSYNC byli stałymi gośćmi.
Festiwale stały się instytucją. Lollapalooza powstała w 1991 roku jako objazdowy festiwal kuratorowany przez Perry’ego Farrella (Jane’s Addiction), z alternatywnymi i różnorodnymi składami. Wprowadził podziemie do mainstreamu Ameryki. Ozzfest promował metal. Warped Tour – punk. Lilith Fair (1997-99) prezentował kobiece artystki (założyła Sarah McLachlan). Reaktywacje Woodstocku w 1994 i 1999 – ten ostatni zakończył się przemocą, pożarami i napaściami.
Największą ofiarą grunge’u była samobójcza śmierć Kurta Cobaina w kwietniu 1994 roku. W pożegnalnej notatce zacytował Neila Younga: „lepiej spłonąć niż zgasnąć”. Pokolenie X straciło głos i ikonę. Heroina zabrała Layne’a Staleya (2002, ale Alice in Chains de facto zakończyło działalność w latach dziewięćdziesiątych). Shannon Hoon (Blind Melon), Andrew Wood (Mother Love Bone, pre-Pearl Jam) – scena Seattle była naznaczona śmiercią.
Dekada kończyła się niepewnie. Pop dominował w radiu, alternatywa się fragmentowała, hip-hop rósł w siłę, elektronika pozostawała niszowa, ale wpływowa. Napster zagrażał modelowi branży. Nu-metal i teen pop polaryzowały słuchaczy. Nadchodził internet – jak wpłynie na muzykę? Nie wiadomo. Strach przed Y2K – czy komputery się zawieszą? (Nie).
Z perspektywy filozoficznej: lata dziewięćdziesiąte były ostatnią dekadą przed tym, jak internet naprawdę wszystko zmienił. Kultura muzyczna była jeszcze w miarę scentralizowana – MTV, radio, magazyny kształtowały gusta. Podziemie istniało, ale trudniej było je odkryć. Lata dziewięćdziesiąte odrzucały sztuczność lat osiemdziesiątych na rzecz „autentyczności” grunge’u (która sama stała się pozą). Cynizm Pokolenia X, nieufność wobec korporacji, ironia jako domyślny tryb. Muzyka była areną walk – komercja kontra underground, autentyczność kontra produkcja, analog kontra cyfrowe (początki tego sporu). Każda współczesna debata o ekonomii muzyki, autentyczności, dostępie ma korzenie w przemianach tej dekady. Lata dziewięćdziesiąte pokazały, że alternatywa może stać się mainstreamem (Nirvana, hip-hop), ale wciąż pozostawać niszowa (indie, eksperymentalna elektronika). Napięcia i sprzeczności definiowały epokę. To była ostatnia dekada, gdy wspólne kulturowe momenty były możliwe – po latach dziewięćdziesiątych era monokultury się skończyła. Internet, streaming, nieograniczony wybór oznaczały mniej wspólnych doświadczeń. Lata dziewięćdziesiąte były mostem – jedną nogą w analogowej przeszłości, drugą w cyfrowej przyszłości. Zrozumienie tej dekady jest kluczowe, by pojąć, gdzie jesteśmy dziś.