Lata 80. to w historii muzyki moment technologicznego i wizerunkowego Wielkiego Wybuchu.
Dzięki narodzinom MTV, artysta przestał być tylko głosem – stał się ikoną wizualną.
Ta playlista to dźwiękowy zapis dekady, która nie uznawała półśrodków:
wszystko musiało być głośniejsze, bardziej błyszczące i perfekcyjnie wyprodukowane.
Otwieramy królami i królowymi popu. Michael Jackson z Thrillerem i Prince z Purple Rain nie tylko tworzyli hity – budowali całe imperia rozrywki. Tuż obok nich Madonna i Whitney Houston redefiniowały kobiecy wokal, łącząc siłę z taneczną lekkością.
Ale #80s to także fascynujący kontrast. Z jednej strony chłód i melancholia New Wave – Depeche Mode, New Order czy The Cure pokazali, że maszyny (syntezatory) też mają duszę. Z drugiej – eksplozja testosteronu w Hair Metalu. Guns N’ Roses, Bon Jovi i Mötley Crüe przypomnieli światu, że rock to przede wszystkim zabawa, energia i stadionowe hymny, przy których zapalniczki same wędrują w górę.
Nie zapominamy o fundamentach. To tutaj, na ulicach Nowego Jorku, rodził się Hip-Hop (Run-DMC, Beastie Boys), a alternatywa (The Smiths, R.E.M.) po cichu szykowała grunt pod rewolucję lat 90.
Ta selekcja to soniczny powrót do czasów, gdy przyszłość wydawała się neonowa, a muzyka miała moc jednoczenia parkietów i stadionów na całym świecie.